Andrzej H. Wojaczek, Żniwo ognia. Ostrze sierpa
Wrzesień ’39 zabrał ludziom wszystko: poczucie bezpieczeństwa, ideały, rodziny, majątek, własne miejsce na ziemi, ludzką godność. Było to dotkliwe szczególnie dla tych, którym już raz Opatrzność kazała bić się za Polskę obiecując jej odrodzenie. Teofil Kłosek zbliża się do czterdziestki, jest sam w okupowanym przez Sowietów Lwowie, a ostatnia wiadomość o jego ukochanej żonie Klarze to ta, że zmarła w obozie. Nie udało jej się przedostać na Śląsk. Aresztowanie nie wstrząsa zbytnio Teofilem, bo wydaje się, że nic już bardziej nie może go zniszczyć. Co Ponboczek przygotował dla swojego przyjaciela odkrywa Andrzej H. Wojaczek w drugim tomie trylogii Żniwo ognia. Ostrze sierpa.
Kłosek skoszony sowieckim sierpem
Teofil Kłosek trafia w system sowieckich łagrów, w których człowiek jest mniej wart niż kubik drzewna czy dobre buty. Nieludzka ziemia nie tylko mieli naszego głównego bohatera, ale również przenosi całą jego egzystencję do własnej głowy. Widzi siebie jakby z boku, każdą stację tej syberyjskiej drogi krzyżowej, zmiany jakie w nim zachodzą (zarówno te fizyczne, jak i psychiczne). Dokonuje wyborów, których Teofil sprzed wojny pewnie by nie podjął. Powoli osuwa się w wyniszczenie fizyczne i psychiczne. Sytuacji nie poprawia przekonanie, że na wolności nic ani nikt już na niego nie czeka.
Amnestia ogłoszona na mocy układu Sikorski-Majski jest światełkiem na końcu tunelu. Kłosek podejmie kolejny wysiłek, by jednak wyrwać się ze śmierci do życia. Nie będzie to jednak łatwe ani tak oczywiste, jak w powszechnie znanej narracji o tworzeniu Armii Andersa. Ta namiastka wolnej Polski przyniesie Teofilowi oraz innym katorżnikom wiele gorzkich rozczarowań, a nie wszystko będzie można zrzucić na karb nieludzkiego sowieckiego systemu. Bo w każdej sytuacji są ludzie i… ludzie. Dużą rolę w odbudowaniu psychicznym naszego bohatera będzie miał napotkany w łagrze Batiuszka, który wyjaśni kilka skomplikowanych kwestii z młodości Kłoska. Da mu też zupełnie inne niż dotychczasowe oparcie w Bogu. Los postaw też przed nim silne kobiety, które powoli wyrwą go z marazmu i postawią zupełnie nowe cele.
Teofil będzie jak Jonasz, a przynajmniej lepiej, żeby tak było
Andrzej H. Wojaczek jest pisarzem wybitnym. To jak dekonstruuje i na nowo definiuje znanego nam przecież bohatera jest niesamowite. Umiejętnie wykorzystuje przy tym doświadczenie Sybiru, łagru, kołchozu oraz dna ludzkiej rozpaczy. Na naszych oczach w brutalnym cyklu przepoczwarzania wyłania się zupełnie nowy Teofil. Co mnie zawsze urzeka w cyklu o Kłosku to jest celowość istnienia każdej z postaci, a także umiejętne wykorzystanie doświadczenia zbiorowego do konstrukcji (lub jak w przypadku tej części dekonstrukcji) głównego bohatera. Wprowadzenie Batiuszki jest majstersztykiem, a jego opowieść pozwoli na domknięcie kilku kwestii zawartych w poprzedniej trylogii Wrzeciono Boga.
Jednak, żeby nie było aż tak łatwo zakończenie pozostawi czytelnika z jeszcze większym chaosem w głowie niż dotychczasowe losy Kłoska. Mam nadzieję, że Teofil będzie jak Jonasz i odrodzi się w pełni pomimo końcowej sceny. A przynajmniej lepiej, żeby tak było, bo inaczej pozostanie we mnie ogromna pustka. Lektura wywołuje bowiem ogromne emocje oraz refleksje (a nawet autorefleksje), nie pozostawiając czytelnika w oderwaniu od opowieści. Chociaż można by powiedzieć, że co takiego łączy nas obecnie (poza jakąś odziedziczoną traumą) z osobami zmiażdżonymi przez wiek XX.
Czy warto?
Dla każdego, kto spotkał się już z twórczością Andrzeja H. Wojaczka odpowiedź jest oczywista. Dla tego (komu szczerze zazdroszczą), przed kim to odkrycie dopiero jest serdecznie polecam nie zwlekać. To absolutnie wyjątkowe doświadczenie czytelnicze.
Wydawnictwo Szara Godzina
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Szara Godzina. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.