Stanisław Bareja | Recenzja

D. Skotarczak Stanisław Bareja. Jego czasy i filmy

W świecie filmowym każdego kraju istnieje grupa reżyserów o niemal kanonicznej pozycji. Nad Wisłą z pewnością do tego grona można zaliczyć Andrzeja Wajdę, Jerzego Hoffmanna, Jerzego Kawalerowicza, Andrzeja Morgensterna, ale także Stanisława Bareję. Nie ma przecież chyba w Polsce ani jednej osoby, która nigdy by nie oglądała chociaż jednego z jego filmów komediowych, nie uśmiechając się przy tym mimowolnie. Z kolei gagi i powiedzonka z produkcji powstałych pod jego egidą na stałe weszły do kultury języka codziennego. Można zatem śmiało użyć sformułowania –„Bareja wiecznie żywy”

Autorką skądinąd bardzo dobrego, skompresowanego, przygotowanego z ogromną pieczołowitością życiorysu reżysera Alternatyw 4 jest wybitny naukowiec i specjalista w swojej dziedzinie. W ciągu kilku lat Dorota Skotarczak wydała szereg publikacji na temat szeroko rozumianej kultury ekranu i literatury PRL-u. Czytelnik może mieć więc pewność, że informacje podane w tej książce są rzetelne oraz że praca nie jest dziełem przypadku ani nie powstała z chęci zaistnienia na rynku. Warto podkreślić, że nie jest to pierwsza biografia Stanisława Berei – ale pierwsza, która w taki umiejętny sposób łączy w sobie historię Polski, życie głównego bohatera, ale nade wszystko dzieje rodzimej filmografii. Wszystkie te wymienione elementy płynnie się uzupełniają tworząc barwną panoramę, ale także delikatnie wprowadzając czytającego w meandry wszystkiego tego, co złożyło się na tak bogate życie Barei.

Charakterystyczne jest to, że w wielu miejscach książki Autorka pisze o słynnym reżyserze po prostu Staś. O ile w wielu pracach i to różnego typu, takie spouchwalanie się z głównym bohaterem należałoby określić jako zarzut, to w tym przypadku świadczy to jedynie o tym, że pisarka polubiła tego, o kim pisze i kogo ocenia, a wyrażenia tego rodzaju są tutaj znakiem przychylności dla charakteru, postawy i działań reżysera. Nie ma w sobie nic z chęci uszczuplenia jego dorobku, czy  postaci. Jest synonimem bliskości, a imię w zdrobniałej formie od razu przywołuje na twarzy uśmiech.

Z kart książki wyłania się nam postać szczęśliwa, radosna, rodzinna pełna pasji, oczytania, która potrafi pokonać wszelkie rzucane mu przez los przeciwności. Przede wszystkim Stanisław Bareja był człowiekiem niezwykle pracowitym i ambitnym, nie zrażał się byle czym. Spełniony jako mąż i ojciec potrafił cenić życie i czerpać z niego pełnymi garściami, umiał zjednywać sobie ludzi, ale co ciekawe miał dość wąskie grono przyjaciół i znajomych. Bareja urodzony w końcu lat 20, a więc pomiędzy jedną a drugą wojną, miał przynajmniej na początku szczęśliwe dzieciństwo. Okupacja odcisnęła piętno na jego psychice, ale nie należał on do tej kategorii osób, które z tego powodu uznawały się za pokrzywdzone przez los. Przeciwnie – swoje uczucia z tego czasu subtelnie i nienachalnie przemycał prawie w każdym swoim filmie, niejako oddając w ten sposób tym, którzy walczyli o wolną Polskę. Bareja  bowiem niezaprzeczalnie kochał swój kraj, starając się dostarczyć rodakom odrobinę radości w nijakich czasach komuny, przez co niejednokrotnie spotykał się z krytyką, niezrozumieniem, a nawet szykanami. Jedno jest pewne – Bareja miał do władzy świętą cierpliwość, a decydenci za wszelką cenę i wszelkimi metodami pragnęła go zdyskredytować.

Recenzowana książka ma bardzo wiele pozytywnych cech, ale jedną z najistotniejszych jest to, że w końcu ktoś zauważył i rozpracował możnaby powiedzieć „syndrom Barei”. Otóż okazuje się, iż pomimo bardzo często nieprzychylnej opinii krytyki znawców tematu filmu, którzy zarzucali mu filmy miałkie, bez należytego waloru propagandowego, sale kinowe wypełniały się za każdym razem po brzegi. Zresztą duża część tych kąśliwych, a czasem najzupełniej niesprawiedliwych ocen brała się po prostu z niezrozumienia poruszanej tematyki i braku wyczucia panujących w społeczeństwie. Władza bała się ośmieszenia i wytykania błędów, a Bareja był doskonałym obserwatorem otaczającego świata i potrafił wyciągać z tego wnioski. Dlatego tak wiele z jego filmów dziś zyskało status ponadczasowych. W przypadku komedii nie dzieje się to jednak zbyt często.

Przez publikację czytelnik może sam poczuć jak trudno było nakręcić film w epoce PRL-u. Ile ścieżek trzeba było pokonać, ile kroków poczynić, aby móc w ogóle rozpocząć pracę, a drugie tyle komplikacji czekało reżysera później podczas kolaudacji i procesu oceny finalnego dzieła. Należało bowiem spełnić przy tym bardzo płynne kryteria, które każda ekipa sprawujących władzę interpretowała inaczej.  W przypadku Stanisława Barei procedura ta została przedstawiona na przykładzie „Nie ma róży bez ognia” „Misia”, „Alternatyw 4” i Zmienników. Mowa zatem o serialach z czterech różnych epok – połowy lat 70., początku „karnawału Solidarności”, czasu stanu wojennego i pełzających powoli zmian ustrojowych. Ten świetny dobór tematyki pozwala przyjrzeć się pełnemu spectrum zagadnienia krajowej filmografii.

Książka ta, jest pozycją najwyższych lotów. Gratulacje! Jednak w swej poincie pozostawia gorzkie odczucia. Stanisław Bareja wyprzedził przecież swoje czasy, zarówno pod względem sposobu pracy, podejmowanej tematyki, czy stosunku do widza. Zapłacił za to najwyższą cenę. Na szczęście jego filmy pomimo  do dziś bawią i wzruszają, a o to przecież chyba w tym zawodzie chodzi.

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego

 Ocena recenzenta: 6/6

Dominik Majczak

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*