Nawałnica. Piast zdobywca. Tom 3

Nawałnica. Piast zdobywca. Tom 3 | Recenzja

Krzysztof Jagiełło, Nawałnica. Piast zdobywca. Tom 3

Wojna, gdy już się rozpęta, rzadko daje się łatwo zatrzymać. Obie strony mają w niej zbyt wiele do udowodnienia. Napadnięty musi wykazać doznaną krzywdę i oczywistą niesprawiedliwość, napastnik zaś pragnie przede wszystkim wyjść z konfliktu z twarzą, skoro zainwestował w niego tyle sił i środków. Układ sił w grodach Polan zmienia się jak w kalejdoskopie. Wszystko wskazuje na to, że Popiel znalazł się w defensywie, choć z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W każdej chwili może nadciągnąć tytułowa nawałnica. Pytanie tylko, co wówczas stanie się z naszymi bohaterami. A przede wszystkim kto ostatecznie zwycięży. Przekonajmy się.

Najlepszą obroną jest atak

Dramatyczne i niedomknięte zakończenie Wieszczby niejako zmusiło mnie do niecierpliwego oczekiwania na trzeci tom. Na szczęście nie trwało to długo. Gdy tylko książka trafiła w moje ręce, od razu zabrałem się do lektury. Czytałem, nie zwracając uwagi na upływ czasu, aż zapadł zmrok, a dom pogrążył się w ciszy, co skłoniło mnie do przerwania lektury, będąc już wyraźnie za połową tomu. Ostatecznie poznanie całej opowieści zajęło mi nieco ponad dwa dni, co pozwala mówić o zbliżeniu się do osobistego rekordu tempa czytania.

Taki efekt był właściwie nieunikniony, ponieważ świat Piasta i Ścibora od dawna przyciągał moją uwagę w sposób szczególny. Choć nie darzę szczególną sympatią okresu wczesnopiastowskiego, dzięki serii Piast zdobywca zacząłem postrzegać go nie wyłącznie przez pryzmat warsztatu historyka, a także jako przestrzeń dla wielowątkowej, konsekwentnie prowadzonej narracji. Dziś dostrzegam w nim wyraźny potencjał fabularny i z uznaniem odnoszę się do decyzji Krzysztofa Jagiełły, by właśnie tę przestrzeń literacko wypełnić.

W Wielkopolsce, rzecz jasna tej dzisiejszej, sytuacja nie uspokaja się ani na chwilę. Wszyscy spodziewają się ostatecznego uderzenia Popiela, zapowiadanego już wcześniej, świadomi, że poleje się krew, a znany im świat przestanie istnieć. Pierwszą próbę bohaterowie przechodzą na samym początku powieści i jedynie dzięki sprytowi oraz umiejętnościom ocalałych Brójniczan udaje się im ocalić życie. Popiel nasyła bowiem na te ziemie Ludy Północy.

Na szczęście, choć tylko na krótko, dzięki ich swobodnemu podejściu do spraw finansowych udaje się przeciągnąć ich na „właściwą stronę”. Dalej jednak sytuacja wyraźnie się komplikuje. Armia księcia zmierza na Lipową Górę, pozostawiając za sobą spaloną ziemię i śmierć. Przewaga przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę, a zwycięstwo, niezależnie od tego, komu przypadnie, będzie miało gorzki smak. Wojennej machiny, która od dawna pozostaje w ruchu, nie sposób już zatrzymać. Więcej do stracenia ma jednak Popiel, o którym powszechnie wiadomo już, że jest kłamcą, zbrodniarzem i człowiekiem pozbawionym sumienia, a jego stronnicy albo giną, albo przechodzą na stronę obrońców.

Krajobraz po koszmarze

Historia opowiadana przez zakonnika zbliża się do finału. Poznaliśmy już niemal wszystkie jego tajemnice. Jego życie było barwne, a zarazem naznaczone dramatem. Wielokrotnie stawał przed wyborami, których konsekwencjom później musiał stawić czoło. Niezliczone razy ryzykował także własnym życiem. Na szczęście bogowie, a z czasem Bóg, mieli go nieustannie w swojej opiece. Ścibor ma świadomość, że nie dorównuje przyjacielowi liczbą talentów ani zdolności, dlatego nie dziwi go, że to właśnie on zastąpił znienawidzonego komesa.

Wystąpienie przeciwko własnym współziomkom jawi się bowiem jako największa zbrodnia, której nie sposób wybaczyć, a zdrada jedynie potęguje winy pana na Mietlicy. Aby mógł zapanować pokój, wielu ludzi musiało oddać życie. Stało się tak dlatego, że ktoś okazał się nazbyt ambitny i nie potrafił pojąć, iż nie można nieustannie kierować się siłą.

Cała historia spisana przez autora, prowadzona w konwencji gawędy, opowieści i wspomnień, okazuje się niezwykle interesująca. W trakcie lektury wielokrotnie odnosiłem wrażenie, że wydarzenia potoczą się inaczej, jednak autor konsekwentnie udowadnia, że lepiej wie, co służy spójności i atrakcyjności całości. Pozostaje jedynie żal, że Bjorn nie doczekał finału, ginąc tom wcześniej w obronie córki. Przed Piastem staje bowiem zadanie znacznie trudniejsze niż pokonanie Popiela – powrót do normalności po latach zagrożeń i niepewności.

Czy zakończy się on powodzeniem? Historia podpowiada, że tak, choć granica między prawdą a legendą pozostaje domeną kronikarzy. Nie zmienia to jednak mojej oceny. Fabuła została skonstruowana niemal perfekcyjnie, bez wyraźnych potknięć. Wyraźnie widać, że pisanie sprawia autorowi dużą satysfakcję i że potrafi też zainteresować czytelnika tym, co ma do opowiedzenia.

Świat żaren i magii

Nawałnica, jak żaden z dotychczasowych tomów, wprowadza czytelnika w świat tajemnic plemiennych i czarów. Owszem, wcześniej obecny był Czabor ze swoim wiernym, udomowionym wilkiem, ale brakowało jednak wróżek, czarownic, świętych gajów oraz sieci zależności, które je łączą.

Można to interpretować w sposób zbliżony do ujęcia Józefa Ignacego Kraszewskiego, gdzie słowiański panteon odwraca się od przeniewiercy, wymuszając zmianę sposobu sprawowania władzy. Autor opisuje świat wczesnopiastowski z dużym znawstwem, co warto podkreślić po raz kolejny. To kraj, który z jednej strony przyciągał, z drugiej zaś spowijała go wyraźna aura tajemniczości. Z wielu względów nie chciałbym jednak żyć w tamtych realiach. Ryzyko utraty głowy było po prostu zbyt duże.

Nowoczesny przekaz

Pozwolę sobie tym razem nie opisywać fabuły. Chcę, aby przynajmniej ten jeden raz radość i przyjemność płynęły wyłącznie z samej lektury i odkrywania kolejnych stron. Wystarczy więc stwierdzić, że spośród wszystkich części sagi to właśnie ta ma największą siłę oddziaływania. Początkowo może sprawiać wrażenie naturalnej kontynuacji wciąż niedomkniętej opowieści, jednak, gdy narracja nabiera rozpędu, a kolejne rozdziały przynoszą nowe, niekiedy zaskakujące rozstrzygnięcia, intensywność wydarzeń gwałtownie rośnie.

Lektura potrafi wciągnąć bez reszty. Warto jednak pamiętać o tym, co wydarzyło się kilkaset stron wcześniej. Stworzenie tak rozległego cyklu z pewnością wymaga zarówno przemyślanego konceptu, jak i czasu, ale właśnie w taki sposób, co warto podkreślać, można skutecznie wprowadzać odbiorcę w świat historii. Podręczniki i encyklopedie pozostają dla współczesnego czytelnika mało atrakcyjne, natomiast powieść oparta na silnych emocjach, konfliktach i dramatycznych wydarzeniach trafia w jego oczekiwania znacznie celniej.

Dodatkowymi atutami, podobnie jak w poprzednich częściach, są szybkie tempo wydarzeń, wyraziste kreacje bohaterów oraz interesujące rozwiązania fabularne, a przede wszystkim współczesny, niestylizowany na archaiczny język. Czytelnik nie powinien mieć trudności ze zrozumieniem wypowiedzi postaci, choć pewne słownictwo, na co zwracałem już uwagę wcześniej, może sprawiać drobne problemy, bez większego jednak wpływu na odbiór całości. Ogólne wrażenia z lektury poszczególnych tomów, jak i całej serii, oceniam bardzo wysoko. Właściwie nie mam uwag krytycznych, pozostając jedynie przy wcześniej sformułowanych sugestiach i ponownie muszę podkreślić znakomitą oprawę graficzną okładki.

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy

Cieszy mnie, że mogłem zakończyć stary rok, a zarazem rozpocząć kolejne dwanaście miesięcy czytelniczej przygody tak wyrazistym akcentem. Pozostaje mieć nadzieję, że to dobry prognostyk na przyszłość. Historia Piasta i Ścibora pobudziła zarówno wyobraźnię, jak i intelekt. Losy bohaterów w zaskakujący sposób korespondują z tym, co obserwujemy wokół siebie ponad tysiąc lat później. To, czego jako czytelnicy byliśmy świadkami, dobitnie pokazuje, jak istotne są relacje międzyludzkie oraz fakt, że mimo różnic w podejściu do wielu spraw kluczowe pozostają zrozumienie i wzajemny szacunek.


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 6/6
Dominik Majczak


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.