Trójstyk | Recenzja

A. Domańska, Trójstyk. Gawęda o granicach

Parafrazując znane powiedzenie, można z całym przekonaniem powiedzieć, że Polska przyrodą stoi. Właściwie każdy z rejonów naszego kraju ma w tym względzie wiele do zaoferowania mieszkańcom oraz turystom. Zdaniem wielu jednym z najpiękniejszych zakątków jest wschód Polski – Podlasie, Lubelszczyzna i Podkarpacie. Zapewne jest w tym wiele racji. Przekonajmy się jednak co na ten temat sądzi Aleksandra Domańska, pisarka, reżyserka i scenarzystka. Przeczytaj recenzję książki „Trójstyk”.

Niemal od zarania dziejów Polska jest krajem wielokulturowym. Niebagatelny i pierwszorzędny wpływ na taki stan rzeczy miały koleje dziejowe naszego kraju. Były one związane z licznymi zmianami granic, wojnami oraz przybywającą do nas zwłaszcza w epoce „Złotego Wieku” ludnością napływową. Palmę pierwszeństwa w tym względzie przez wiele lat dzierżyły na spółkę Kresy wschodnie oraz Gdańsk. Mieszały się tam bowiem wpływy wschodnie i zachodnie. Myślę jednak, że bez nich życie kulturalne oraz relacje społeczne nad Wisłą byłyby dużo słabsze. Wszak to z tego powodu, w czasach kiedy Europa tonęła w procesach o czary, Rzeczypospolita była krajem bez stosów. Po za tym z właściwie niczym nieograniczoną tolerancją religijną. Apogeum procesu inkulturacji nastąpiło po zawarciu unii lubelskiej i naturalnego przenikania się prądów polskich oraz litewskich. Konsekwencje tych działań widzimy po dziś dzień, chociażby w liczbie gwar, czy rodzajach potraw kulinarnych. To nasze bogactwo, z którego możemy i musimy czerpać.

Autorka pisze swoją książkę, wspominając (a może będąc) na Północnej Suwalszczyźnie, u styku granic Polski, Litwy i Rosji. Doskonale zna te tereny, ale stara się wyciągnąć z nich to co najpiękniejsze, najcenniejsze, najbardziej nietuzinkowe. Jak sama pisze najciekawsze w tym wszystkim jest to, że można uczynić krok i znaleźć się już na obcym terenie. A nawet poza obszarem Unii Europejskiej.

Fascynujące w tym wszystkim jest fakt, że opisy tych terenów dokonane są z niezwykłą precyzją słowa. Dostrzec można, że wszystkie pokazywane czytelnikowi za pomocą słów miejsca, ludzie i wydarzenia, Autorka widziała na własne oczy. Z kolei zanim przeniosła je na papier, wyrobiła sobie o nich własną opinię. To bardzo dobre rozwiązanie, bowiem książka taka jak ta nie może być i nie jest po prostu przewodnikiem turystycznym. Musi posiadać jakąś głębszą myśl, za którą czytelnik jak po sznurku dojdzie do własnych wniosków. A na koniec porówna je ze zdaniem pisarza.

Jednak pod płaszczykiem opisywania walorów przyrodniczych wspomnianych terenów toczy się dyskusja o tym, co dziś może być dla nas granicą. Co hamuje człowieka w naturalnym dążeniu do bycia dobrym, realizowania marzeń, a także osiągania najwyższych celów, krótko mówiąc do szczęścia. Być może to także jest coś w rodzaju trójstyku własnych możliwości, oczekiwań innych oraz przekonania o tym, że jest warto. Człowiekowi od zawsze przecież towarzyszy coś w rodzaju naturalnego pędu, ale i hamulca. Pytanie czym steruje on sam, a czym ktoś steruje za niego pozostaje otwarte. Wszystkich nigdy się nie zadowoli. Granica to wcale nie murowany słup. Może być nim zwykły kij zatknięty w ziemię, albo nasz własny lęk, którego nie możemy się pozbyć. Walka z własnymi granicami, wpisana jest w ludzkie DNA od chwili urodzenia.

Wbrew pozorom książka z takim bogactwem treści, zarówno literackich, plastycznych, językowych, ale i filozoficznych nie jest gruba. Mieści się w standardowym formacie. Od strony warsztatowej nie mam żadnych zastrzeżeń. Bardzo podoba mi się wprowadzenie do toku opowieści dialogów z ludźmi (także z wykorzystaniem gwary) lub anegdot. To bardzo ożywia historię, sprawiając, że staje się ona naturalna. Ma swoich uczestników, a nie jest jedynie zbiorem słów układających się w następujące po sobie zdania. W końcu na opisywanym terenie żyją przecież ludzie, którzy mają swoją wizję tego co się tam dzieje. Mają też swoje podejście do różnych spraw, które z perspektywy pogranicza muszą wyglądać zupełnie inaczej niż z Warszawy. Tutaj nawet podział na rozdziały nie jest tak istotny i pełni w zasadzie funkcję jedynie porządkującą. Czytając tekst w zasadzie nie zwraca się na uwagi na te nota bene „granice”. Proces czytania odbywa się płynnie, bez nieuzasadnionych przerw.

Uzupełnieniem tekstu „Trójstyku” są nieliczne, ale jakże sugestywne fotografie w tonacji bieli i czerni, tak nietypowe dla współczesnych ilustracji. Tutaj jednak świetnie pasują i komponują się  z treścią. Dobrze, że jest ich tak mało – przez to uwaga czytelnika skupia się na nich dłużej. Czasem trzeba zebrać myśli, czy ponownie przeanalizować przeczytany fragment, a spojrzenie na tak tajemnicze zdjęcie bardzo w tym pomaga.

„Trójstyk” zatem tylko pozornie dotyczy świata przyrody. Tak naprawdę jest wielkim zbiorem pytań do czytelnika. Między innymi o jego własną kondycję, o to, co współcześnie o nim stanowi, a co działa przeciwko niemu. Środowisko uchodzi tu jedynie za tło, daje asumpt do prowadzenia głębokich rozważań o sobie samym i otaczającym świecie. Już dawno nie przeżyłem takiego zdziwienia – mała książeczka dała mi więcej niż wielkie rozprawy filozoficzne. Może to jednak prawda, że wielkość tkwi przede wszystkim w prostocie.

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Ocena recenzenta: 5/6

Dominik Majczak

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*