Joseph Cox, Anom. Największa operacja FBI przeciwko światowej przestępczości

Anom. Największa operacja FBI przeciwko światowej przestępczości |Recenzja

Joseph Cox, Anom. Największa operacja FBI przeciwko światowej przestępczości

W naszym świecie coraz bardziej królują technologie, dzięki którym ludzie mogą robić to, co kiedyś zdawałoby się niemożliwe. Mogą komunikować się z ludźmi z drugiego końca świata, nie wychodząc z domu. Co więcej – wcale nie znając języka rozmówców. Wszystko przetłumaczy odpowiednia aplikacja. Rozwój technologiczny zdaje się nie mieć granic, a firmy wypuszczające na rynek kolejne produkty, hucznie głoszą coraz to kolejne przełomy. Gwarantują na przykład anonimowość, dostęp do ekskluzywnych rozrywek i wiele innych rzeczy, których wyobraźnia zwykłych śmiertelników nie jest w stanie pojąć.

Nic więc dziwnego, że niektórzy bardzo przedsiębiorczy ludzie doszli do wniosku, że aby prowadzić swoje szemrane biznesy, będą korzystać z całej gamy nowinek technologicznych, dający im przewagę nie tylko nad policją, ale i systemem prawnym. Aplikacje gwarantujące szyfrowanie wiadomości tekstowych czy połączeń telefonicznych dały im zwodne poczucie bezpieczeństwa.

Niestety te nowe technologie stwarzają dla przestępców ogromne, często nowe, możliwości.. Na pocieszenie można powiedzieć, że nie są one niezawodne. Bo zawodny jest człowiek – dufny w siebie, leniwy, przyzwyczajony do rutyny, pewni swego sprytu… I właśnie o tym jest książka Josepha Coxa pod tytułem „ANOM. Największa operacja FBI przeciwko światowej przestępczości”.

Cyfrowa wojna z podziemiem

W dzisiejszym świecie nikt nie jest całkowicie anonimowy, a każde przestępstwo prędzej czy później wychodzi na światło dzienne. Gdy w ręce FBI nieoczekiwanie wpadł pośrednik handlujący telefonami znanej marki, ale po pewnych udoskonaleniach, gwarantującymi – w założeniu – pełną anonimowość użytkowników, dzieli się z funkcjonariuszami prawa pewną aplikacją, którą właśnie stworzył. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, jak wielką rolę ona odegra.

ANOM bo tak ostatecznie ją nazwano, dała strażnikom prawa możliwość wejścia w bezpośredni kontakt z przestępcami na całym świecie. Poprzez zastosowanie tak zwanych tylnych drzwi, FBI zyskało możliwość rozszyfrowania tego, w jaki sposób komunikowali się przestępcy na całym świecie – od Turcji, przez Australię, Stany Zjednoczone, Europę czy kraje Ameryki Łacińskiej.

Dzięki ANOM-owi światowe służby porządkowe przez trzy lata zbierały materiały, aby schwytać i wsadzić do więzienia wielu gangsterów, jak choćby ze sławnego latynoskiego kartelu Sinaloa. W sumie inwigilowano kilkanaście tysięcy osób na całym świecie. Nigdy wcześniej nie prowadzono dochodzenia na tak wielką skalę. Akcja nosiła kryptonim – Trojan Shield.

Co zabawne, aplikacja w odczuciu przestępców była tak skuteczna, że oni sami stawali się ambasadorami tej marki. Rozprowadzając tę technologię wśród wszystkich swoich ważniejszych kontrahentów. Dzięki temu skala akcji rozrosła się do nieoczekiwanych rozmiarów. Jakby tego było mało – sami płacili setki tysięcy dolarów za możliwość korzystania z niej.

Cox snuje swą opowieść powoli, pokazując, jak zdawałoby się, tak różne wątki różnych spraw, nagle zaczynają się łączyć, by pokazać, jak ogromna jest skala światowego narkobiznesu, handlu ludźmi, technologiami i wszystkim, co związane jest z ciemną stroną mocy. Finał sprawy miał miejsce w 2021 roku, choć oficjalne informacje trafiły do publicznej wiadomości rok później. Ale więcej o tym, musicie doczytać sami, bo dla mnie to jednak nie lada wyzwanie, aby aż tak się rozpisywać.

Konkluzje

Wnioski wypływające z tej pozycji są różne, nie zawsze dobre dla nas jako społeczeństwa. Niemniej warto zapoznać się z tym, co zdaje się nam podsuwać Autor publikacji.

Po pierwsze – przestępczość, wykorzystując najnowsze zdobycze technologiczne zyskuje większe możliwości powiększania swych rynków, poszerzania strefy wpływów czy korupcji urzędników. Dzięki wszelkiej maści aplikacjom i urządzeniom, dostępnym tylko dla najbogatszych, stają się coraz trudniejsi do wykrycia, czasem wręcz niewidzialni dla systemu prewencji.

Ale po drugie – żadna technologia, nawet najwspanialsza nie daje bezwzględnego poczucia bezpieczeństwa. Skoro ktoś coś wymyślił, zawsze znajdzie się taki drugi, który to rozpracuje. A nawet jeśli nie, nawet najwymyślniejsza technologia nie ostanie się, gdy zawiedzie człowiek. Czyli w tym przypadku, zbyt pewny siebie bandyta, który za nic ma przestrogi, dbanie o bezpieczeństwo, który żyje w blasku chwały pozując na „Chłopaka z Ferajny”. A czasem, zwyczajnie sam los sprawia, że jakiś przestępca wpada przez przypadek i wtedy cała ta przemyślna machina półświatka, zaczyna się sypać.

Po trzecie – Autor daje nam do zrozumienia, że nasz świat staje się coraz bardziej niebezpieczny. Bo tak naprawdę nie wiemy, kto trzyma za wodze coraz wymyślniejszych nowinek technologicznych. Nie mamy ani odpowiednich instytucji, które miałyby narzędzia do takiej kontroli. A czasem – zwyczajnie – prawo nie nadąża za nowościami. Zresztą w coraz nowocześniejszym świecie, coraz trudniej trzymać wszystkie sznurki w jednej dłoni. Tak więc tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, kto faktycznie rządzi cyfrowym światem. Gdzie kończy się prawo, a gdzie zaczyna się jego przeciwieństwo.

Wreszcie po czwarte – Autor zastanawia się w którym miejscu kończy się granica między prawem a prowokacją? Czy służby mundurowe (zarówno agencje wywiadowcze, policja i instytucje im pokrewne) mają prawo tworzyć mechanizmy, które pomogą im wciągnąć przestępców w swoje sidła? Czy tworzenie mechanizmów wspierających przestępczość, mimo wykorzystywania ich przeciwko bandytom, aby nie przyczynia się do jej rozwoju? Bo przecież okazja czyni złodzieja… Tak przynajmniej mówią.

Mechanizmy

W książce podobało mi się takie nietypowe, przynajmniej jak dla mnie, ujęcie całego problemu walki z zorganizowaną przestępczością. Autor ukazuje nam pewne mechanizmy, którymi służby są ograniczone w swych dochodzeniach, ale i pewne nie do końca legalne metody, którymi operują, aby rozpracować jakąś szajkę, gang, kartel czy jeszcze większe związki przestępcze. Czasem walka ze złem nie przebiega po myśli stróżów prawa – świadkowie umierają, dowody giną lub nie można się do nich dobrać. Czasem wszystko staje w miejscu i tylko dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu, sprawa, nieoczekiwanie rusza z kopyta. Ale często utyka na lata… W życiu nie jest wszak tak jak w hollywoodzkich produkcjach.

Z drugiej strony mamy również możliwość zapoznania się z tym, w jaki sposób działają przestępcy. Jak żyją, jak myślą, jak korzystają z okazji. I trzeba przyznać, że to już nie to samo, co mogliśmy oglądać w Ojcu chrzestnym czy innej filmowej ekranizacji. Przestępcy bardzo często kreatywnie korzystają z nadarzających się okoliczności, o czym dobitnie przekonacie się czytając o poszczególnych antybohaterach tej publikacji. A jest ich dosyć sporo.

Choć książka jest trudna, to warto poświęcić jej więcej uwagi. Dlaczego? Anuż zwyczajnie – może uświadomimy sobie, jak trudno jest walczyć ze złem. Że czasem trzeba łamać prawo, aby zrobić coś dobrego; że czasem trzeba ubrudzić sobie ręce, by kogoś ocalić, komuś pomóc. A na pewno – parafrazując słowa bohaterki jednego z kultowych już seriali, aby uświadomić sobie, że tak naprawdę nic nie wiemy.

Podsumowanie

Książka zawiera się na 368 stronach. Publikacja jest wstrząsająca zarówno ze względu na skalę przestępczości, jak i na nieprzewidziane skutki rozwoju technologicznego. To, co kiedyś mogliśmy przeczytać różnej maści thrillerach, dziś przerasta nawet wyobraźnię pisarzy. W moim odczuciu to pozycja ciekawa, ale i trudna, której trzeba poświęcić nieco więcej uwagi. Choć Autor stara się kreślić fabułę prosto, nie wszystko jest dla nas uświadomione od razu. Pewne fragmenty wyjaśniają się dalej. To tak, jakbyśmy układali puzzle, które powoli łączymy, by uzyskać całość.

Bardzo podobało mi się to, że Autor prowadzi nas powoli, snując kolejne wątki niczym pajęczą nić, którą powoli i skutecznie splata w opowieść, która nie nudzi czytelnika. Gorąco polecam.


Wydawnictwo Czarne
Ocena 5/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.