Wojciech Tochman, Jakbyś kamień jadła
Co byście zrobili, gdyby waszych bliskich zamordowano w okrutny sposób, z dnia na dzień. Wam udało się wprawdzie przeżyć, ale nie możecie dowiedzieć się co z nimi się stało. I pozostaje wam tylko szukanie ciał, a czasem niewielka nadzieja, że może przeżyli, uciekli… Mijają lata, a wy nadal nic nie wiecie. Nie możecie nawet pochować szczątków, bo nie wiadomo, gdzie są…
Wojciech Tochman śledzi dramaty bośniackich rodzin, które starają się znaleźć choćby tylko szczątki swych pomordowanych bliskich. Podczas gdy świat już zapomniał, niektóre ofiary walk i mordów, utknęły w martwym punkcie, z którego nie mogą uciec. Wyrwano ich z korzeniami, zniszczono poczucie stabilizacji, wymordowano krewnych tak skutecznie, że nie da się ich nawet odnaleźć. Jak żyć, jak ruszyć z miejsca, gdy w sercu czai się strach, obawa, że wkrótce to wszystko może wrócić, eskalować w kolejną nieustającą traumę? O takich rozterkach i dramatach mieszkańców Bośni i Hercegowiny pisze Tochman.
Tło konfliktu
Gdy w latach 90. XX wieku rozpoczął się rozpad federacji Jugosławii, każdy naród postanowił nie tylko wybić się na niepodległość, ale i zagarnąć dla siebie tyle, ile się tylko da. Nic więc dziwnego, że wkrótce doszło do zaognienia narodowościowych konfliktów, które w szybkim tempie przerodziły się w mordy i wojnę domową.
Najpierw na początku 1992 roku bośniaccy Serbowie zbojkotowali referendum niepodległościowe, nie zgadzając się ze statusem mniejszości narodowej (stanowili 31% liczby mieszkańców). W marcu 1992 roku proklamowali oni powstanie Serbskiej Republiki Bośni i Hercegowiny. W tym czasie tutejsi Chorwaci dążyli do przyłączenia się do istniejącego już na północy państwa chorwackiego. Ludność muzułmańska Bośni i Hercegowiny aspirowała zaś do stworzenia państwa w narodowego, co nie spodobało się innym nacjom regionu. Dążenie to wynikało z szybkiego rozrostu społeczności muzułmańskiej w Bośni, która, wedle prognoz, w przeciągu kilkudziesięciu lat miała zdominować region swą liczebnością…
W październiku 1992 roku Chorwaci zaatakowali Bośniaków, rozpoczynając serię walk, których nie zaprzestały nawet operacje sił NATO. Pomimo licznych prób mediacji, strony nie potrafiły, i nie chciały dojść do porozumienia. Wreszcie w nocy z 5 na 6 października 1995 roku doszło do ataku bośniackich Serbów na Kijuc, co stało się powodem nowego wybuchu walk, bowiem każda ze stron chciała zagarnąć dla siebie jak największe terytorium, aby zyskać silniejszą pozycję w przyszłych negocjacjach.
Walki doprowadziły do NATO-wskich bombardowań, które zmusiły walczące strony do ustępstw. Ostatecznie stworzono jedno państwo, łączące dwie jednostki terytorialne – Federację Chorwacko-Muzułmańskie (51% terytorium państwa) i Republikę Serbii (49% terytorium państwa). Niestety jest to sztuczny twór, nie respektujący historycznych zawiłości regionu.
Bezpośrednim skutkiem wojny była śmierć około 200 000 osób, a blisko 2 milion ludzi straciło dach nad głową. Wbrew planom, nie udało się przeprowadzić sprawnego powrotu uchodźców do miejsc swojego dawnego zamieszkania.
Z linii pustych grobów
Wojciech Tochman zdołał uchwycić sens konfliktu w Bośni i Hercegowinie. Co więcej, nie uczynił z niego politycznej rozgrywki, ale stał się dokumentalistą ludzkich dramatów, których konsekwencje nadal są widoczne w podzielonej tkance zwaśnionych trzech narodów jednego państwa.
Przyznam, że dla mnie ta pozycja była wstrząsająca. I to z kilku powodów. Po raz kolejny okazało się, że w ludziach siedzą demony, których nie powstrzyma nic, póki się nie wyszaleją. To straszne, że dawni sąsiedzi stali się wrogami, i to takimi, których już chyba nic nie będzie w stanie połączyć.
Styl literacki Tochmana choć jest bardzo oszczędny, przez tą lakoniczność wstrząsa, niszczy poczucie bezpieczeństwa i człowieczeństwa. Jednocześnie nasuwa tak wiele pytań – co będzie dalej? Kiedy wojna znowu rozgorzeje, bo że tak się stanie, nie można mieć żadnych złudzeń. Czy ofiary walk zaznają kiedyś spokoju? Czy dojdzie do rozliczenia oprawców?… Dlaczego społeczność międzynarodowa nie była w stanie zapobiec katastrofie?
Autor sięga w swych opisach do fundamentalnych pytań o sens ludzkiego życia, o granice człowieczeństwa, współistnienia, które w pewnych warunkach staje się wyrokiem przed którym nie można uciec. To pozycja trudna, wymagająca mocnych nerwów. Mnie przygnębiła i mam kłopot z pozbieraniem się. Nie dziwię się więc wszystkim tym osobom, których wspomnienia i emocje uwiecznił Autor. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić przeżytej przez nich traumy i konieczności, aby o tym zapomnieć, aby normalnie żyć. Nie umiem i nikomu czegoś takiego nie życzę.
Nie czuję się nawet kompetentny aby pisać coś więcej. W moim odczuciu nie da się w pełni zakwalifikować tej publikacji, nie odbierając jej skali powagi, stanu emocjonalnego czy wartości dokumentalnej. Bardzo chciałbym coś więcej napisać, ale zwyczajnie, z przyzwoitości – się nie da. Bo jak opisać ból tysięcy kobiet, matek, ojców, dzieci porzuconych na pastwę terroru i bezsilności? To pozycja, którą musicie ogarnąć sami. Naprawdę warto, choć głosy dochodzące z książki bolą… tym razem nie będzie podsumowania, tylko smutek i współczucie dla tych, co ponieśli największą ofiarę.
Wydawnictwo Literackie
Ocena 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Literackie. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.