Muzeum to miejsce wspólne dla wszystkich – rozmowa z Robertem Kostro, dyrektorem Muzeum Historii Polski.

Kolejne, dosyć uszczegóławiające, pytanie: czy są takie momenty w historii Polski – Pana zdaniem –  które Muzeum powinno przypomnieć, ponieważ są zapomniane albo źle rozumiane.

Jednym z takich momentów jest właśnie wolna elekcji jak i sam ustrój Rzeczypospolita. Wydaje się, że wciąż króluje w potocznej świadomości stańczykowska wizja –  system archaiczny, anachroniczny, niewydolny, że Polska powinna wówczas stać się monarchią absolutną. Oczywiście patrząc przez pryzmat XVIII wieku i rozbiorów widać słabości republiki szlacheckiej, ale jeśli widzimy już XVII a nawet czasem XVI wiek jako pasmo błędów prowadzących nieuchronnie do rozbiorów, to nasze spojrzenie jest ahistoryczne. Państwa i systemy polityczne mają po prostu swój cykl wzrostu i upadku. Rzeczpospolita trwała trzysta lat od czasu kiedy Sejm uzyskał kluczową pozycję ustrojową, a od czasów Andegawenów i unii w Krewie, kiedy widać początki republiki szlacheckiej czterysta. Jeżeli spojrzymy na wielkie imperia, na przykład brytyjskie, to od Elżbiety Wielkiej do upadku mija czterysta lat. Stany Zjednoczone, od mementu uzyskania niepodległości do czasów dzisiejszych mają nieco ponad dwieście lat, ale widzimy dziś poważne rysy, możliwość utraty przewagi gospodarczej na rzecz Chin. A co dopiero ze Związkiem Sowieckim…

…albo tysiącletnią Rzeszą…

albo tysiącletnią Rzeszą (śmiech) … Kiedy trwałość Rzeczypospolitej w porównujemy z innymi potęgami, nie wychodzimy wcale źle.

Pociągnijmy w takim razie ten wątek. Odwołam się do książki „Fantomowe ciało króla”, która stawia tezę, że Polska była zacofana i peryferyjna ponieważ nie była taka jak Holandia bądź Anglia.

Twierdzę, że pojęcie zacofania możemy zastosować do Polski  dopiero od przełomu XVII i XVIII wieku. Do XVII wieku nie ma takiej miary, która by pozwoliłaby powiedzieć, że Polska była zacofana. Albo precyzyjniej mówiąc, takie miary konstruujemy dziś, mając wiedzę, co było później. Dla ówczesnych ludzi miasto nie było wyznacznikiem sukcesu, przemysł także nie. Polski szlachcic był dumny, że nie musi smrodzić się w jakichś zatęchłych, przeludnionych, podatnych na zarazy miastach, jak Paryż czy Londyn, tylko może siedzieć pod lipą. Do XVIII w. źródłem bogactwa i miernikiem sukcesu była ziemia, a Polska była krajem, który posiadał ziemię i dobre warunki dla rozwoju rolnictwa.

Drugim elementem, który może jakoś przemawiać do nas jest poziom życia. A on w Polsce był względnie wysoki – do XVII w. nawet wśród chłopów.  Chłopi mogli „zastrajkować” uciekając na Ukrainę, a nie do miast. Wreszcie migracja szła do Polski, a nie z Polski: Niemcy, Żydzi, Ormianie, Włosi, Holendrzy, Szkoci. Byliśmy Ameryką późnego średniowiecza i wczesnej nowożytności, krajem atrakcyjnym, zarówno ze względów gospodarczych, jak i pod względem poziomu wolności. Przecież do Polski uciekali rozmaici dysydenci, szukając wolności praktykowania wiary. Przykładem może być antytrynitaryzm, który był tępiony praktycznie we wszystkich krajach europejskich, także tych uważanych powszechnie za tolerancyjne.

Dopiero na początku XVIII wieku okazuje się, że reguły gry się zmieniają. I dlatego poważniejsze pretensje do naszych przodków miałbym za czasy saskie, które są okresem przespanym. Widać, że państwa, armie Europy się zmieniają, że reformują się również nasi sąsiedzi, a polska szlachta nadal chce siedzieć pod lipą. Gdyby pojawił się silny, bardziej przewidujący lider polityczny, gdyby królowie sascy byli lepszymi przywódcami, to mogliby poprowadzić kraj do zmian. Ale szlachta zmian nie chciała, ponieważ po okresie wojen przyszedł okres względnej prosperity. Bystrzejsi ludzie epoki dostrzegali niebezpieczeństwo, mamy rozmaite traktaty nawołujące do reformy systemu, poczynając od „Głosu wolnego wolność ubezpieczającego” Stanisława Leszczyńskiego. Później tacy ludzie jak Stanisław Konarski, Czartoryscy czy wreszcie Stanisław August proponują reformy, które szlachta traktuje jako zamach na złotą wolność, ale są one właściwym czytaniem znaków czasu.

Ja jestem uczony w PRL-u i doskonale pamiętam, że cały czas nam tłumaczono, że przyczyną upadku Polski był nadmiar wolności. Czy rzeczywiście gdyby w XVIII wieku „światłe” siły zadecydowały, że czas na wprowadzenie monarchii absolutnej, to byłaby to gra warta świeczki?

Nie podoba mi się stańczykowską wizja, wedle której absolutyzm był jedynym sposobem na awans cywilizacyjny. Ale z całą pewnością zabrakło w Polsce nowoczesnej biurokracji. W XVII – XVIII w. sprawną administrację i armię zbudowano w wielu krajach. Czy można było stworzyć biurokrację bez absolutyzmu? Wielka Brytania, Holandia nieźle sobie radziły bez absolutyzmu. Tego rodzaju rozwiązaniem szansę stwarzała również Konstytucja 3 maja. Zatem inna droga teoretycznie była możliwa, ale wchodzimy w obszar historii alternatywnej. Fakty są takie, że absolutyzmu nie było i był do wprowadzenia, bo źródłem siły i zarazem słabości Rzeczypospolitej była wolność szlachecka. Nasi przodkowie wiedzieli, co trzeba zrobić:  zreformować sejm przez ograniczenie liberum veto, czy wzmocnić pozycję króla. Tylko determinacja i polityczna szansa na reformy przyszła zbyt późno, albo ponieważ Stanisław August okazał się zbyt słabym przywódcą.

Sprawa jest zresztą złożona.  Wiemy, że Poniatowski zdobył władzę w oparciu o Moskwę i szlachta po prostu mu nie wierzyła. Tragicznym momentem XVIII wieku jest Konfederacja Barska. Obie strony były rozgrywane przez Rosję. Silna polaryzacja pomiędzy zwolennikami reform, a „konserwatywnymi” obrońcami złotej wolności przyniosła sukces temu trzeciemu – Rosji.

Wydaje się, że Konfederacja Barska to jest moment – jak się wydaje – kompletnie zapomniany. Ja tam w liceum czytałem Słowackiego, na pielgrzymkach śpiewaliśmy „Nigdy z królami…” Ale tak naprawdę to jest coś zupełnie zapomnianego. Kto jeszcze pamięta, że  porwano króla, że mieliśmy w Polsce wojnę domową? I takie wydarzenie trzeba przywrócić do naszej pamięci.

Tak… to jest bardzo ciekawy moment, tak jak cały XVIII wiek i z cała pewnością trzeba będzie bliżej mu się przyjrzeć. W ogóle wydaje mi się, że dla nas wiek XVIII jest o wiele bardziej interesujący niż XIX. A to dlatego, że na agendzie polskiej polityki jest dzisiaj kwestia budowania silnego państwa, debaty dotyczące jego modernizacji, interakcja z wielkimi mocarstwami…

Dziękuję bardzo za rozmowę i liczę na kolejną już w salach wybudowanego Muzeum Historii Polski, mam nadzieję, że nie będę na nią czekał zbyt długo.

 

rozmawiał Juliusz Gałkowski

One Comment

  1. Fatalny wywiad. Historyconu nie stać na korektora tekstów?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*