Ćwiczenia z wyobraźni teologicznej Ryszard Koziołek

Ćwiczenia z wyobraźni teologicznej |Recenzja

Ryszard Koziołek, Ćwiczenia z wyobraźni teologicznej

Śmierć, zmartwychwstanie, rozsypane prochy, John Donne, Biblia, Dante, Tokarczuk i kazania o gnijącym ciele. Brzmi jak zestaw, od którego człowiek ma ochotę uciec po trzech stronach. A jednak Ćwiczenia z wyobraźni teologicznej Ryszarda Koziołka wciągają. Nie przypominają akademickiego wywodu o religii czy literaturze. Bardziej rozmowę prowadzoną przez kogoś, kto przez lata czytał, myślał i w końcu zaczął sprawdzać, co właściwie zostaje człowiekowi z tych wszystkich opowieści o sensie, śmierci i wierze.

Koziołek zaczyna od wyobraźni. Pisze o niej bardzo konkretnie. Bez niej człowiek nie potrafiłby uporządkować świata ani samego siebie . Wyobraźnia pozwala tworzyć obrazy rzeczy, których nie widzimy i których często nie rozumiemy. Problem polega na tym, że równie łatwo produkuje sens, jak złudzenia. I dokładnie w tym miejscu zaczyna się cała książka.

Nie wiadomo dokładnie, czym jest ani skąd ją mamy. Nie mniej bez wyobraźni ludzki umysł tonąłby w zupie wrażeń zewnętrznych i wewnętrznych, niemożliwych do scalenia w jakąkolwiek formę. Wyobraźnia pozwala się człowiekowi zobaczyć w osobnym obrazie, który stawia tamę zarówno anarchii bodźców atakujących nasze ciało, jak i chronicz nej niepewności podmiotu co do tego, kim naprawdę jest. Nie znaczy to bynajmniej, że te wyobrażone obrazy siebie są prawdziwe. Przeciwnie – najczęściej są na wskroś nar cystyczne. Ale bez pracy odrywania się od niewyrażalnego „siebie”, czyli bez abstrahowania i idealizowania podmiotu, niemożliwe byłoby myślenie, mówienie i tworzenie (ze Wstępu, s. 5).

Literatura i religia – wspólny problem. Co zrobić ze śmiercią?

Najciekawsze w tych esejach okazuje się chyba zderzenie literatury z teologią. Koziołek pokazuje, że literatura od dawna zajmuje się tymi samymi pytaniami co religia. Co zrobić z cierpieniem? Jak pogodzić się ze śmiercią? Jak żyć, wiedząc, że wszystko się skończy?

Dlatego obok Biblii pojawiają się tragedie greckie, Shakespeare, Dostojewski czy współczesna literatura polska. Autor przypomina, że chrześcijaństwo przez wieki dawało ludziom obietnicę sensu i życia wiecznego, a literatura stale tę opowieść przerabiała, podważała albo rozwijała po swojemu . Nie ma tutaj prostego konfliktu „wiary” z „niewiarą”. Bardziej wielowiekowe przeciąganie liny o to, kto potrafi lepiej opowiedzieć ludzkie życie.

Koziołek nie siedzi nad tekstami jak chłodny badacz, który rozpisuje symbole i motywy. Cały czas próbuje sprawdzić, co one robią z człowiekiem.

Rozsypane prochy i kazania o gniciu

Gdy książka schodzi z poziomu idei do rzeczy bardzo konkretnych, jeden z esejów zaczyna się historią dwóch sióstr, które chcą wykraść urnę ojca z grobu i rozsypać jego prochy tam, gdzie naprawdę chciał zostać po śmierci. Z tej sytuacji Koziołek przechodzi do Johna Donne’a i jego rozważań o śmierci, rozpadzie ciała i zmartwychwstaniu.

Donne nie mówi o śmierci językiem wzniosłych metafor. Pojawiają się obrazy rozkładającego się ciała, prochu rozwiewanego po świecie, ludzi zjadanych przez ryby i zwierzęta . Koziołek pokazuje, że dawni kaznodzieje potrafili mówić o fizyczności śmierci dużo brutalniej niż współczesna kultura, która często próbuje ją wygładzić i ukryć.

Autor nie interesuje się religią jako zbiorem zasad. Interesuje go człowiek próbujący zrozumieć własną skończoność.

A gdyby Chrystus się nie urodził?

Bardzo mocny jest też fragment dotyczący narodzin Jezusa i możliwości „niezaistnienia”. Koziołek przypomina biologiczną i historyczną oczywistość: przez wieki ogromna liczba dzieci umierała przed osiągnięciem dorosłości, ciąża i poród były realnym zagrożeniem, a ludzkie życie od początku obciążone było przypadkiem i ryzykiem .

Z tych rozważań autor przechodzi do tematu odpowiedzialności, narodzin i aborcji. Nie robi publicystyki politycznej. Bardziej pokazuje ciężar problemu i to, że współczesny człowiek coraz częściej zostaje sam z decyzjami, które dawniej próbowano oddać Bogu, naturze albo losowi .

I chyba właśnie wtedy najlepiej widać, czym ta książka naprawdę jest. Nie jest wykładem z teologii, nie jest zbiorem interpretacji literackich. Jest raczej próbą myślenia o sprawach, od których większość ludzi ucieka w codzienność, pracę, media albo gotowe odpowiedzi.

Ćwiczenia z wyobraźni teologicznej wymagają skupienia, ale nie przez trudny język. Koziołek pisze bardzo żywo, momentami wręcz gawędziarsko. Problem polega raczej na tym, że książka co chwilę zmusza do zatrzymania się i pomyślenia nad czymś, co zwykle spycha się na bok.

Literatura i religia od wieków próbują zrobić właściwie to samo: znaleźć język dla ludzkiego lęku przed śmiercią i bezsensem. I żadna z nich ostatecznie tego problemu nie rozwiązała. Świetna książka, świetnie napisana. Gorąco polecam!


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.