Wąż z Essex│ Recenzja

S. Perry, Wąż z Essex

Po przeczytaniu czegoś, co zostało okrzyknięte ,,jedną z najbardziej zapadających w pamięć powieści historycznych ostatniej dekady”, na usta ciśnie mi się jedno: ,,Boże! Ty czytasz i nie grzmisz!”

Proszę Państwa, oto książka, której wymowy zupełnie nie jestem w stanie pojąć. Podobno to jest ,,pochwała miłości w jej najprzeróżniejszych postaciach”. Jak Boga kocham, jedyną miłością, którą jestem w stanie wyłuskać z tego słowotoku jest jako – taka miłość matki i syna, jakkolwiek jest to miłość – mam wrażenie – w sumie dość chłodna. Trzeba jednak pamiętać, że główna bohaterka ,,Węża z Essex” to kobieta bardzo naznaczona przez los – to klasyczny przykład kobiety, której przyszło żyć z despotą, a która po jego śmierci odczuwa głęboki żal.  Doświadczony przez życie jest również jej syn – ten młody człowiek cierpi na rozmaite manie, a jego charakter można z czystym sumieniem określić jako… oryginalny. Bardzo możliwe, że wyżej wspomniane problemy, z którym przychodzi się mierzyć im obojgu – wpływają na kształt łączących ich matczyno – synowskich uczuć.

Natomiast tego, co łączy Corę Seaborne (tak brzmi imię i nazwisko głównej bohaterki) z miejscowym pastorem – miłością absolutnie bym nie określiła. Mało tego, nie nazwałabym tego ani zauroczeniem, ani przyjaźnią. Jest to tylko znajomość, co nie zmienia faktu, że dobra znajomość.

Książka jest bardzo, bardzo statyczna. Bardziej statyczną od niej określiłabym z pewnością ,,Nad Niemnem”, kilka innych powieści, w których akcji jest równie niewiele, co w ,,Wężu z Essex” – także by się znalazło. W sumie niewiele akcji, a – dla odmiany – dużo opisów. I korespondencji wymienianej między bohaterami.

Obiecywanej miłości nie mogłam się doczytać / doszukać. ,,Wąż z Essex” okazał się być lekturą tak śmiertelnie nudną, że naprawdę z dużym trudem dobrnęłam do jej końca.  Tym, którym przyjdzie ją czytać – życzę powodzenia. Lojalnie jednak uprzedzam ,Węża z Essex” bardzo trudno jest skategoryzować. To nie jest romansidło. To nie jest kryminał. Epoka wiktoriańska, owszem, jest, ale… czy to wystarczy, by napisać dobrą książkę? Oj, chyba jednak nie. Niestety, przykro to napisać – wynudziłam się za wszystkie czasy.

Wydawnictwo: Marginesy

Ocena recenzenta: 2/6

Helena Sarna

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*