Marek Krajewski, Droga krwi

Droga krwi |Recenzja

Marek Krajewski, Droga krwi

Marek Krajewski przenosi kryminał retro w miejsce, które aż prosiło się o literacką zbrodnię. Droga krwi rozgrywa się u stóp dolnośląskich gór, między Wałbrzychem, Jaworem, Wrocławiem i Zamkiem Książ. Mamy zmasakrowane ciała na Galgenbergu, młodego psychiatrę Herberta Anwaldta, Friedę Bernhaus, szpital górniczy, syfilis, ucieczkę więźniarek i gang Wilczyc szmuglujący odurzający eter, czyli – Krajewski po ciemnej stronie Sudetów.

Możemy mówić tu o głównym bohaterze, o bohaterze drugoplanowym, ale najważniejszym bohaterem jest tutaj miasto. Wałbrzych, przedwojenny Waldenburg, nie pełni funkcji pocztówkowego tła. Miasto pracuje tu jak osobny bohater. Doświadczone, przemysłowe, mroczne, piękne w sposób nieoczywisty. Krajewski ma dar do miejsc, które pachną dymem, potem, żądzą i starymi winami. Wrocław już od lat działał u niego jak organizm. Teraz podobną szansę dostaje Wałbrzych.

O autorze i o książce

Marek Krajewski należy do najważniejszych polskich autorów kryminału retro. Jego nazwisko od lat kojarzy się z przedwojennym Breslau, Eberhardem Mockiem i literaturą, która lubi archiwa, topografię, brud miasta oraz moralny chłód epoki. Drogę krwi to pierwszy tom serii wałbrzyskiej, osadzony między Wałbrzychem, Jaworem, Wrocławiem i Zamkiem Książ.

Powieść uruchamia kilka mocnych osi fabularnych: makabryczną zbrodnię na Wzgórzu Szubienicznym, medyczno-erotyczny wątek Anwaldta i Friedy Bernhaus, kobiecy gang przestępczy, przemyt eteru oraz lęk narastający wokół mieszkańców. Mamy także motyw „fałszywego złota”, chciwości i namiętności prowadzących do przemocy.

Kryminał, który idzie przez ciało, brud i władzę

W Drodze krwi najmocniej pracuje zestaw tematów typowych dla Krajewskiego: ciało jako pole upokorzenia, medycyna jako narzędzie kontroli, miasto jako mapa grzechu, władza jako mechanizm deprawacji. Jest to powieść brutalna, cielesna, ciężka od zapachów i napięć. Szpital górniczy, syfilis, więzienie, kopalnia, przemyt, maska przeciwgazowa, lasy, eter, fałszywe złoto. Mało tu miejsca na elegancką zagadkę w salonie. Krajewski idzie w stronę kryminału, który grzęźnie w błocie i krwi.

Dobrze działa także powrót znanych postaci. Herbert Anwaldt wnosi młodość, ambicję i podatność na fascynacje. Mock daje czytelnikom punkt zaczepienia, ale nie kradnie całej sceny.

Droga krwi przedstawia Wałbrzych jako miejsce wręcz stworzone dla kryminału retro: piękne, pęknięte, przemysłowe i podejrzanie ciche. Krajewski nie musi go upiększać. Wystarczy, że pozwala miastu mówić językiem kopalń, szpitali, przemytu i strachu.

Wałbrzych może być największą wygraną tej serii

Najlepszy trop czytelniczy prowadzi właśnie przez Wałbrzych. Jeśli Krajewski konsekwentnie potraktuje miasto jako pełnoprawny organizm, seria wałbrzyska może dostać własny ton, własną temperaturę i własną legendę. Po takiej książce ktoś naprawdę może chcieć ruszyć śladami bohaterów.

Dla czytelników Krajewskiego – obowiązkowo. Koniecznie! Dla fanów kryminału retro, którzy jeszcze nie znają Krajewskiego, to bardzo mocna propozycja. Dla osób zainteresowanych Dolnym Śląskiem, Wałbrzychem, historią miejsc przemysłowych i mroczną topografią międzywojnia – szczególnie kusząca. Dla czytelników szukających delikatnego kryminału do herbaty – NIE.

Droga krwi ma wszystkie elementy, z których Krajewski potrafi zrobić gęstą, brutalną i stylową opowieść: ciało, miasto, grzech, władzę, pożądanie i przemoc. Najważniejsze pytanie brzmi, czy Wałbrzych stanie się dla nowego cyklu tym, czym Breslau stało się dla Mocka: miejscem nie do podmienienia. Seria potencjał ma niesamowity! Z niecierpliwością będę czekać na dalsze tytuły.


Wydawnictwo Znak
Agnieszka Cybulska


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Znak. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.