Rycerze wojennego nieba

Rycerze wojennego nieba |Recenzja

Adam Makos, Larry Alexander, Rycerze wojennego nieba

Na wysokości kilku tysięcy metrów, wśród huku silników i ryku działek, nie ma miejsca na litość. A jednak w samym środku piekła powietrznych starć wydarzyło się coś, co wymknęło się wojennej logice – gest, który sprawił, że Rycerze wojennego nieba to nie tylko książka o walce, ale też o honorze, człowieczeństwie i przekraczaniu granic wyznaczonych przez historię.

Wstęp będzie krótki i niektórym znany – jest dobrze i ciekawie. Nie jest tajemnicą, że krakowskie muzeum lotnictwa jest jednym z moich ulubionych i bardzo lubię tam oprowadzać. Dlatego, kiedy pojawiła się ta książka wziąłem ją bez zastanowienia. Warto było.

O książce Rycerze wojennego nieba

Autorami są Adam Makos i Larry Alexander. Obaj są dziennikarzami, ten drugi nawet napisał bestseller New York Timesa, ale ten pierwszy ma ciekawą drogę do zawodu. Zaczęło się wszystko od jakiejś małej gazetki wydawanej wraz z kolegami, która z czasem przerodziła się w pełnoprawny periodyk. W ramach zbierania materiału do kolejnego wydania Makos podróżował po świecie i rozmawiał z weteranami.

Rycerze…, to historia dwóch pilotów stojących w czasie II wojny światowej po dwóch stronach lotniska. Jednym jest Franz Stieger z Luftwaffe, drugim Charlie Brown z USA. W czasie wojny zetknęli się raz i to spotkanie było tak niezwykłe, że po zakończeniu konfliktu przez dobrych 40 lat nie dawało spokoju im obu. W końcu, dwaj weterani żyjący już po jednej stronie Atlantyku spotkali się. Książka ukazała się nakładem Rebisu w 2024 r., choć oryginał jest znacznie starszy.

Wydanie jest ładne, w grubej twardej oprawie, szyte, na matowym papierze. Jest wkładka ze zdjęciami i są mapki. Książka powstała jako efekt rozmów z obu pilotami, ale należy brać poprawkę na czas, jaki minął od zakończenia wojny. Stąd niezbędne jest wsparcie bibliograficzne. Jest na ten temat stosowna adnotacja, duży plus.

Zawartość – Stieg ler

W największej mierze jest do wojenna biografia Franza Stieglera. Stiegler najpierw pracował jako pilot cywilny i instruktor latania, wstąpił do wojska już po wybuchu wojny. Do partii nie wstąpił nigdy. W czasie wojny odbył bez mała 500 lotów bojowych i dosłużył się miana asa lotnictwa. Walczył w Afryce, Włoszech i Niemczech. Oprócz niego przewija się wielu pilotów, z którymi służył. Niektórzy o naprawdę głośnych nazwiskach i wyjątkowych dokonaniach.

W tle biografii Stieglera pojawia się w małym stopniu historia wojenna III Rzeszy ze szczególnym naciskiem położonym na lotnictwo. Oglądamy zatem wojnę oczami Stieglera, a po jej zakończeniu wraz z nim oglądamy powojenną rzeczywistość tzw Niemiec Zachodnich, a potem jego wyjazd do Kanady i życie za oceanem, aż do ponownego spotkania z Brownem. Przez kolejne lata obaj weterani wspólnie jeździli na różne spotkania i opowiadali swoją historię.

Czytając książkę można odnieść wrażenie, że wśród lotników niemieckich II wojna światowa, to była zwyczajna wojna. Czyli piloci mają swoje zadania, walczą, zabijają wrogów (ale honorowo, jeśli wrogi pilot jest na spadochronie, to się do niego nie strzela albo kiedy trzeba zadać cios łaski, to robi się to szybko i pewnie). Oczywiście, rywalizują ze sobą w liczbie zestrzeleń, ale podchodzą do wroga z szacunkiem.

Nie ma tam informacji o atakach na cywili w Polsce, nie ma pervitinu, nie ma Holokaustu, nie ma von Brauna i jego konstrukcji. Za to wraz z pilotami oglądamy powolny upadek III Rzeszy. Przywódcy sobie nie radzą, popełniają błędy i ukochany przez ludzi świat stopniowo ginie w płomieniach. Nie powiem, że książka bierze w obronę zbrodniarzy i próbuje ich wybielić. Po prostu kwestia zbrodni hitlerowskich się nie pojawia.

Zawartość – Brown

Część poświęcona Brownowi jest zdecydowanie krótsza i mniejsza objętościowo. Może to wynikać z liczby lotów – Stiegler prawie 500, Brown – 29. I też Brown pojawił się w Europie w drugiej połowie wojny, więc spędził tutaj znacznie mniej czasu. Trafił tu długo po bitwie o Anglię. W tym czasie lotnicy aliantów latali nad Niemcy i bombardowali kolejne cele. I na tym polegały zadania Browna. W grudniu ’43 r. wracając z jednego z nalotów leciał potrzaskanym samolotem, który leciał bardziej siłą woli pilota niż silników.

Nie miał jak się bronić, nie miał jak uciec. Sam na całym niebie. Stiegler go odnalazł i zamiast zestrzelić i dobić odprowadził go bezpiecznie nad morze, po czym odleciał. Ryzykował sądem wojennym, ale nie strzelił. Towarzyszył mu podczas przelotu nad stanowiskami artylerii przeciwlotniczej i, w zasadzie, własnym samolotem ratował amerykańskiej załodze życie. Brown sam nie wiedział jakim cudem doleciał do Anglii i tam wylądował. Z różnych względów Brown do końca wojny wiele już nie latał.

Spotkanie obu pilotów opisane jest mniej więcej w połowie książki. Najpierw obaj autorzy budują szerokie tło, żeby wytłumaczyć dlaczego to, co zrobił Stiegler było tak niesamowite. I to szerokie tło jest niezbędne. Bez tego, mam wrażenie, ciężar gatunkowy tego spotkania byłby zupełnie inny.

Rycerze wojennego nieba. Suma

Jest to pokazanie wojny z innej perspektywy. Nie każdemu takie podejście się spodoba, bo okazuje się, że nie wszyscy żołnierze niemieccy, to zbrodniarze i mordercy. Po raz kolejny się okazuje, że historia jest szara. Spotkanie Browna i Stieglera jest tego najlepszym dowodem.


Wydawnictwo Rebis
Ocena recenzenta: 5/6
Jakub Łukasiński


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Rebis. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.