Simon Stranger, Muzeum oprawców i bohaterów
Simon Stranger kreśli nam losy dwóch żydowskich rodzin mieszkających w Norwegii. Do jednej należeli, Rakela i Jacob Feldmanowie, którzy zostali zamordowani w 1942 roku w trakcie ucieczki z Norwegii. Mordu dokonali ludzie, którym Feldmanowie powierzyli swoje bezpieczeństwo i przyszłość. Lepszy los spotkał rodzinę Glottów, krewnych żony Autora, którym przy pomocy innych udało się uciec z kraju.
Rekonstrukcja muzealnej wystawy
Książka jest raczej rekonstrukcją niż dokładnym zapisem historycznym. Autor rekonstruuje losy Żydów, którzy zostali zmuszeni do szukania pomocy i ocalenia za granicą. Kolejne fragmenty historii przypominają opisy fotografii, dokumentujących jakiś wycinek minionych wydarzeń. Teksty przepełnione są dużą dawką emocji ledwo kamuflowanych, pytań o sens, o wartość ludzkiego życia, o przyczyny zdziczenia, bestialstwa i bezsensownych śmierci.
Oglądając kolejne rodzinne fotografie, ma się wrażenie, jakby się bohaterów książki znało. Nie widać tam poczucia zagrożenia, jest za to miłość, troska, radość z życia, czyli wszystko to, czego odmawiano Żydom w czasie poprzedzającym i w trakcie II wojny światowej. Widzimy prawdziwych ludzi, a nie demony z nazistowskich plakatów czy bestie z nacjonalistycznych broszurek czy książek propagandowych. Ten kontrast jest naprawdę dojmujący i przeraża. Czytając kolejne perypetie czy rekonstrukcje, widzimy sylwetki i twarze tych ludzi jakbyśmy ich obserwowali zza rogu, za jakiegoś krzaka czy drzewa.
Publikacja jest ciekawa i pisana żywym, barwnym, choć nieco manierycznym językiem. Może nie zachwyca, ale w skandynawskim stylu mówi o rzeczach trudnych, nie zawsze łatwych do wyjaśnienia czy zrozumienia. Autor pisząc o krewnych swej żony, porusza kwestię norweskiej sprawczości w czasie podporządkowania Norwegii nazistom.
Z tego co wiem spoza tej pozycji, Norwegowie nie do końca rozliczyli się z czasów II wojny światowej. To wciąż temat wywołujący wstyd i ciche zaprzeczanie faktom, dlatego ta pozycja jest taka ważna. Niestety jej wydźwięk w Polsce będzie zupełnie inny niż w Norwegii. Tutaj, gdzie piekło otwarło swe czeluści w dziesiątkach obozów koncentracyjnych, to, co działo się w Norwegii zdaje się być błahostką. Jestem bardziej niż pewny, że wielu naszych czytelników będzie deprecjonowało te pozycję. A przecież każde świadectwo o Zagładzie ma swoją ogromną wartość…
Trudna prawda
W 1940 roku III Rzesza zaatakowała Norwegię i w błyskawicznej kampanii zajęła to państwo. Na czele kolaboracyjnego rządu stanął Vidkun Quisling. Norwegowie słynęli ze swego przywiązania do prawa, więc początkowo Quisling fatygował się z przeprowadzaniem represji na ludność żydowską w większej skali. W marcu 1941 roku szef norweskiego rządu, przebywający w niemieckim Frankfurcie wyraził chęć usunięcia wszystkich Żydów z Norwegii, którzy w jego mniemaniu zagrażali demoralizacją społeczeństwa i psuciem „czystej krwi”.
Wkrótce w norweskich mediach zaczęty pojawiać się coraz wyraźniejsze antysemickie treści. rozpoczęto też zamykanie lub przejmowanie żydowskich przedsiębiorstw, instytucji czy sklepów. Od lutego 1942 roku zaczęto wbijać czerwony stempel z literą „J” w dokumentach. Dwa miesiące później przywrócono zakaz wjazdu Żydów do Norwegii, który rozciągnięto na mieszkających już w kraju Żydów, czyniąc z własnych obywateli nielegalnych imigrantów. Wkrótce stracono pierwszych Żydów w Trondheim…
Pod koniec października (w nocy) aresztowano żydowskich mężczyzn powyżej 15 roku życia, rekwirując ich majątki. Miesiąc później zatrzymano również żydowskie kobiety i dzieci. Zdecydowana większość z zatrzymanych trafiła do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Łącznie deportowano 772 osoby. Tylko mniejszej połowie norweskich Żydów udało się zbiec do neutralnej Szwecji czy do Wielkiej Brytanii. W trakcie represji zamordowano lub popełniło samobójstwo kilkadziesiąt osób.
Po wojnie wielu norweskich zbrodniarzy nie poniosło żadnych konsekwencji. Sam Vidkun Quisling, nie zdecydował się jednak na ucieczkę z kraju, i jako jeden z niewielu poniósł karę za swe czyny. Wraz z zakończeniem wojny pojawiła się kwestia rozliczeń.
Norwegowie starali się początkowo podkreślać niemiecką rolę w przeprowadzaniu wywózki Żydów, ale przecież wiele norweskich firm brało udział w nazistowskich przemyśle zagłady, a tamtejsza policja aktywnie wspierała aresztowania Żydów. Oczywiście to tylko jedna strona medalu. Wielu Norwegów brało udział w pomaganiu Żydom w ucieczce, ale równie wielka liczba wspierała represje przeciwko swym żydowskim sąsiadom. Norweskie podziemie również nie miało czystych rąk. Choć wiedzieli o wywózkach wcześniej, nie zrobili nic, aby ostrzec Żydów przed zagrożeniem. Wprawdzie pomagali im w ucieczce, ale nie za darmo… Tak więc, uratować mogli się jedynie ci, których było na to stać.
Podsumowanie
Książka jest ciekawa, ale przebija z niej nieco odmienna mentalność i styl narracji, który może sprawiać kłopoty polskiemu czytelnikowi. Trochę brakło mi lepszego nakreślenia sytuacji Żydów w Norwegii, ale i tak jest tego więcej niż w książkach, które do tej pory czytałem. Jak dla mnie jest tu sporo za wiele domysłów, i gry na emocjach czytelnika. Oczywiście rozumiem to, wszak chodzi o krewnych. Niemniej książkę polecam.
Wydawnictwo Wielka Litera
Ryszard Hałas