Złamana szabla | Recenzja

Vito Catalano, Złamana szabla

Nie mogłem sobie odmówić przeczytania powieści na temat powstania styczniowego napisanej przez obcokrajowca. Kiedy tylko otrzymałem książkę, przeżyłem pierwszy szok – to broszurka. Zamiast oczekiwanej książki grubości co najmniej Białej Gwardii Bułhakowa, czekała na mnie broszurka, książeczka mieszcząca się w kieszeni spodni. Pomimo pierwszego zaskoczenia zabrałem się do czytania.

Otóż mamy tutaj historię pewnego Sycylijczyka, Antonio Calandro, dawnego uczestnika wojny o zjednoczenie Włoch, żołnierza Giuseppe Garibaldiego. Antonio przybywa do znajdującego się w zaborze austriackim Krakowa, gdzie zamierza dołączyć do włosko-francuskiej grupy mającej wesprzeć Polaków, walczących w trwającym od niespełna trzech miesięcy powstaniu styczniowym. Jednak w Krakowie zakochuje się w córce swojego przewodnika i opiekuna, Marcie, która to idzie za nim do powstania. Szlak zakochanych kończy się równie szybko jak się zaczął – Marta ginie, a Antonio zostaje ciężko ranny. Otoczony staranną opieką hrabiego Borowskiego wraca szybko do zdrowia, znajdując przy okazji kochankę i podejmując decyzję o powrocie do powstańczej walki. Powstańcza działalność Antonia nie trwa zbyt długo…

Książka jest reklamowana jako błyskotliwie opowiedziana historia powstania styczniowego, pełna pasjonujących pojedynków, krwawych bitew oraz brawurowych ucieczek przed śmiercią. Obawiam się, że osoba piszącą notkę reklamującą czytała zupełnie inną książkę… Nie mamy tu ani grama błyskotliwie opowiedzianej historii. Wręcz przeciwnie, brniemy przez niespójne opisy przechadzek i romansów. Pasjonujących pojedynków niestety również nie znalazłem. Od wszystkich opisanych tutaj pojedynków razem wziętych dużo ciekawszy jest już pojedynek Bezuchowa z Dołochowem z Wojny i Pokoju Lwa Tołstoja (choć do tej pory wierzyłem, że właśnie ten pojedynek jest najnudniejszym o jakim przyszło mi czytać). Brawurowe ucieczki… cóż rzec… cała książka to praktycznie jedna wielka ucieczka – jednak nie pasjonująca jak w Turnieju Cieni Cherezińskiej. O nie! Jest jej doskonałym przeciwieństwem. W pewnych chwilach nachodziła mnie poważna wątpliwość, czy nie dałoby się lepiej wykorzystać straconego na tą książkę papieru.

Jest jednak jedna pozytywna strona. Jedyne czego przeczytanie sprawiło mi prawdziwą przyjemność, to posłowie tłumacza. Chwała Leszkowi Kazanie za jego pracę. To posłowie samo w sobie ma dużo większą wartość i sens niż całe opowiadanie, wyglądające na dzieło przeciętnego licealisty. Nie jest to książka, dla której warto tracić czas. Wręcz przeciwnie, najlepiej ją omijać jak najszerszym łukiem.

Ocena recenzenta: 1/6

Wydawnictwo Esprit

Łukasz Nowok

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*