Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Gloria victis czy obłęd? Powstanie Warszawskie nadal kością niezgody

Gloria victis czy obłęd? Powstanie Warszawskie nadal kością niezgody

7 października o godz. 18.30 w Domu Dziennikarza odbyła się arcyciekawa debata na temat, który do dziś dzień dzieli Polaków. Chodzi oczywiście o Powstanie Warszawskie, a prelegentami owego wspaniałego widowiska byli: Jan Żaryn, redaktor naczelny „W sieci Historii”, a jego oponentem wzbudzający swoimi publikacjami niemałe kontrowersje Piotr Zychowicz, autor Obłędu 44 i redaktor naczelny „Historia Do Rzeczy”. Stanowisko koordynatora debaty zaś powierzono red. Stanisławowi Michalkiewiczowi.

Trzeba na samym początku przyznać, że Pan Michalkiewicz wywiązał się ze swego zadania znakomicie. Nie wchodził w słowo prelegentom jak to mają w zwyczaju prowadzący debaty i można by rzec dał im wolną rękę i tylko od czasu do czasu rzucał w eter żarty, które rozluźniały zarówno debatujących, jak i słuchaczy. Warto tutaj wspomnieć, iż tematyka dyskursu przyciągnęła do Domu Dziennikarza, takie tłumy, że mimo ciągle donoszonych krzeseł, wiele osób musiało stać, a część nawet nie zmieściła się w sali konferencyjnej i słuchała debaty przez otwarte drzwi.

10436695_10152806664625530_6740721167344308371_nDebata podzielona została na trzy etapy. W pierwszym dyskutanci przedstawili swoje wnioski i poglądy dotyczące powstania, w drugim zadawali sobie pytania oraz prezentowali argumenty przeciwko tezą przeciwnika. W ostatniej zaś to widownia uzyskała możliwość zadawania pytań.

Najpierw postanowiłem przedstawić poglądy profesora Żaryna. Starał się on przedstawić powstanie z szerzej perspektywy geopolitycznej, nie tylko jako przebieg trwających walk, ale także tło polityczne, jakie się za nim kryło. Profesor stwierdził, że przed odzyskaniem niepodległości na naród polski spadły ataki, uderzające w naszą tradycję i historię, przez co przyczepiono do nas łatki: antysemitów, faszystów i szowinistów i dopiero ostatnio, udaje się wrócić do debaty nad prawdziwością pewnych zdarzeń mających miejsce w historii Polski.

Nie zgadza się on ze stawianiem znaku równości przez Zychowicza pomiędzy powstaniem, a obłędem. Jako depozytariusze naszego jestestwa nie możemy prowadzić rewolucji historycznej, usuwając ją lub modyfikując do swoich celów. Jego zdaniem jako obywatele tego państwa powinniśmy kierować się trzema tradycjami: republikańską, insurekcyjną oraz narodowo-demokratyczną. Pamiętać należy także o wadach związanych z tymi tradycjami, takimi jak antyrosyjskość, czy brak poczucia realizmu, choć nie zgadza się on ze stwierdzeniem, że powstanie właśnie było wynikiem krótkowzroczności naszego dowództwa. Polacy powinni zrozumieć, że ich byt zależy od nich samych i poleganie na innych podmiotach międzynarodowych jest złe, bo każdy dba o swoje interesy, dlatego trzeba powrócić do idei samorządności – stworzyć własną przestrzeń egzystencjalną i wziąć za nią odpowiedzialność, choć jest to w dzisiejszym świecie straszliwie trudne z powodu dziury dziejowej, czyli straconego pokolenia lat 1939-1956.

Odnosząc się już do samego powstania Żaryn mówił, iż owszem było ono tragedią dla ludzi w nim walczących, ale także najważniejszym momentem w ich życiu, który wspominają do dziś dzień. Decyzja o powstaniu wydana przez Bora-Komorowskiego, była jego osobistą gehenną. Wydał ją pod presją, nie chciał być oceniany przez kolejne pokolenia jako tchórz, obawiał się hańby z tym związanej i posądzeń o kolaboracje z Niemcami.

Zupełnie odmienne zdanie o powstaniu przedstawił Piotr Zychowicz. Docenił on wkład powstańców do historii, których nazwał bohaterami i najlepszym wojskiem, jakie miał ten naród, mimo braku doświadczenia. Stwierdza, iż prawdziwym „Cudem nad Wisłą” nie była Bitwa Warszawska z roku 1920, ale właśnie 63 dni walk podczas powstania. Jego zdaniem powstanie miało dualistyczny charakter: z jednej strony właśnie chwała i bohaterstwo osób biorących w niej udział, a z drugiej fatalna decyzja o jej wybuchu, która w świetle znanych faktów była irracjonalna.

Omawiając problematykę powstania należy oddzielnie analizować pewne elementy, tak więc za pierwszy uznał on aspekt polityczny. Należy wprost stwierdzić, że powstanie nie było żadną walką o niepodległość, która została już stracona w momencie wejścia pierwszych oddziałów sowieckich na ziemię II RP, 3-4 stycznia 1944. Od tego moment należało się zastanawiać jak zminimalizować skutki porażki, a męczeńska śmierć powstańców na pewno nią nie było. Już Jan Karski po Teheranie powiedział, że należy zastosować „ekonomię krwi” i „przegrać jak najmniej”. Zychowicz w ostrych słowach mówi o skutkach Akcji Burza, aż 70% jej członków zostało zdekonspirowanych w wyniku jej przeprowadzenia. Poza tym pomagała ona Sowietom de facto w reokupacji terenów Polski. Jak można było uznać, że: mordercy z Katynia, to przyjaciele? Warto tu wskazać, iż według założeń planu AK, Warszawa miała zostać wyzwolona, albo o własnych siłach, albo właśnie z pomocą Sowietów, co zakrawa wprost o kpinę.

Kolejnym aspektem jest wywiad wojskowy, a informacje z niego wynikające są bezlitosne. Co 7 osoba miała dostęp do broni, posiadano zaledwie 3 500 sztuk broni palnej, żołnierze nie posiadali żadnego doświadczenia. Po wojnie sam Anders obwiniał Bora-Komorowskiego za zgodę na tą straszliwą rzeź i domagał się jego ukarania. Ostatnim elementem są cierpienia ludności cywilnej, ciągłe bombardowania i ludobójstwa, takie jakie miało m.in. miejsce na Woli. Ogólny bilans powstania jest fatalny. Praktycznie całkowite zniszczenie miasta, wypędzenie jego mieszkańców, śmierć 200 tys. ludzi, utrata zabytków oraz archiwów, a co ciekawe także ułatwienie sprawy Sowietom. Dlatego też jeżeli chcemy być narodem dojrzałym to nie możemy prowadzić do gloryfikacji porażek, jaką z pewnością było Powstanie Warszawskie i skończmy z ułudą o zwycięstwach moralnych.

Redaktor „Historia Do Rzeczy” zwraca także uwagę na bezpośredni bilans strat. Samego pierwszego dnia wiele oddziałów straciło około 80% swojego stanu wyjściowego. Niemcy podczas walk stracili tylko 2 000 ludzi, a Polacy, aż 200 tys. jest to gigantyczna dysproporcja. Wielu żołnierzy musiało pozostać biernymi w momentach egzekucji ludności cywilnej, bo nie mieli czym powstrzymać Niemców. Główną postacią negatywną powstania zostaje Okulicki, który wykorzystał załamanie nerwowe Bora i poprzez naciski na jego osobę doprowadził do wybuchu powstania. Czy można jednak mówić o hańbie w perspektywie braku powstania? Wydaję się, że nie, bo Kraków mimo rozkazów, odmówił w sytuacji analogicznej tego nieprzemyślanego ruchu i nikt dzisiaj im tego nie wypomina. Najsmutniejsze jest to, iż istniała możliwość uczynienia z Warszawy miasta otwartego i może stolica przetrwałaby już wojnę bez dalszych zniszczeń. Niestety tego się już nigdy nie dowiemy.

Podsumowując deliberacje nad powstaniem ciężko pozostać obiektywnym wobec własnych przemyśleń na ten temat. Stąd moje przekonanie o tym, że zarówno zdanie prof. Żaryna, jak i red. Zychowicza znajdzie swoich antagonistów i obrońców. Najlepiej chyba te rozważania kwituje przemyślenie Piotra Zychowicza: Zapewne nawet w momencie, w którym na świecie pozostanie tylko dwóch Polaków, to każdy z nich będzie miał odrębny ogląd na kwestię powstania. I trzeba się z tym niestety zgodzić.

 

Relacje przygotował:

Mariusz Sioch – absolwent politologii i bezpieczeństwa wewnętrznego na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktor naczelny portalu informacyjno-społecznego RealPolitik.PL. Działacz społeczny. Miłośnik historii i hungarofil.

 

Partnerzy



Przewiń do góry