Arturo Pérez- Reverte, Klub Dumas

Klub Dumas |Recenzja

Arturo Pérez- Reverte, Klub Dumas

„Klub Dumas” to powieść o antykwariuszu, który wpada w dobrze zastawioną intrygę. Autor zaprasza nas w świetnie wymyśloną podróż po świecie różnej maści sprzedawców książek, nie zawsze czystych interesach, a nawet do przedsionka czeluści piekielnych ostępów…

Mocne strony

Tym, co przede wszystkim zwraca naszą uwagę jest silnie intelektualizowana stylistyka. Bo w tej książce akcja polega głównie na debatach, intelektualnych pojedynkach, bataliach na znawstwo literackich dzieł, cytowaniu fragmentów ważniejszych dzieł światowej literatury i szukaniu wytrychów, które pozwolą oszukać, a co najmniej wykorzystać naiwność drugiego człowieka. Trochę kojarzy mi się to z chińskimi bitwami w myślach, które można zobaczyć w ciekawszych dalekowschodnich ekranizacjach filmów o sztukach walki. Jednak w miarę postępu lektury zaczyna to nużyć.

To trochę tak, jakbym oglądał wypowiedzi Kuby Wojewódzkiego z czasów programu „Idol”. Początkowo wszystkie te aforyzmy mi się podobały, ale później doszedłem do wniosku, iż jest on tylko blagierem nie potrafiącym wymyślić coś własnego. Tutaj wprawdzie to tak bardzo mnie nie razi, ale podejrzewam, że spore grono czytelników będzie zawiedzione tego typu zabiegiem.

Bardzo podobało mi się również naświetlenie powstawania pewnych książek, kulisy życia poszczególnych bohaterów, z tytułowym Aleksandrem Dumas na czele. Ciekaw jestem ile w tym wszystkim jest prawdy. Nie wszystko udało mi się sprawdzić – za mało czasu, a dostęp do tak szczegółowych źródeł mam ograniczony. Niemniej jestem pewien, że dzięki tej powieści odkryłem swą nową pasję.

Na plus jest również wymyślanie przez Autora dawnych pozycji, które mają prowadzić ku wezwaniu samego Lucyfera na ten świat. Myślę, że Pérez-Reverte zręcznie skleił tutaj odrobinę prawdy z pisarską fantazją, dając nam szablon, na którym oparł całą intrygę. Z jej przeprowadzeniem było trochę gorzej, ale sam pomysł, mimo że odrobinę oklepany, bardzo mi się spodobał. Swoją drogą to zastanawiające, dlaczego postać władcy piekieł od tysięcy lat jest tak atrakcyjna, że niepodobna, aby Lucyfer lub ktoś z jego ferajny, nie przewijał się w co trzeciej powieści…

Wyobraźcie sobie, że trzej muszkieterowie mają coś wspólnego z diabłem, który świetnie zadomowił się w madryckich księgarniach, bibliofilskich mekkach, gdzie natrafić można na najrzadsze z książek świata. W sumie teraz mnie oświeciło, że kojarzy mi się to z „Dziewiątymi wrotami” z Johnem Deepem jako głównym bohaterem.

Minusy

Na minus są na pewno opisy scen seksu. Są – w moim odczuciu, co najmniej żenujące. Momentami zastanawiałem się, czy Autor kiedykolwiek kochał się z kobietą, że tak skrzywdził bohaterki swej powieści. Opisy są nieumiejętne, toporne i nie bardzo wiem jak się do nich odnieść.

Podobne odczucia mam co do postaci żeńskich. Odnosi się wrażenie, że czyhają one na to, aby rozłożyć swe wdzięki przed głównym bohaterem. Ma się poczucie, że kobiety są tylko pasją, ale brak im intelektu, dalekowzroczności, i nawet jeśli w czymś przerastają Corsa, dalej zostają upupione, jak mawiał Gombrowicz.

Sam bohater, Corso, również jest postacią na wskroś zniekształconą. Z jednej strony Autor stara się nam zareklamować go jako samotnego wilka, skutecznego renegata, takiego twardziela-bibliofila, Juliusza Cezara intelektualnych szachów. Ale koniec końców okazuje się, że to zwyczajny facet, który nie potrafi odmówić sobie życiowych uciech. Niby nie ceni ich, a jednak ich poszukuje. Niby jest mądry, przebiegły i na wskroś zepsuty, ale tak jakoś pachnie pantoflarzem. Niby nikogo nie kocha, a tęskni, niby pijak, ale z duszą, pracowity kombinator, ale taki jakiś do piersi przytul.

W jakimś stopniu podobała mi się również postać samego diabła, który bawi się z ludźmi w kotka i myszkę. Nie jest jednoznaczny, ale posiada wiele ludzkich cech. A może po prostu tylko tak świetnie gra w nasze wydumane, tak kunsztownie idealizowane gry emocjonalne.

I nie wiem czy ta książka jest bardziej mrocznym thrillerem, czy powieścią sensacyjną. Co by to nie było – dla mnie jest ciekawe, strawne, choć nie wszystkie zabiegi Autora rozumiem. Podejrzewam, że gdyby czytał te pozycję parę lat temu, byłbym oczarowany bezgranicznie. Z perspektywy lat jednak, choć bawiłem się dobrze, to czuje jednak niedosyt…

Podsumowanie

Książka zawiera się na 480 stronach tekstu. W moim przekonaniu to kawał dobrej literatury, z wspaniałym językiem, świetnie skomponowaną fabułą, z żywymi bohaterami i wartką akcją, przy ogromnym kunszcie intelektualnym. Jednak do tej powieści trzeba podejść z pewną rezerwą, bo nie wszystko w niej było spójne. Finał akcji był przewidywalny, wobec czego czuję małe kłujące zaskoczenie i niedosyt. Mimo to gorąco polecam.


Wydawnictwo ArtRage
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa ArtRage. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.