Filip Gańczak, Polakożerca
Dla rodziny i przyjaciół był po prostu Bubim. Należał do pokolenia, które musnęła i zmieniła na zawsze Matka Stulecia. Choć I wojna światowa nie zdążyła go przemielić na krwawych polach Verdun czy Flandrii, to pozostawiła w nim ślad, który powiódł go na skraj człowieczeństwa. Wagon w Lesie Compiègne, Wersal i Weimar już na zawsze znaczyły dla niego upokorzenie i zdradę Rzeszy. Winni byli temu przede wszystkim socjaldemokraci, komuniści i Żydzi. I to właśnie oni, razem z Polakami, którzy wyszarpali część ziem niemieckich dla swojego sezonowego państwa stali się jego głównymi wrogami. A z czasem celami. Jak Ludolf „Bubi” von Alvensleben stał się z arystokraty-utracjusza ludobójcą i jakie były konsekwencje jego działań opowiada w książce Polakożerca Filip Gańczak.
Arystokrata w partii robotników
Ludolf „Bubi” von Alvensleben (a właściwie Ludolf-Hermann Emmanuel Georg Kurt Werner von Alvensleben) był synem generała-majora Ludolfa von Alvenslebena i pochodził ze starego rodu pruskich junkrów. Jego przodków można znaleźć w kluczowych rolach w najważniejszych momentów historii Królestwa Prus i Cesarstwa Niemieckiego. On sam, chociaż notorycznie również miał zapisać się w księdze dziejów – już nie jako wierny sługa króla czy cesarza, ale jako ludobójca na usługach jednego z najbardziej zbrodniczych reżimów w dziejach świata.
Kariera Bubiego wiodła od Stahlhelmu przez NSDAP, SA, SS aż do dowodzenia północnym okręgiem Selnstschutzu. Co ciekawe zapatrywania ideologiczne w elastyczny sposób łączył ze swoimi osobistymi korzyściami, które pomagały mu wyjść z kłopotów finansowych. Nie zawahał się nawet oskarżyć jednego z dłużników o zdradę śmierci, co nieszczęśnik przypłacił wyrokiem śmierci w ramach fali terroru po zamachu na Hitlera w 1944 r.
Jednak najważniejszą rolą von Lavensebena podczas II wojny światowej było utopienie we krwi Pomorza. Polowania na Polaków i Żydów oraz ich masowe rozstrzeliwania pieczętował krzyżykami lub swoimi inicjałami stawianym przy nazwiskach ofiar. Jak wielu wysoko postawionych zbrodniarzy nazistowskich udało mu się uniknąć odpowiedzialności. Choć został zatrzymany przez Brytyjczyków w 1946 r. zdołał uciec z obozu, a następnie przez Termeno i Genuę uciekł do Ameryki Łacińskiej. Tak jak wielu innym zbrodniarzom, w przedostaniu się na inny kontynent pomógł Bubiemu kościół rzymskokatolicki.
Bardziej reportaż niż kolejna biografia
Filip Gańczak nie tylko zrekonstruował szczegółowo biografię Bubiego von Alvenslebena. Prowadzi on czytelnika przez meandry przedwojennych stosunków, pierwszych tygodni wojny i (niejednokrotnie) sąsiedzkich porachunków, aż po powojenną niemoc wymiaru sprawiedliwości. Bardzo często główny bohater służy tylko za figurę, przez pryzmat której możemy zapoznać się z mechanizmami władzy i administracji. Pokazuje, że jego dożywotnia bezkarność była wynikiem chaosu, powiązań, niemocy politycznej oraz wyższej racji, która w pewnym momencie musiała postawić tamę wiecznym rozliczeniom.
Choć temat, który jest poruszony w recenzowanej pozycji, należy do tych o wielkim ciężarze gatunkowym, to autorowi udaje się zabrać czytelnika w pasjonującą podróż między dokumentami, relacjami i opiniami. Czasami może się wydawać, że Alvensleben to jeden ze szwarccharakterów z filmu gangsterskiego. Nie waha się bowiem do sięgania po środki, których nie powstydziłaby się Cosa Nostra, gdy chodzi o ochronę jego partykularnych interesów. I to wszystko znajdziemy w tej trudnej, poruszającej, ale również „dobrze czytającej się” książce.
Czy warto?
Polakożerca Filipa Gańczaka to książka godna polecenia. Nie tylko dla osób, które chcą pogłębić swoją wiedzę o aparacie terroru III Rzeszy czy Selbschutzu. To również cenna pozycja dla osób, które próbują zrozumieć historię i mechanizmy władzy.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena recenzenta: 5/6
Daria Czarnecka
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.