Czerń i purpura

Czerń i purpura |Recenzja

Wojciech Dutka, Czerń i purpura

Beletrystyka, bez znaczenia czy filmowa, czy literacka, osadzona w świecie obozów koncentracyjnych jest obarczona ogromnym ryzykiem. Temat jest naprawdę dla wielu zbyt świeży i zbyt bolesny, żeby o tym słyszeć. Można też całkiem łatwo dorobić się zarzutów o chęć zarobienia na tragedii. Szczególnie w dobie tych wszystkich wykwitów w postaci Tatuażysty z Auschwitz et consortes. Nie mam problemu z poruszeniem tej tematyki. Mam problem z kilkoma innymi rzeczami. O co chodzi z Czerń i purpura?

Autor i książka

Wojciech Dutka, historyk i nauczyciel, pisze od lat. Przeczytałem jeśli nie wszystko, to zdecydowaną większość jego książek. Napisałem również kilka recenzji. Spora część jego twórczości osadzona jest w czasach II wojny światowej – trylogia kuriera, Amerykanka, Japonka, Niemka, Sen o Glajwic. Ale zabiera nas też w podróże po czasach starożytnych – Apokryf, Anegdota, Apostata czy średniowieczu – Bractwo mandylionu.

Czerń i purpura ukazała się po raz pierwszy w 2013 r., zatem obecne wydanie jest reedycją i to rozszerzoną. Nie czytałem pierwszej wersji, więc nie odniosę się do różnic. Wydanie, które wpadło mi w ręce pochodzi z 2025 r. i jest to nakład Liry. Jest ładne, twarda oprawa z obwolutą, szyta. Ma niecałe 500 stron.

Historia

Dutka opowiada znaną w Auschwitz historię relacji (bo raczej nie związku) ss-mana nazwiskiem Franz Wunsch i słowackiej Żydówki Eleny Citronovej. U niego nazywają się Franz Weimert i Milena Zinger. On jest Austriakiem, który pod wpływem rodziny wstępuje do Hitlerjugend, a potem do SS. Jest katolikiem, głęboko wierzącym, ale po jednej spowiedzi odrzuca całe dziedzictwo i związuje się z nazistami już w całości.

Zanim trafił do Auschwitz walczył na froncie wschodnim, gdzie został ranny. Elena jest córką prawnika i żyje z rodziną na Słowacji. Dziewczyna chce śpiewać i próbuje zrzucić z siebie cały narzut żydowskiej kultury i roli kobiety w niej, co prowadzi ją do konfliktu z rodzicami. Słowacja z czasem wpada w ręce księdza Tiso i zaczynają się prześladowania Żydów, aż wreszcie zaczynają się wywózki do obozów. Elena trafia do Auschwitz wraz z jednym z pierwszych transportów Żydówek ze Słowacji. Została skierowana do komanda zajmującego się rozbiórką budynków.

Koledzy Franza organizują mu urodziny, na których Elena śpiewała i był to ich pierwszy dłuższy kontakt. Od tamtej pory we Franzu budzi się uczucie do uwięzionej dziewczyny. Sprowadza ją do swojego komanda zajmującego się segregowaniem zrabowanych rzeczy więźniów, chroni ją, podrzuca wiadomości czy zostawia coś do jedzenia. Kiedy ruszyły transporty Żydów z Węgier wśród przywiezionych jest rodzina Eleny.

Dziewczyna zobaczyła ją i świadoma uczucia Franza poprosiła go o ratunek. Udało mu się wyciągnąć z komory gazowej siostrę Eleny – Różę. Na chwilę przed nadejściem Armii Czerwonej Franz dał obu siostrom ciepłe buty i opuścił obóz. Spotkali się ponownie niemal 30 lat później, w czasie procesu Franza. Dziewczyna nie szczędziła szczegółów zarówno dotyczących samego obozu, jak i zachowania Franza. Ostatecznie go uniewinniono. Oboje już nie żyją, zmarli na początku tego stulecia.

Czerń i purpura – wrażenia

Bardzo się cieszę, że Dutka w pewnych miejscach dał przypisy i objaśnienia. Część postaci jest fikcyjna i wzorowana na rzeczywistych, część jest prawdziwa. Klucz, według którego Dutka ustalał którą postać przedstawi, a którą zainspiruje, nie został objaśniony. Niektóre wydarzenia czy postaci są symbolem ich wszystkich. Na przykład dziewczyna, którą Elena spotkała w szpitalu reprezentuje wszystkich więźniów świadków Jehowy, czy karny apel trwający kilkanaście godzin, który kosztował życie kilkudziesięciu więźniów. Mogę to zrozumieć. Nie ma to wpływu na fabułę, a oddaje część rzeczywistości obozowej.

Mógłby się jednak w pewnych momentach bardziej postarać, bo jeśli nie jest się zorientowanym w historii KL Auschwitz, bardzo niejasne jest stwierdzenie obóz macierzysty. Nie ma wyjaśnionej historii obozu, jego założenia i późniejszej rozbudowy. Jeśli zatem ktoś nie wie, że obóz macierzysty, to Auschwitz, to z tej książki się tego nie dowie.

Nie podoba mi się, i to bardzo, że nie ma opisanych materiałów, z których Dutka korzystał. Wiem, co o tym sądzi, bo to nie jest pierwszy raz, kiedy zwracam na to uwagę. Materia jest tak delikatna, że ten brak jest dla mnie szczególnie dotkliwy. Zwłaszcza po Tatuażyście. W swoim komentarzu autor napisał, żeby na żadnym etapie nie używać tej książki jako podręcznika do historii. Nie mogę zgodzić się bardziej. Zaznaczył, że poprawił błędy, które mu zarzucono, ale z kim je konsultował – już nie. Nie ma też informacji, co zostało skorygowane. Żeby to sprawdzić, trzeba by porównać oba wydania.

Szkoda, że nie ma informacji, w ogóle nie ma słowa o tym, z czego autor korzystał, bo w tym momencie muszę robić jego pracę, czyli weryfikować informacje. A zrobiłem to rozmawiając właśnie z ludźmi z Państwowego Muzeum Auschwitz Birkenau. Kwestie, na które zwróciłem uwagę i pytałem wywoływały różne reakcje. Kilka z moich wątpliwości potwierdzili – lokalizacja tzw. pierwszej Kanady, daty i miejsce pierwszych egzekucji na żwirowisku niedaleko bloku 11 czy stosunek załogi obozowej do świadków Jehowy.

W innych zupełnie nie wiedzieli, o czym autor pisze (miałem zaznaczone cytaty, więc pokazywałem całość) i nie umieli mi powiedzieć na przykład, czym jest pole więźniarskie czy skąd autor wziął trzy linie wartownicze. Istniały dwa łańcuchy straży, tzw. mały i duży, a nie jakieś linie wartownicze. Nie wiedzieli, o co chodzi z polem więźniarskim, bo termin ten dotyczy obozu na Majdanku, a nie Auschwitz.

Jeden z przewodników, gdy pokazałem mu cytat, w którym Dutka zrobił z Hansa Aumeiera szefa owego pola więźniarskiego w Auschwitz, prawie się wściekł i powiedział, że za tę recenzję powinienem zażądać większej gaży. Aumeier był zastępcą komendanta, szefem wydziału III, czyli kierownictwa obozu Auschwitz. Był Schutzhaftlagerführerem, czyli szefem obozu Auschwitz. W największym skrócie, od niego zależało w zasadzie wszystko, co dotyczyło więźniów i samego obozu. Był jednym z najważniejszych i najwyższych rangą ludzi w całej strukturze obozowej, a nie szefem jakiegoś dziwnego pola więźniarskiego.

I tu następuje ciekawostka – w przypisie jest informacja, że to był tzw. Lagerfuhrer. I tylko tyle. Bez zaznaczenia czym się zajmował, za co odpowiadał i jak wysoko w hierarchii stał. Czyli jeśli nie sięgniesz do przypisu, to się nie dowiesz. A jak sięgniesz, to będziesz mieć różne informacje. I to jeszcze niepełne.

Ponieważ Dutka dość oszczędnie podaje liczby, to, kiedy już to robi, zwraca uwagę. I w jednym miejscu podaje, że na początku ’42 r. w obozie Auschwitz znajdowało się 20 tysięcy mężczyzn. Powołuje się w przypisie na tabelę z tekstu Tadeusza Iwaszki, która podaje stan na 1 czerwca ’42 r. (mamy chyba inne definicje początku roku). Według niej faktycznie było w obozie około 20 tysięcy mężczyzn, ale zupełnie nie uwzględnia kobiet. Zatem trzeba skorygować.

W marcu ’42 r. przywieziono do Auschwitz pierwsze więźniarki. Zanim to się stało w obozie przebywało około 12 tysięcy więźniów. W czerwcu, żeby się odnieść do tabeli, było około 14 tysięcy więźniów i około 7 tysięcy więźniarek. Mało tego, Dutka nie podał z którego roku jest tabela, na którą się powołuje. Znowu trzeba samemu szukać i weryfikować. Okazuje się, że tom ukazał się 30 lat temu. Od tego czasu badania poszły do przodu i wiele informacji jest zdezaktualizowanych.

W innym miejscu Dutka napisał, że od jesieni ’41 do lutego ’42 w obozie przebywało ponad 10 tys. jeńców radzieckich. I znowu się nie zgadza. Z tego zdania wynika, że jesienią przywieźli ich wszystkich i wszyscy dożyli do owego lutego. Ponownie odwołam się do informacji ze strony PM AB. Przywiezieni zostali w kilku transportach i sukcesywnie mordowani w większych lub mniejszych grupach, a w lutym było ich mniej niż 1000. Ostatecznie w marcu (nie w lutym) przeniesiono około 600 pozostałych przy życiu jeńców do obozu Birkenau. Na podstawie czego Dutka sformułował to zdanie, już nie wyjaśnił.

Jeszcze kwestia prewencyjnej funkcji obozu macierzystego. Dutka napisał, że od ’40 r. obóz Auschwitz pełnił funkcję prewencyjną przeciwko polskiemu podziemiu na Śląsku i do marca ’42 r. większość więźniów stanowili Polacy. Druga część tego zdania wątpliwości nie budzi, ale pierwsza już tak.

Istotnie, przed faktycznym uruchomieniem obozu był pomysł, aby lokować w nim Polaków z przepełnionych więzień z Górnego Śląska, ale jeszcze w maju ’40 r. (tylko doprecyzuję, że w maju ’40 roku przywieziono pierwszych niemieckich kryminalistów, którzy zostali pierwszymi więźniami funkcyjnymi, a pierwszych Polaków przywieziono z Tarnowa 14 czerwca tego roku i ten moment uznaje się za początek funkcjonowania obozu Auschwitz) uznano, że będzie to obóz koncentracyjny dla Polaków ogólnie. Zatem słowo prewencja nie jest tu właściwe.

Dutka wspomina ucieczkę czterech więźniów, którzy w obawie przed represjami utworzyli osobne komando wykorzystując lukę w systemie. A w kolejnym zdaniu informuje, że karą za ucieczkę była śmierć wszystkich członków komanda. Ucieczka, o której mowa miała miejsce 20 czerwca ’42 r. i należy do najbardziej spektakularnych w całej historii obozu. W tekście nie padają nazwiska ani nie została opisana sama ucieczka, ale mogę to zrozumieć. Nie jest to element właściwej historii, a jedynie tło.

Natomiast mój sprzeciw budzi drugie zdanie. Istotnie, stosowano odpowiedzialność zbiorową więźniów, ale cała ta kwestia jest mocno zniuansowana. Kary były w różnych momentach różne, ale o ile mi wiadomo, nie mordowano wszystkich członków komanda. Kilku lub kilkunastu, tak. Ale nie wszystkich. A z czasem w ogóle tego zaniechano. Zatem zdanie jest błędne, a całe zagadnienie powinno zostać szerzej omówione i właśnie zniuansowane.

Brakuje również map, żeby rozeznać się w topografii. Część opisanych miejsc mieści się na terenie czy to obozu macierzystego, czy Birkenau, ale nie wszystkie, i w trakcie wizyty w Muzeum Auschwitz Birkenau po prostu się ich nie ogląda. Część z nich, jak na przykład ruiny Kanady w Birkenau czy miejsca po pierwszych komorach gazowych, można obejrzeć tylko w czasie rozszerzonego zwiedzania, a nie standardowej wizyty. Poza tym otoczenie się zmieniło na przestrzeni lat i na pierwszy rzut oka wiele miejsc jest niewidocznych. Tak, mapa mogłaby tu znacznie pomóc.

Jasnym jest że to, co się mówi jest istotne, ale ogromne znaczenie ma też to, jak się mówi. W sensie jak się opowiada konkretną historię. Można dyskutować, co jest ważniejsze. Dutce chyba udało się zrobić to dobrze, bo to naprawdę sprawnie i wprawnie napisany tekst. Pokazuje też różne odcienie obozowej rzeczywistości. Więźniowie byli różni zarówno w wymiarze ludzkim, jak i obozowym. Mam tu na myśli, że byli tacy, którzy mimo wszystko zachowali człowieczeństwo, inni z w taki czy inny sposób współpracowali z nazistami, jedni się adaptowali, inni nie, jedni biernie akceptowali swój los, inni podejmowali walkę i próby ucieczki. Z tego, co widzę, Dutka nie ocenia tych postaw. Po prostu je prezentuje takimi, jakimi były.

Podsumowując

Zgadzam się w pełni z autorem, że nie wolno tej książki traktować jak podręcznika do historii. Jest to historia dwojga ludzi z dwóch absolutnie różnych światów opowiedziana na nowo. Wydarzyła się naprawdę, a ze względu na formę opowieści pewne szczegóły tła musiały się do tego dostosować.

Dlatego zanim ktoś weźmie się za tę książkę, niech poczyta sporo literatury fachowej, naukowej o obozach, zwłaszcza o samym Auschwitz. Baza teoretyczna jest niezbędna, bo, jak się okazuje, autor nie odrobił do końca pracy domowej.


Wydawnictwo Lira
Ocena recenzenta: 3/6
Jakub Łukasiński


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Lira. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.