Steven Price, Książę Lampedusy

Książę Lampedusy |Recenzja

Steven Price, Książę Lampedusy

Giuseppe Tomasi di Lampedusa, w oczach ludzi sobie współczesnych a nawet we własnych zapewne nie jawił się jako wielki literat czy w ogóle pisarz, ale dzisiaj przede wszystkim tak chce się go nazwać, a dzieło jego życia – Il Gattopardo – jest znane przez każdego szanującego się italianistę i powinno być kojarzone przez znawców dwudziestowiecznej literatury europejskiej. Właśnie tej postaci Steven Price poświęcił swoją powieść.

Można rzec, że już okładka zdradza to, co znajdzie się na stronicach. Malowana architektura w pompejańskim stylu jest kolorowa, ale jednocześnie widać, że nadszarpnął ją ząb czasu. W książce Włochy pamiętają czasy sprzed drugiej wojny światowej, ale one już nie wrócą, bo dosłownie wszystko się zmieniło. Książę Lampedusy obserwuje ten świat, niejako będąc reliktem przeszłości, pamiętając świetność Italii, swoją młodość i czując jednocześnie tęsknotę za czymś, co już nie wróci albo czego w ogóle nie było i nigdy nie będzie. Te myśli zapewne zmotywowały go do napisania swego opus magnum – Il Gattopardo.

Sycylia słoneczna i deszczowa

W powieści od samego początku rzuca się w oczy parę rzeczy. Jedną z nich jest swoboda wypowiedzi, którą dziwi tekst, bowiem dialogi pozostają nieoddzielone w żaden sposób od narracji i kwestie zlewają się z didaskaliami, z początku lekko dezorientując, bo nie wiadomo, które słowa włożyć w usta postaci, lecz z czasem można wtopić się w historię i wcale to nie przeszkadza. Powieść w ten sposób nie wydaje się typowym tekstem, ale raczej wygląda na przepisaną opowieść przekazaną werbalnie.

Książka rozpoczyna się ze spacerem księcia uliczkami Palermo – tekst bardzo dokładnie opisuje ten obraz, przedstawiając mieszkańców miasta przy swoich codziennych czynnościach i rozgrzane śródziemnomorskim słońcem budynki. Aż do końca książki zostają czytelnikowi przedstawione bardzo dokładnie pejzaże i weduty, wnętrza pomieszczeń oraz wygląd i ubiór wszystkich postaci spotykanych przez Giuseppe, z dokładnością do typu posadzki, wysokości trawy, akcesoriów noszonych przez damy. Można rzecz, że często miejsc niedookreślenia praktycznie tutaj nie ma. Autorowi w tym przypadku nie udaje się utrzymać balansu pomiędzy pokazaniem świata oczami człowieka, który chyba już od początku opowiadanej historii przeczuwa zbliżającą się śmierć, a opisem naddokładnym, który często nie daje pola do popisu wyobraźni czytelnika.

Przemija postać świata

Już w pierwszym rozdziale Giuseppe Tomasi di Lampedusa rozpoczyna pisanie swej powieści, dowiedziawszy się o nieuleczalnej chorobie. Można domniemywać, że kierowała nim chęć pozostawienia czegokolwiek po sobie na tym świecie, gdyż z przemyśleń można wywnioskować, iż ocenia on swe dokonania życiowe za mało znaczące. Powieść nie przeciąża historii; jej pisanie i szlifowanie trwa w trakcie wydarzeń, ale jednocześnie udaje się Autorowi nie zdradzać zbytnio meandrów jej fabuły, zarysowując jedynie niezbędne wątki i nie ujawniając najważniejszych elementów, ale przede wszystkim wiążąc ją nierozerwalnie z życiem jej autora-arystokraty, który tak jak don Fabrizio obserwuje przemijanie postaci świata, w którym żyje.

Historię Steven Price opowiada w sposób niezwykle filmowy; czytelnik towarzyszy księciu w ostatnich latach jego życia, aby za chwilę przenieść się w zupełnie inne miejsce w zupełnie innym czasie, przenosząc się nawet o pół wieku wstecz, aby potem wrócić do sześćdziesięciolatka z napadami kaszlu. Dzięki retrospekcjom powieść prześwietla całe życie tej wybitnej osobowości, ale sposób budowania tej narracji czasem powoduje zagubienie w czasoprzestrzeni. Jednocześnie pokazuje to, jak natrętnie mogą różne wspomnienia, od dzieciństwa aż po dojrzałość, wracać do człowieka.

Tak we wspomnieniach, jak i w czasie pisania Il Gattopardo ostatni z książąt Lampedusy napotyka różne postacie, które są bardzo dobrze zarysowane i nawet jeśli są jedynie epizodyczne, potrafią zapaść w pamięć. Umiejętność pisania naturalnych dialogów uczyniła tych ludzi, w rzeczywistości z krwi i kości w połowie minionego wieku tak samo prawdziwych w (przynajmniej moim) umyśle.

Książę prawdziwy

Zawsze widząc teksty oparte na faktach zastanawiam się, ile w nich jest prawdy, a ile domysłów i fantazji, ile z napisanych słów nie mogło być wypowiedzianych. Zależy to zapewne od przygotowania do pisania. Price był na Sycylii, a nawet poznał Gioacchina, który jest ważną postacią dla opisanej historii, więc wierzę, że obraz Giuseppe jest w niej oddany najlepiej, jak się dało.

Nie jest to laurka sycylijskiego arystokraty, takowej on nie potrzebuje. Czytelnik widzi oczami wyobraźni zwykłego człowieka naznaczonego jedynie szlachectwem. Nie jest on rycerzem czy świętym, ale takim samym człowiekiem, jakich mnogość mija się na ulicy; przy inteligencji ma on też swoje pewne wady i zwykłe ludzkie ułomności, chwile słabości i przemyślenia, którymi nie musi się dzielić z innymi. Poznając bardzo dobrze tę postać można w pewnym stopniu się z nią utożsamić.

Książę Lampedusy to opowieść o tym, jak często ludzie odnajdują swoje największe dary pod koniec życia oraz jak często ludzie zostają docenieni dopiero, gdy są jedynie napisem wyrytym na płycie nagrobnej. Giuseppe Tomasi di Lampedusa był człowiekiem, który niewątpliwie przeżył życie tak, jak się ułożyło, przez co pozostawił nam o wiele za mało, bowiem jego biografia pokazuje, że jego potencjał nie został dostatecznie wykorzystany.


Wydawnictwo Czarne
Szymon Cwen

Comments are closed.