Hisham Matar, Moi przyjaciele
Arabska Wiosna, choć dawała nadzieję, to jednak skończyła się w dużej mierze jak wszystkie rewolucje: albo została stłumione albo doprowadziła do wieloletnich wojen domowych. Udało się nielicznym. Jednak nie sposób przemilczeć faktu, że cały zryw był odpowiedzią na lata dyktatury i ograniczania praw człowieka. Na jedyny możliwy wybór: albo będziesz oddanym sługą reżimu albo nigdy więcej nie zobaczysz rodziny (o ile uda ci się uciec i uzyskać azyl). Gdzie nawet przeczytana broszura, wysłuchana audycja czy telefon zza granicy może być poczytany jako myślozbrodnia.
O trudnościach bycia poddanym reżimu w momencie, gdy jest się młodym i wplątało się „w jakąś głupotę”, gdy nie można powiedzieć rodzinie wprost o swoim doświadczeniu i gdy trzeba ich zwodzić dlaczego w kolejne lato nie znalazło się czasu, aby wrócić do domu. O biskości, która buduje wspólne przemilczane doświadczenie i samotność azylanta. O sytuacji, w której przyjaciele muszą się stać rodziną, pomimo faktu, że za rodziną tęskni się najbardziej. O tym wszystkim i o jeszcze większej palecie życiowych barw opowiada Hisham Matar w powieści Moi przyjaciele.
Zaprotestujmy, co może się nam stać w Europie
To miały być po prostu studia w Wielkiej Brytanii. Czas wytężonej nauki i nieufności w stosunku do kolegów stypendystów. Bo nie wiadomo, kto z nich przyjechał żeby bacznie obserwować i raportować postępki i słowa. Tak właśnie Chaled wyobrażał sobie swoje kilka lat na Wyspach Brytyjskich. Nie miał zamiaru zrobić niczego nierozważanego. Jedno popołudnie w Londynie nie miało zaburzyć tego planu. Przecież mieli z Mustafą wznieść kilka okrzyków w masie protestujących i wrócić spokojnie do Edynburga. Kadafi jednak miał inne plany. Strzały, które padły z okien libijskiej ambasady przy pl. św. Jakuba przerwały nie tylko życie młodej angielskiej policjantki, ale również związki z ich rodzinami w Libii. Młodzi ludzie muszą na nowo spróbować zdefiniować siebie w obcym kraju i milczeniu o tym, co ich spotkało.
Losy Chaleda i Mustafy splotą się z Hosamem, którego opowiadanie przeczytane w radiu wywarło kiedyś wielkie wrażenie na Chaledzie. W trójkę będą starali sobie radzić z odcięciem od rodzin, a także ze znalezieniem własnego miejsca w narastającym w duszach Libijczyków buntem. Nałożone po strzelaninie maski coraz bardziej zaczną im ciążyć, a bliskość będzie zawiązywać się w drobnych gestach, aż do momentu, kiedy zacznie istnieć tylko w urwanych rozmowach telefonicznych i mailach. W momencie, gdy każdy z nich wybierze swoją Libię i swoją do niej drogę.
Refleksja o momencie graniczny w rodzinnej bliskości
Hisham Matar buduje narrację bardzo drobiazgowo unikając długich, zawiłych zdań i tyrad. Pozostawia wszystko w zapisie ulotności chwili, w obcości do samego siebie, do bliskości i czułości, która nie wyraża się w wielkich słowach i czynach, ale w codziennym dbaniu o siebie nawzajem oraz długich rozmowach. Co ciekawe choć prawdziwe wydarzenia polityczne są nieodmienną częścią recenzowanej pozycji, to jednak brak w niej politycznie zacietrzewionej retoryki, jasnego wskazywania czytelnikowi palcem, które postępowanie jest słuszne: walka z bronią w ręku czy wycofanie w głąb siebie.
Choć można powiedzieć, że trzej przyjaciele ułożyli sobie życie pomimo wydarzeń, to jednak w słowach, gestach i myślach Chaleda wciąż pojawia się lęk o następny dzień. Gdzieś w środku niego, schowana pod blizną po postrzale, czai się niepewność i niemożność nazwania jakiegokolwiek miejsca na ziemi domem. Nie jest nim Londyn, ale nie jest nim już też Libia. To właśnie jest rzecz, którą odebrała mu strzelanina: ideę domu, gdzie człowiek spokojnie składa głowę do snu.
Czy warto?
Recenzowana pozycja należy do prozy wybitnej, będącej majstersztykiem języka i narracji. Pozwala europejskiemu czytelnikowi wniknąć w sposób myślenia mieszkańca Bliskiego Wschodu, jego zupełnie innej koncepcji rodziny i czułości. To powieść o bliskości, przychodzeniu, odchodzeniu, ale także trwaniu. Trwaniu wśród okruchów radości.
Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.