Stara szkoła Tobias Wolff

Stara szkoła |Recenzja

Tobias Wolff, Stara szkoła

W tej szkole większe emocje wywołuje przyjazd pisarza niż wybory prezydenckie. Chłopcy bardziej przeżywają możliwość rozmowy z Robertem Frostem niż starcie Kennedy’ego z Nixonem. Stara szkoła opowiada o edukacji, ale nie w klasycznym sensie. Opowiada o świecie, w którym literatura staje się walutą, ambicją, sposobem budowania własnej pozycji i przepustką do czegoś większego.

Narrator trafia do elitarnej szkoły dla chłopców, gdzie ogromne znaczenie mają konkursy literackie i wizyty znanych autorów. Uczniowie piszą opowiadania i wiersze, publikują w szkolnym piśmie, oceniają się nawzajem, rywalizują o uwagę nauczycieli. Nagrodą dla zwycięzcy konkursu pozostaje prywatne spotkanie z zaproszonym pisarzem. Dla wielu chłopaków taki spacer z Frostem albo innym autorem urasta niemal do rytuału wtajemniczenia.

Wolff bardzo dobrze pokazuje atmosferę tego miejsca. Internaty, redakcja szkolnego pisma, rozmowy po nocach, wspólne śpiewanie, nauczyciele literatury traktowani prawie jak kapłani. Wszystko działa według określonych zasad, choć część z nich nigdy nie zostaje wypowiedziana wprost. Oficjalnie liczy się talent i praca. W praktyce ogromne znaczenie mają również pochodzenie, pieniądze, sposób mówienia i pewność siebie wyniesiona z domu.

Wolff pokazuje, jak bardzo młodzi ludzie próbują wymyślić siebie poprzez literaturę. Chłopcy czytają Hemingwaya, naśladują styl znanych autorów, budują własny wizerunek wokół tego, co piszą i jak piszą. Dla części z nich literatura staje się sposobem ucieczki od własnego pochodzenia albo próbą zdobycia miejsca w świecie, do którego nie są do końca przekonani, że należą.

Świetnie wypadają fragmenty pokazujące samą rywalizację. Każdy z uczniów pisze inaczej. George stawia na warsztat i klasyczne formy, Purcell uderza w polityczne i społeczne tematy, Bill White buduje opowiadania pełne szczegółu i wyraźnie inspirowane Hemingwayem. Narrator obserwuje ich z mieszaniną podziwu, zazdrości i niepokoju. Wie, że sam również gra w tę samą grę.

Ważną częścią książki pozostaje scena z Gershonem. Narrator przypadkiem gwiżdże melodię, która okazuje się nazistowską pieśnią. Dopiero rozmowa z dziekanem uświadamia mu, jak ta sytuacja została odebrana przez człowieka ocalałego z Zagłady. Późniejsze przeprosiny nie przynoszą oczyszczenia ani prostego pojednania. Wolff prowadzi ten fragment bardzo spokojnie, bez dramatycznych efektów, dzięki czemu całość działa mocniej.

Równolegle pojawia się kwestia żydowskiego pochodzenia narratora. Wie o nim, ale nie ujawnia tej informacji ani dziekanowi, ani Gershonowi, mimo że mogłaby pomóc mu się wytłumaczyć. Wolff nie zamienia tego w wielką deklarację ani manifest. Pokazuje raczej mechanizm ukrywania i potrzebę dopasowania się do świata szkoły.

Im dalej w książkę, tym wyraźniej widać, że literatura wcale nie daje bohaterom wolności od presji i ocen. Wręcz przeciwnie. Pisanie staje się kolejnym polem rywalizacji, źródłem kompleksów i próbą zdobycia uznania. Narrator coraz mocniej skupia się na tym, jak wypada w oczach innych i czy potrafi stworzyć tekst, który naprawdę zrobi wrażenie.

Kiedy ambicja zaczyna prowadzić narratora w stronę oszustwa, Wolff bardzo długo buduje napięcie wokół potrzeby sukcesu i uznania, dlatego finał nie sprawia wrażenia taniego zwrotu akcji. Raczej konsekwencji wszystkiego, co narastało wcześniej. Literatura, która miała być przestrzenią autentyczności, zaczyna mieszać się z potrzebą imponowania i lękiem przed porażką.

Stara szkoła jest zdecydowanie czymś więcej niż opowieścią o ambitnych uczniach. Wolff pokazuje bardzo prostą i bardzo niewygodną rzecz: człowiek potrafi uwierzyć, że robi coś dla sztuki, choć tak naprawdę walczy o akceptację, podziw albo miejsce w grupie.

Książka jest bardzo ludzka. Bez wielkich przemówień, bez sztucznego dramatyzmu i bez prób moralizowania. Wolff nie buduje pomników literaturze ani młodości. Pokazuje chłopaków, którzy chcą zostać kimś ważnym, i świat, który uczy ich, że talent bardzo rzadko istnieje w oderwaniu od ambicji, ego i potrzeby uznania.

Książkę tę należy potraktować jak opowieść o literaturze, która zaczyna mówić o wstydzie, potrzebie akceptacji i strachu przed przeciętnością. Zostaje w głowie długo po zakończeniu.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.