Dlaczego ryby nie istnieją

Dlaczego ryby nie istnieją |Recenzja

Lulu Miller, Dlaczego ryby nie istnieją

Na czym stoi świat? Jaki jest jego sens? Czy wędrując przez swoje życie, można wędrować z kimś, kto dawno już nie żyje, choć jego duch unosi się w różnych znanych nam miejscach? Czy bohaterzy, zawsze są bohaterami? Gdzie są granice nauki? I czy wiemy już na tyle, by pokusić się o stwierdzenie, że znamy świat wokół nas?

Lulu Miller zadaje mnóstwo pytań, nie zawsze udzielając satysfakcjonujące nas odpowiedzi. Pokazuje nam świat nauki – takim jakim był, jakim jest, i jakim ma szansę się stać. Przygoda z jednym z superbohaterów Nauki, staje się asumptem do poszukiwań siebie, sensu w ludzkim istnieniu oraz w pokazaniu, że świat jest bardziej złożony, a przez to ciekawszy, niż nam się wydaje.

W poszukiwaniu sensu

Ale do rzeczy. Nasza przygoda z Lulu Miller zaczyna się od pytania do jej taty, o sens świata. No cóż – odpowiedź nie jest pochlebna, ani łatwa do zrozumienia dla dziecka. Ale warto ją przytoczyć, bo wypowiedź ta stała się początkiem niezwykle ciekawej przygody.

„Jak gdyby czekał z utęsknieniem całe moje życie, aż wreszcie zapytam. Poinformował, że sens życia nie istnieje. Nie ma żadnego sensu. Nie ma żadnego Boga. Nikt nad nami nie czuwa ani w żaden sposób o nas nie dba. Nie ma życia pozagrobowego. Żadnego przeznaczenia. Planu. I nie wierz nikomu, kto próbuje ci to wmówić. Wszystko to ludzie wymyślają, by dodać sobie otuchy w obliczu przerażającego uczucia, że nic na świecie nie ma znaczenia i my nie mamy znaczenia. Lecz prawda jest taka, że nic z tego się nie liczy i my się nie liczymy” (s. 30). Na szczęście mała Lulu postanowiła udowodnić, że tatuś się mylił.

Ichtiolog, społecznik, eugenik

David Starr Jordan (1851-1931) to amerykański ichtiolog, założyciel i rektor Uniwersytetu Stanforda. Jego światopogląd naukowy został ukształtowany przez wpływowego przyrodnika Louisa Agassiza. Jordan zasłynął zwłaszcza ze swych kontrowersyjnych poglądów eugenicznych, w których wyrażał obawę, iż ludzkość przez nieodpowiedni „dobór naturalny”, może ulec degeneracji rasowej. Był też zwolennikiem dobrowolnej sterylizacji i wprowadzenia środków antykoncepcyjnych.

Wyrażał również opór wobec amerykańskiemu udziałowi w I wojnie światowej, bo – jego zdaniem – w czasie wojen giną ci, o najlepszej puli genowej. W 1905 roku został posądzony o współudział w morderstwie, ale ostatecznie niczego mu nie udowodniono, choć oczywiście pojawiają się pewne wątpliwości, sugerujące, iż mógł mieć w tej sprawie udział. Pozostał aktywny do końca swego życia, pisząc różne prace z ichtiologii oraz komentując bieżące sprawy polityczne.

Jego poglądy eugeniczne stały się również zaczątkiem amerykańskich ośrodków, w których mniej lub bardziej (zdecydowanie to pierwsze), zajmowano się „osobnikami” nie rokującymi pożytku dla „zdrowia genetycznego” ludzkiego gatunku. Było tam miejsce dla dzieci i dorosłych kalekich, na ciele i umyśle. Poddawano ich tam „trudom resocjalizacji”, które często wiązały się z torturami, gwałtami, sterylizacją… Czasem nawet pomagano im opuścić ten łez padół.

W książce znajdziemy kilka takich historii, osób, które miały „pecha” uczestniczenia w takich przedsięwzięciach. Autorka szukała ich po całych Stanach Zjednoczonych, aby przekonać się osobiście, jak wygląda dorobek światopoglądowy Jordana. To, co znalazła, nawet jeśli stanowi tylko cząstkę brutalnej rzeczywistości, i tak burzy krew w żyłach. Ale może lepiej oddam słowo Autorce:

„Wspomina, że w Kolonii traktowano ich jak zwierzęta: zapędzano do dużych sal sypialnych, zmuszano do darmowej pracy, prze posiłkami kazano czekać w kolejce przed budynkiem, nawet jeśli padał deszcz; nawet jeśli padał deszcz ze śniegiem. W razie nieposłuszeństwa zamykano ich w „ślepym pokoju” pozbawionym światła i okien. Zostawiano ich w ciemności czasem na wiele dni bez jedzenia, wody i dostępu do toalety. Pamięta, jak uryna zbierała się w kałużę obok jej bosych stóp. Ze wstydem opowiada mi o tym, jak została zgwałcona. Nie w ślepym pokoju, nie: w gabinecie psychologa. Zamknął drzwi i przywiązał jej nogi do kozetki” (s. 135). Tak pisze Lulu Miller, aż strach pomyśleć, co usłyszała i przemilczała.

Walka z sobą, światem i badaczem ryb

Autorka boryka się nie tylko z samą sobą, ale i z samym Jordanem, który jednocześnie ją fascynuje, ale i przeraża. Jordan w jakimś stopniu jest też jej ojcem, pragmatykiem, który widział świat w prostych barwach, jakby cały świat był monochromatyczny, prosty, niezłożony. Miller stąpa śladami Jordana (i trochę własnego ojca), śledzi jego dorobek naukowy, spuściznę intelektualną i to, czym zainspirował innych. Nie zawsze wychodzi z tego podbudowana, ale nie poddaje się. Walczy, bada, sprawdza, zagląda pod podszewkę.

„Chciałam błysnąć jakąś efektowną ripostą. Wyjaśnić mu w imponującej formie, jak bardzo się myli. Że jesteśmy ważne; że się liczymy. Jednak ledwie poczułam, jak moja pięść się unosi, mój mózg kazał jej opaść. Tak brzmi brutalna prawda wszechświata. Dla kosmosu jesteśmy bez znaczenia; drobinki migotliwe przeskakujące z istnienia w niebyt. Zignorować tę prawdę – kto by pomyślał! – to zachować się dokładnie tak jak David Starr Jordan; niedorzeczne przekonanie o własnej wyższości doprowadziło go do niewyobrażalnej przemocy. Nie, być kimś o jasnym spojrzeniu, kimś Dobrym oznacza z każdym oddechem, z każdym krokiem wyznawać naszą nieistotność. Twierdzić inaczej jest grzechem, kłamstwem, wkroczeniem na szlak wiodący ku urojeniom, szaleństwu i gorszym jeszcze rzeczom” (s. 140).

I gdy już myślimy, że walkę tę przegrała, okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Pokonuje i ojca, i Jordana. „Liczymy się, liczymy się. W namacalny, konkretny sposób ludzkie istoty liczą się dla tej planety, dla społeczeństwa, dla siebie nawzajem. Nie jest kłamstwem tak twierdzić. Ani ckliwą wymówką, ani grzechem. To teza Darwina! Przeciwnie: kłamstwem jest stwierdzić jedynie, że się nie liczymy, i na tym poprzestać. To zbyt ponure. Zbyt sztywne. Zbyt krótkowzroczne. I najgorsza inwektywa ze wszystkich: nienaukowe” (s. 144).

Choć wygrała moralnie, dla świata wygrał dawny ichtiolog. „Tak kończy się historia Davida Starra Jordana. Nie poniósł uszczerbku, pozostał nieukarany za swoje grzechy, bo w takim żyjemy świecie: obojętnym, pozbawionym zmysłu kosmicznej sprawiedliwości zaszytego w jego szorstkiej, bezsensownej strukturze” (s. 149).

Podsumowanie

Książka liczy sobie 208 stron. To niesamowicie ciekawa podróż do świata nauki, rozliczenia z własną duszą, ze spadkiem intelektualno-historycznym własnego kraju. A najciekawsze jest to, że nie ma szans, aby idąc jej ścieżką, nie zafascynować się światem, który jest wokół nas. To jedna z najlepszych książek, jakie czytałem ostatnimi czasy. A odpowiedź na pytanie, dlaczego ryby nie istnieją powala. Warto doczytać, aby zrozumieć, że świat wygląda zupełnie inaczej, niż nam się wydaje. Jest dużo bardziej fascynujący, bardziej złożony, niż jakiemukolwiek człowiekowi może się wyobrazić. I tym optymistycznym niuansem, gorąco Wam polecam tę pozycję.


Wydawnictwo Czarne
Ocena 6/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.