W starym Wiedniu okładka

W starym Wiedniu |Recenzja

Paulina Rabczak, W starym Wiedniu

Książka W starym Wiedniu to opowieść o świecie Austro-Węgier na przełomie XIX-XX stulecia. Świecie, który drży w posadach. Z jednej strony – mamy coraz silniej dający się odczuć ruch narodowy, który coraz natarczywiej akcentuje nacjonalizm i nienawiść wobec tych, którzy są „gorszą” częścią narodu. Mowa tutaj głównie o Słowianach i Żydach.

Po drugie – to czasy, gdy kobiety coraz silniej spoglądają ku własnej emancypacji, ku temu, aby nie musieć żyć w świecie wszędobylskich granic wyznaczonych płci pięknej. To również walka o to, by być sobą, by móc tworzyć, kochać i być takim/taką, jak podpowiada serce. Paulina Rabczak pisze więc o świecie przełomu. Co z tego wyniknie?

Zalety…

Powieść podoba mi się z kilku powodów. Pierwszy dotyczy emancypacji kobiet. I mamy tutaj do czynienia z bohaterem zbiorowym – bowiem wszystkie występujące w powieści kobiety, starają się wydobyć ze społecznych konwenansów, uzusów, które krępują ich wybory, poczynania i osobowość.

Świetnym tego przykładem jest główna bohaterka, niejaka Klara von Altenburg. To kobieta pochodząca ze sławnej wiedeńskiej rodziny kompozytorów. Sama jest świetnym twórcą muzyki, ale przez fakt, że jest kobietą, musi swe dzieła oddawać bratu, który zbiera całą piankę zaszczytów i zysków.

Nasza Klara pozostawiona jest sobie, aż do momentu, gdy jej despotyczny ojciec, popadłszy w długi, postanawia jej kosztem odzyskać płynność finansową. Spytacie co robi? Anuż – postanawia ją wydać za pierwszego lepszego, który zaoferuje więcej. Jednak w świecie, gdzie rządzi pieniądz trudno o dobrą partię, więc o rękę pięknej, choć zubożałej kobiety zaczynają się ubiegać różnego autoramentu „dżentelmeni”. Co z tego wyniknie?

Pozostałe kreacje kobiece, również muszą zmagać się z różnymi krępującymi nakazami. Przyjaciółka Klary, Chorwatka Kata, traktowana jest przez pryzmat rasistowskich poglądów, jako gorsza, biedna i zbyt samodzielna. Czemu? Bo prowadzi własny interes, odstaje od „jedynie słusznego” miejsca dla kobiet – domu i rodziny podporządkowanych mężczyźnie. Ale to nie jedyne jej „wady”.

Oczywiście, ówczesny Wiedeń to nie tylko problem emancypacji kobiet. Wśród niemieckiej społeczności coraz bardziej nasilają się również nienawiść wobec mniejszości narodowych, zwłaszcza wobec społeczności żydowskiej. I pal licho, że następuje tutaj asymilacja do kultury austro-niemieckiej. Jeden z bohaterów, Aaron, postrzegany jest tylko przez pryzmat swej przynależności narodowej, i ewentualnie, pieniędzy, jakie za nim stoją. Bez tego – jest „nachalnie” niewidzialny.

Na plusa mogę uznać również to, jak Autorka ujęła społeczne konwenanse panujące w ówczesnym Wiedniu, co możemy rozciągnąć również na resztę Europy. Mamy tutaj, jak w lustrze, cała gamę płytkich zwyczajów, przypisanych z góry ról społecznych. Kobieta żyje po to, by być rodzicielką, przedłużeniem rodu. Przy okazji – można na niej nieźle się dorobić. No cóż – kobieta jest towarem.

Mężczyzna za to jest wolnym duchem, któremu wolno wszystko. Może zdradzać, pić, hulać na całego, kłamać, oszukiwać – ważne żeby zarabiał. Cała reszta się nie liczy.

Nawet światopogląd poszczególnych grup społecznych jest mocno ograniczony. Dla przykładu – ówczesna młoda kobieta liczy, że zakocha się w swoim przyszłym mężu, że ten będzie ją nosił na rękach, przynosił kwiaty, afirmował na każdym kroku.

A przecież, i to nie trzeba być jakoś szczególnie bystrym obserwatorem, wiadomo, że tak nie będzie. Tym bardziej, że w świecie arystokracji i finansowego establishmentu to przecież niemożliwe. Tam gdzie pieniądz, liczy się tylko pieniądz. Nawet babka głównej bohaterki mówi bez ogródek, że jeśli nie spodoba się jej mąż, zawsze może sobie znaleźć kochanka… I co więcej dodawać? Próżny świat, nieszczęśliwych ludzi.

Nie wszystko takie piękne…

Mam kilka zarzutów względem tej pozycji. Po pierwsze – jak sam tytuł sugeruje, że akcja powieści toczy się w Wiedniu. Jednak pod wieloma względami niczego o tym mieście się nie dowiedziałem. Wymieniono wprawdzie kilka instytucji kulturalnych, ale nic poza tym. Zupełnie jakby ta metropolia była jakimś ulotnym, ezoterycznym wytworem fantazji, ograniczonym do samego centrum. Nie zwiedzamy ani uliczek, ani instytucji. Po prostu „jesteśmy” w konkretnym miejscu. I tyle.

Po drugie – Autorka, zwłaszcza na początku, umieszczała w tekście mnóstwo zdrobnień. Początkowo nie zwracałem na to uwagi, dlatego nie wynotowałem wszystkich. Dla przykładu – „biureczku” (s. 9), „sztucznymi perełkami” (s. 17). Później już było lepiej, choć nadal nie rozumiem celowości tego zabiegu.

Po trzecie – nasza główna bohaterka, zwłaszcza przez pierwsze kilkadziesiąt stron zdaje się tylko płakać. Płacze z powodu, płacze bez powodu, płacze bo tak, płacze bo nie… Pierwsze dwa rozdziały to bezustanne roztrojenie i poza płaczem, nasza bohaterka nie robi nic. No prawie – tworzy utwory muzyczne, ale nie jest z nich zadowolona. Więc płacze… Nie wiem czy to jakiś rodzaj społecznej rutyny, swoisty zwyczaj przypisany kobiecie, czy po prostu ma słaby charakter?

Przepraszam za brutalność, ale wszystkie kobiety jakie znam – walczą, są silne, i jeśli płaczą – to rzadko. Zwyczajnie, życie nie pozwala im na użalanie się nad sobą. Być może dlatego tak trudno jest mi przyzwyczaić się do „słabości” naszej bohaterki. Dla mnie kobiety, są silniejsze, zwłaszcza emocjonalnie, niż mężczyźni, i to zależność dopasowana do wszystkich epok i okoliczności. Nie lubię więc, jeśli ktoś robi z nich słabiutkie kobietki.

Co więcej, główna bohaterka pod wieloma względami jest wkurzająca. Z jednej strony, płaczliwa. Ale z drugiej – podobnie jak ojciec – nie chodzi na kompromisy. Jest święcie przekonana o własnej nieomylności. Choć sama cierpi z powodu narzuconych postaw i intelektualnych barier, sama się nimi kieruje (oczywiście nie cały czas, bowiem w miarę rozwoju powieści jej światopogląd ewoluuje). Nie rozumiałem wielu jej wyborów i postaw. Całe szczęście, że Autorka zadbała o to, by jej postać mogła się rozwinąć.

W starym Wiedniu. The end

Czy polecam W starym Wiedniu? i tak, i nie. To na pewno książka lekka, nie wymagająca większego zaangażowania emocjonalnego, ani intelektualnego. To raczej pozycja skierowana dla czytelnika, który chce prostej rozrywki. I nie ma w tym nic złego. Nie każda książka musi nas angażować intelektualnie. Czasem wystarczy, że pozwoli się odstresować, odpocząć. I właśnie tego typu literaturę mamy w tym przypadku. Choć powieść mnie nie porwała, to jednak nie żałuję, że ją przeczytałem.

Po raz kolejny zdałem sobie sprawę z faktu, jak kobieca wolność jest krucha. Warto o tym pamiętać, bo tę swobodę zawsze można utracić, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że na świecie coraz lepiej mają się konserwatywne poglądy, dążące do przywrócenia dawnej „płaskiej” roli kobiety w społeczeństwie. Oby to nigdy nie nastąpiło.


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.