6 kwietnia 1812 roku poddała się francuska załoga Badajoz

Badajoz wraz z Ciudad Rodrigo zwykło się nazywać kluczem do Portugalii. W czasach napoleońskich obie te miejscowości kontrolowały najważniejszy szlak komunikacyjny Hiszpanii z Portugalią, drugi, mniej ważny, znajdował się setki kilometrów dalej na południe. Oba te miasta musieli zatem zdobyć Anglicy, którzy odparli w poprzednim roku natarcie Francuzów na Portugalię i obecnie zmierzali przeprowadzić kontrofensywę oraz odzyskać Hiszpanię. Jeszcze w styczniu 1811r. zdobyli po krótkiej walce Ciudad Rodrigo i w sile 30 000 ludzi pod wodzą przyszłego księcia Wellingtona ruszyli w kierunku bronionego przez pięciotysięczną załogę Badajoz gen. Armanda Philippona.

Właściwe oblężenie rozpoczęło się 16 marca 1811r. Stopniowo Anglicy wspierani przez Portugalczyków podchodzili coraz bliżej murów i bastionów obronnych. Z powodu częstych wypadów Francuzów ich postęp prac był jednak mizerny aż do czasu przybycia dział oblężniczych. Wtedy to oblegającym udało się dokonać z ich pomocą 2 wyłomów w murach miasta. Na wieść o idącym z odsieczą marsz. Soult, Wellington nakazał przeprowadzić szturm generalny 6 kwietnia. Francuzi odpierali ataki mężnie przy obu wyłomach, jednak zaniedbawszy resztę umocnień dopuścili do wdarcia się w innych punktach obrony Anglików do centrum miasta, co spowodowało, że obrońcy musieli walczyć na dwa fronty. Na morale francuskich żołnierzy wpłynął również fakt, że angielski żołnierz bez żadnych problemów dostał się do głównej wieży zamku Badajoz i w miejsce trójkolorowego sztandaru zawiesił tam swoją kurtkę, co wielu Francuzów uznało za rozkaz dowódcy do złożenia broni. Oczywiście nie takie były zamiary Philippona, który z resztą ludzi wycofał się za rzekę do fortu San Cristobal, jednak szybko skapitulował. 6 kwietnia Anglicy byli już panami miasta. Ponieważ rozprzężenie w armii było olbrzymie, a nienawiść do Francuzów spotęgowana przez duże straty tak silna, że Anglicy przez kolejne 72h plądrowali miasto – zabijali tak Francuzów, jak i Hiszpanów. Według wielu opinii był to jeden z najokropniejszych postępków British Army w całej jej historii. Nawet sam Wellington, jak potem opisywał, nie mógł znaleźć u żołnierzy żadnego posłuchu, wszyscy byli pijani i praktycznie jedynie plądrowali bezbronne miasto.

Straty Francuzów wyniosły około 1 500 ludzi, zaś sprzymierzonych 3 – 4 razy więcej, nie mówiąc o rannych. Po doprowadzeniu wojska do stanu gotowości bojowej, Wellington skierował się w kierunku armii Marmonta na północnym wschodzie, zaś przeciw Soult’owi wysłał marsz. Beresforda.


Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*