Grzegorz Rąkowski, Kresowe rezydencje. Województwo wołyńskie
Bardzo często mówi się, że najwięcej zamków na świecie znajduje się w dolinie Loary. Jest to tylko częściowa prawda. Tyle samo, jeśli nie więcej, znaleźć można było na Wołyniu, gdzie mieściły się siedziby wielkich rodów ruskich, polskich, litewskich oraz obcego pochodzenia. Niestety, w czasie dziejowych zawieruch, a tych było co niemiara od XVII stulecia, wiele z nich przepadło – albo uległy spaleniu, rozebraniu, albo rozsypały się. A niektóre nadal niszczeją. Tylko niewielka część dawnego dziedzictwa kulturowego dawnej Rusi Kijowskiej i Rzeczypospolitej zachowała się do naszych czasów.
Publikacja Grzegorza Rąkowskiego jest taką próbą zachowania jeszcze tej niewielkiej części kresowych rezydencji, ukazania polskiemu czytelnikowi niezwykle bogatego, a u nas niezwykle fragmentarycznie poznanemu, dziedzictwa. Z przykrością muszę wyznać, że wiele z opisywanych tutaj miejscowości, rezydencji czy różnego rodzaju budowli, w ogóle nie istniała w mojej świadomości. A przecież czytuję sporo książek o Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Siedziby wielkich rodów
W publikacji znajdziemy mnóstwo przepięknych zdjęć, zarówno tych wykonanych przez samego Autora, jak i tych, które udało mu się zebrać z zachowanych rycin, reprodukcji czy dostępnych w sieci fotografii. Nie liczyłem, ale jest ich tutaj z kilkaset. Jedne ukazują budynki, które nadal funkcjonują w życiu społecznym obecnej Ukrainy (zamienione na szkoły, muzea czy budynki innej użyteczności publicznej). Inne zaś, nieco romantyczne, pełne nostalgii i tajemnicy, doświadczają czytelnika obrazem ruiny i zniszczeń. Oglądając tego typu zdjęcia czułem ogromny żal, że to wszystko ginie na naszych oczach. Tyle piękna. Tyle ciekawych historii… Zresztą sprawdźcie sami. Gwarantuję, że poczujecie to samo ukłucie bólu i niepowetowanej straty.
Ale to nie miejsce i czas na same lamenty. Autor zebrał dla Nas obiekty z blisko 55 wołyńskich miejscowości, które w dawnych czasach wchodziły w skład magnackich lub szlacheckich siedzib. Jest więc Dubno, Stepań czy Ostrog należące do rodu Ostrogskich, Ołyka – Radziwiłłów, Równem Zbaraskich, Klewań i Czartorysk należące do Czartoryskich czy Młynów Chodkiewiczów… Budowle z Tynnego, Włodzimierza Wołyńskiego, Tuczyna, Klewania, Gródka, Wiśniowca, Krzemieńca, Białokrynicy, Beresteczka, Młynowa… A wymieniać można byłoby znacznie więcej.
Znajdziemy tutaj również opisy pałaców mniej znanych rodów szlacheckich – Stroynowskich, Bierzyńskich, Walewskich, Ilińskich, Steckich, Słowackich czy Dunin-Karwińskich. Oczywiście znalazło się również miejsce dla zamków we Włodzimierzu, Łucku, Krzemieńcu czy Lubomlu. Uprzedzę jednak, że wymienione powyżej pozycje nie wyczerpują ogromu pracy wykonanej przez Autora.
Co znajdziemy w środku
W opisach poszczególnych budowli znajdziemy nie tylko ich główny rys historyczny, ale i będziemy mieli możliwość prześledzenia kolejnych zmian dokonywanych przez różnych właścicieli omawianych obiektów. No – przynajmniej dla większości. Niektóre założenia i ruiny nie posiadają dobrze udokumentowanej historii. Czasem ciężko jest nawet ustalić, kto był założycielem lub właścicielem danego kompleksu.
Wynika to z niezwykle skomplikowanej historii samego Wołynia, targanego dziejowymi zawieruchami. Region ten padał łupem najazdów Szwedów, Turków, Tatarów czy Moskali. Toczyły się tutaj walki podczas powstań kozackich, wielkiej wojny północnej, a w czasach nam bliższych, przez Wołyń przebiegała linia frontu w czasie I wojny światowej. Później przyszli bolszewicy, Niemcy, ukraińskie bojówki, później znowu Rosjanie…
W czasie wszystkich tych wydarzeń, niezwykle bogate dziedzictwo I Rzeczypospolitej systematycznie było niszczone – celowo lub przypadkowo. Wiele rezydencji, pałaców i zamków zostało rozebranych na potrzeby społeczne. Inne bywały porzucane przez samych właścicieli, którzy nie byli w stanie odbudować, a często w wyniku zbyt wystawnego życia – utrzymać tych obiektów.
Autor w swej pracy przytacza wiele ciekawych informacji, nie tylko dotyczących samych budowli, ale i poszczególnych właścicieli, którzy w ten, czy inny sposób zapisali się w naszych dziejach. Są tu i ich krótkie życiorysy, ale i opisy wydarzeń, które wpłynęły na historię poszczególnych obiektów. Jest więc o słynnym krwawym księciu Jeremim Wiśniowieckim, księciu Adamie Kazimierzu Czartoryskim, słynnych hrabiach i hrabiankach, architektach, czasem światowej sławy, różnego rodzaju ciekawych bywalcach poszczególnych miejsc. Słowem – wszystkiego jest na bogato, zupełnie jakby w książce udało się Autorowi zawrzeć część dawnego czaru, przepychu i blasku. Podsumowując – jest niezwykle ciekawie.
Kwintesencja
Prawdę powiedziawszy, sięgając po tę książkę, miałem pewną obawę, że lektura będzie przyciężkawa, nasycona naukowym „slangiem”, pełnym narzekań na stan zachowania omawianych miejsc. Na szczęście ogromnie się myliłem. „Kresowe rezydencje” czytało mi się z niemijającym zachwytem – nie tylko dla warsztatu naukowego Autora, ale i stylu narracji, który nie tylko nie męczy, ale dosłownie wciąga czytelnika we wspaniały świat minionych czasów. Niejeden artykuł popularno-naukowy jest mniej ciekawy niż to, co tutaj można znaleźć.
Tym, co bardzo mnie wciągnęło, było umiejętne wciągnięcie dziejów Rzeczypospolitej, jako ogółu, do charakterystyki poszczególnych rezydencji, zamków, pałaców, mogił szlacheckich. Wszystko wydaje się niezwykle kompletne i ujmujące. Po przeczytaniu tej pozycji odkryłem swoją nową pasję – zamiłowanie do dziejów mniej znanych miejsc, do Kresów, które nabrały dla mnie nowego znaczenia. To już nie tylko sentyment za dawną chwałą, ale i chęć podjęcia starań o zachowanie wspólnego dziedzictwa Polski i Ukrainy. To teraz i mój życiowy cel, za co bardzo dziękuję.
Podsumowanie
Publikacja liczy sobie 444 strony formatu A4. Książka jest przebogato ilustrowana zdjęciami, w przeważającej części wykonanymi przez samego Autora. Pisana jest ciekawym, nieco nostalgicznym językiem, który tylko rozbudza w nas nostalgię za utraconym dziedzictwem narodowym oraz za upadkiem takich pięknych budowli. Dosłownie – serce się kraje, że tyle historycznych pałaców, zamków i pozostałości grodzisk niknie na naszych oczach. Tym bardziej wielki ukłon dla Autora. Z czystym sercem – ogromnie Wam polecam tę pozycję.
Wydawnictwo IPN
Ocena 6/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa IPN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.