Olaf II Haraldsson (ok. 995-1030). Wiking, król, święty

Olaf II Haraldsson (ok. 995-1030). Wiking, król, święty |Recenzja

Maciej Lubik, Olaf II Haraldsson (ok. 995-1030). Wiking, król, święty

Olaf II Haraldsson (ok. 995-1030), późniejszy święty, był postacią nietuzinkową. Pochodził z rodziny królewskiej – jego ojcem był Harald Grenske. Olaf to bardziej awanturnik niż polityk, pragmatyk niż idealista, być może ostatni z wikingów. Nieokrzesany i na swój niepowtarzalny sposób zmienny jak skandynawskie łodzie sunące po wodach Atlantyku.

Za młodu Olaf, celowo budował swój mit wojownika niezwyciężonego. W tym celu najeżdżał nie tylko Wyspy Brytyjskie, ale i Francję, a nawet – wybrzeża Hiszpanii. Z każdym było mu po drodze, jeśli tylko mógł na tym zyskać. Opłacany przez króla angielskiego, walczył z Duńczykami. Słowem – typowy przedstawiciel wczesnośredniowiecznej elity rządzącej.

Gdy udało mu się uzyskać władzę królewską, podjął się udanej próby zjednoczenia wszystkich ziem norweskich. Sprzymierzył się również ze Szwedami, którzy obawiali się wzrostu potęgi sąsiedniej Danii.

Aby umocnić swą władzę, przystąpił do chrystianizacji Norwegii (co również mu się udało). Wraz z nowymi porządkami wprowadził nowe prawo oparte na chrześcijaństwie. Jednymi z ważniejszych postanowień jego praw było przede wszystkim zniesienie niewolnictwa, surowe karanie gwałtów na kobietach. Zakazano również ślubów między bardzo bliskimi krewnymi. Wielkie niezadowolenie, zwłaszcza możnych, sprawiło zrównanie wszystkich wobec prawa.

Monarcha aktywnie zwalczał dawne pogańskie zwyczaje, nadal mocno wpływające na życie Norwegów, nawet tych, którzy już dawno przeszli na chrześcijaństwo. Olaf II wznosił więc kolejne kościoły oraz sprowadzał z zachodniej Europy kapłanów i mnichów. Należy przy tym pamiętać, że oficjalnie kościół norweski był podporządkowany metropolii w Bremie.

Olaf wykorzystywał Kościół nie tylko do przebudowy norweskiego społeczeństwa, ale i wzmocnienia swej władzy. Dzięki temu Norwegia w szybkim tempie przyjęła europejskie standardy sprawowania władzy, oraz weszła w krąg kultury chrześcijańskiej.

Ku upadkowi

Taka polityka wewnętrzna, a także bezwzględne rozprawianie się z przeciwnikami politycznymi, przyniosło mu spore grono wrogów. Najmocniej sarkali jednak jarlowie z Trøndelagu. Wykorzystał to król duński Kanut Wielki, który pod swym przewodnictwem zjednoczył wszystkich wrogów Olafa II, odebrał mu nawet najbliższych stronników. Ostatecznie pokonał i pozbawił Olafa (w 1028 roku) tronu i zmusił do ucieczki z kraju – upadły król udał się na Ruś.

Olaf musiał być niezwykłym człowiekiem, skoro zyskał spory szacunek ruskiego księcia. Wielki książę Jarosław miał mu zaproponować nawet przejęcie władzy w sąsiedniej Bułgarii. Były król jednak odmówił. On pragnął tylko powrotu do swej ojczyzny.

Po dwóch latach na ruskim dworze, Olaf II powrócił do Norwegii, próbując odzyskać władzę. 29 lipca 1030 roku stoczył sławetną bitwę pod Stiklestad, którą przypłacił utratą życia. Według legendy, przed bitwą Olaf miał mieć sen, że wspina się do nieba… Mimo tego złego omenu, były monarcha stanął do nierównej walki ze zdecydowanie liczebniejszymi wojskami swych wrogów.

Śmierć, która stała się chwałą

Mimo przegranej, dla norweskiego kościoła Olaf stał się symbolem chrześcijaństwa. Tym bardziej, że wielkorządcy wysyłani przez Duńczyków, co rusz razili poczucie narodowej dumy Norwegów. Więc choć przegrany, Olaf II zaczął wyrastać jako symbol niezależności, przedsiębiorczości i siły państwa norweskiego. Nawet jego postać znalazła się w herbie Norwegii – lew z toporem.

W szybkim tempie Olaf został kanonizowany (1031 rok), bowiem nad jego grobem miały dziać się liczne cuda. Co ciekawe, jego kult nigdy oficjalnie nie został uznany przez Kurię Rzymską. Do połowy XVI wieku, święty Olaf był jednym z najważniejszych świętych w Norwegii, a jego kult rozprzestrzenił się również poza Skandynawię (głównie do Anglii). W 1537, gdy Norwegia stała się krajem protestanckim, jego relikwie zostały wywiezione do Danii, gdzie przepadły. Mimo tego, jego kult nadal ma się świetnie.

Niemniej król Olaf stał się bohaterem licznych żywotów świętych, które opisywały jego zmitologizowaną działalność ku większej chwale chrześcijaństwa. Ze sporą ich częścią możemy się zapoznać właśnie w biografii tego władcy pióra Macieja Lubika.

Czy warto przeczytać?

Publikacja składa się zasadniczo z dwóch większych rozdziałów. Pierwszy dotyka kwestii stricte historycznych. Druga – to krytyka źródeł religijnych, które pomagają odtworzyć niezwykły życiorys tego władcy.

Obie części są równie interesujące, bowiem poruszają inne aspekty tej samej sprawy. O ile się orientuję, zazwyczaj o królu Olafie pisze się tylko przez pryzmat jego kultu religijnego, nie koniecznie odwołując się do innych źródeł historycznych. Zresztą już na wstępie sam Autor zauważa, iż takie postępowanie wypacza nasze postrzeganie jego osoby, przez co obraz ten staje się niepełny, a więc i błędny.

Książka jest świetna pod każdym względem. Autor daje nam możliwość zajrzenia do jego własnego warsztatu naukowego. A ten jest naprawdę ciekawy. Razem z nim śledzimy nie tylko losy samego króla, ale i poznajemy kulisy krytyki historycznej, opartej na różnych źródłach.

Jest tutaj również wiele fragmentów dawnej „wikińskiej” mowy. Czytając książkę próbowałem czytać fragmenty dawnych zapisków, czytając je na głos przy córkach. Z jednej strony miałem wrażenie, jakbym cofnął się w czasie i zaczął mówić czymś zbliżonym do słów, którymi posługiwał się na wpół-mityczny Ragnar Lothbrok. Z drugiej – dziewczynki cieszyły się z tak „pokracznych wypowiedzi taty”. Słowem – było i fajnie, wesoło, a jednocześnie „naukowo” (oczywiście piszę to z przymrużeniem oka).

Bardzo podoba mi się styl wypowiedzi Macieja Lubika, pełen kurtuazji, a jednocześnie naukowego zacięcia. Nawet najtrudniejsze dla mnie fragmenty, opisane były tak przystępnie, że czytało się je z przyjemnością. Przy okazji miałem możliwość nauczenia się nowych rzeczy – współczesnej krytyki źródeł, ich porównywania… Przy okazji zapoznałem się z najnowszym stanem wiedzy w tym temacie. Bo nie ma co ukrywać, od moich studiów trochę czasu minęło, i historia poszła bardzo do przodu.

Nawet przypisy, których tak bardzo nie lubię, czytało się świetnie. Nie były to tylko wtręty bibliograficzne, ale i krytyka źródeł lub ich rozwinięcie. Albo tłumaczenia średniowiecznych tekstów.

Olaf II Haraldsson (ok. 995-1030). Wiking, król, święty – podsumowanie

Trochę szkoda, że zabrakło zdjęć, które w zdecydowany sposób ubogaciłaby publikację. Tym bardziej, że to dla większości czytelników postać mało znana. Jestem ciekaw jak wyobrażali go sobie mu współcześni… A w sieci, tak naprawdę, nie można zobaczyć zbyt wiele takich przedstawień.

Książka liczy sobie 384 strony. Publikacja jest naprawdę świetna i polecam ją każdemu miłośnikowi dziejów ostatnich wikingów, religii chrześcijańskiej, a także szerzej – Skandynawii i wczesnośredniowiecznej Europy. To była naprawdę interesująca przygoda – literacka i naukowa. Gorąco polecam.


Wydawnictwo Avalon
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Avalon. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.