Rachel Kushner, Jezioro stworzenia

Jezioro stworzenia |Recenzja

Rachel Kushner, Jezioro stworzenia

Rachel Kushner w Jeziorze stworzenia bierze ramę powieści szpiegowskiej, ale szybko przesuwa ciężar z samej operacji na coś znacznie ciekawszego: mechanikę wpływu, język radykalizmu i ludzką potrzebę wiary w opowieść większą od własnego życia.

Amerykańska agentka, ukrywająca się pod nazwiskiem Sadie Smith, trafia do francuskiej prowincji, aby przeniknąć do środowiska ekologicznych radykałów podejrzewanych o sabotaż przy budowie przemysłowego zbiornika wodnego. Można byłoby z tego zrobić sprawny thriller o infiltracji, podwójnych grach i ryzyku dekonspiracji, lecz Kushner interesuje bardziej to, jak ludzie uzasadniają własne wybory, komu oddają autorytet i jak łatwo wielka idea zaczyna potrzebować lidera, mitu oraz wroga.

Polskie wydanie ukazało się nakładem Noir sur Blanc w przekładzie Marka Ferdyszaka, a sam oryginał, Creation Lake, trafił na shortlistę Booker Prize 2024. Kushner pisze powieść gęstą, chłodną i bardzo świadomą formy, w której fałszywa tożsamość, obserwacja, korespondencja, relacje i napięcie polityczne są tylko częścią większej układanki.

Sadie Smith przyjeżdża do południowo-zachodniej Francji w związku ze sprawą Le Moulin, grupy skupionej wokół Pascala Balmy’ego. W tle jest podpalenie pięciu koparek na miejscu budowy zbiornika niedaleko Tayssac, podejrzenia wobec aktywistów i brak dowodów, który zostawia miejsce na prowokację, manipulację oraz cudze interesy. Sadie dostaje się bliżej grupy przez Luciena Dubois, człowieka zafascynowanego Pascalem i przekonanego, że pomaga jej w kontakcie z ludźmi Le Moulin, podczas gdy dla niej pozostaje przede wszystkim wejściem do środowiska, źródłem informacji i materiałem do operacyjnego rozpoznania.

Sadie nie prosi o sympatię czytelnika, nie ociepla własnego obrazu i nie udaje, że wchodzi w cudze życie z innych powodów niż zawodowa potrzeba. Patrzy na ludzi przez ich słabości, ambicje, zależności i użyteczność, a dom Luciena, z jego starymi murami, wilgocią, przeciekającym dachem i widokiem na dolinę, także ocenia przede wszystkim przez dostęp, pozycję i możliwość obserwacji. Miejsce nie ma jej wzruszać, ma się przydać. W tym chłodzie Kushner bardzo dobrze pokazuje osobę, która zawodowo rozpoznaje cudzą podatność i potrafi tak słuchać, aby rozmówca sam dopowiedział to, czego ona potrzebuje.

Osobną, bardzo ważną warstwę powieści tworzą maile Brunona Lacombe’a, ekscentrycznego myśliciela od neandertalczyków, jaskiń, wody, rolnictwa i błędu cywilizacji. Ta warstwa podoba mi się właściwie najbardziej. W słabszej książce łatwo byłoby zrobić z niego figurę dziwaka, tutaj Bruno dostarcza język, którego potrzebuje Le Moulin. Pisze o utraconych formach człowieczeństwa, o Homo sapiens, ogniu, przemocy, podziemnych wodach i świecie zniszczonym przez cywilizacyjne przyspieszenie, a jego długie, eseistyczne wiadomości spowalniają tempo fabuły, lecz odsłaniają mechanizm powstawania mitu. Lokalny konflikt o zbiornik wodny zostaje wpisany w opowieść o końcu świata, dawnym człowieku i błędzie, który rzekomo zaczął się bardzo dawno temu.

Pascal Balmy przyciąga ludzi, którzy chcą zobaczyć w nim przywódcę. Kushner nie opisuje tej charyzmy z podziwem, raczej pokazuje, że lider bywa wytwarzany przez cudzą potrzebę wiary w wyjątkową postać. Le Moulin ma własne hierarchie, zależności, milczenia i mechanizmy wykluczenia, więc alternatywny język nie usuwa relacji władzy, tylko przebiera je w inne słowa. To jeden z najcelniejszych punktów powieści: wspólnota zbuntowana przeciw systemowi może powtarzać jego odruchy, a radykalny słownik nie daje moralnej odporności na manipulację.

Wątek ekologiczny jest tu konkretnym polem konfliktu, a nie dekoracją dla modnego tematu. Zbiornik wodny, podpalone koparki, spór o podziemne zasoby, lokalny opór, gniew wobec przemysłowej ingerencji i ryzyko wykorzystania aktywistów tworzą przestrzeń, do której Sadie może wejść, ponieważ nie musi wierzyć w argumenty Le Moulin. Wystarczy, że rozumie oczekiwania ludzi i potrafi przyjąć rolę potencjalnej sojuszniczki. Kushner pokazuje w ten sposób rzecz niewygodną: słuszna sprawa może zostać przechwycona przez ambicję, lidera, mit i operację prowadzoną z zewnątrz.

Francuska prowincja w tej książce nie ma pocztówkowego połysku. Są stare domy, wilgoć, przeciekające dachy, szczury, drogi, markety, stacje benzynowe, ciężarówki i europejska logistyka. Gujenna przechowuje ślady dawnych ludzi, jaskiń i rodzinnych majątków, ale równocześnie podlega naciskowi przemysłu, administracji oraz ekonomii. Bruno szuka w przeszłości obietnicy ratunku, Sadie widzi w przestrzeni dostęp, bezpieczeństwo, przewagę i ryzyko; między tymi spojrzeniami znika romantyczna mgła, a zostaje miejsce zużyte, uwikłane i bardzo materialne.

Jezioro stworzenia wymaga skupienia, gdyż Kushner nie prowadzi fabuły prostą trasą od zadania do rozwiązania. Narracja rozrasta się przez maile Brunona, obserwacje Sadie, sceny z Le Moulin, powracającą tożsamość „Amy”, opisy prowincji i komentarze o języku władzy. Rytm bywa wolniejszy, chwilami mocno eseistyczny, a partie Brunona mogą męczyć rozlewnością, lecz ten ciężar należy do projektu powieści, bo infiltracja obejmuje tu nie tylko ludzi i miejsca, ale także słownik grupy, jej lęki, pragnienia i święte hasła.

Przekład Marka Ferdyszaka dobrze przenosi różnice rejestrów. Sadie brzmi sucho, ostro i kontrolowanie, Bruno zachowuje natrętną rozlewność własnych skojarzeń, a opisy prowincji mają szorstkość potrzebną tej historii. Polska wersja nie wygładza świata przedstawionego, co przy tej książce ma duże znaczenie, bo zbyt elegancki język zabiłby jej chłód i brud.

Rachel Kushner napisała powieść wymagającą, inteligentną i niewygodną, korzystającą z narzędzi thrillera, ale zainteresowaną przede wszystkim manipulacją, charyzmą i wspólnotową potrzebą sensu. Sadie wnosi chłód operacji, Bruno obsesję wielkiej opowieści, Pascal mechanikę autorytetu, a Le Moulin obraz środowiska zawieszonego między realnym sprzeciwem a własnym mitem. Lektura może zmęczyć gęstością, lecz zostaje w pamięci jako opowieść o ludziach podłączonych do idei, których bardzo potrzebują, oraz o agentce, która potrafi tę potrzebę rozpoznać i wykorzystać.

Jezioro stworzenia Rachel Kushner łączy powieść szpiegowską z analizą radykalizmu, ekologii i manipulacji. Siła książki wyrasta ze zderzenia chłodnej agentki z ludźmi pragnącymi wielkiej idei, która nada sens ich decyzjom. Gęsta, inteligentna i niewygodna proza o wspólnotach, języku władzy i cenie politycznego zaangażowania.

Bardzo dobra, szorstka i intelektualnie wymagająca powieść, choć nie dla czytelników szukających klasycznego thrillera z szybkim tempem. Kushner bardziej niż akcję wybiera analizę wpływu, mitu i politycznej wiary, dlatego Jezioro stworzenia najlepiej sprawdza się jako opowieść o manipulacji, potrzebie przynależności i języku, który potrafi usprawiedliwić niemal wszystko.


Wydawnictwo Noir sur Blanc
Agnieszka Cybulska

Comments are closed.