Wacław Alfred Zbyszewski, Notatki polemiczne. Wybór publicystyki przedwojennej (1923-1939)
Zbiór publicystycznych szkiców prawnika i korespondenta zagranicznego, wydany ze wstępem Macieja Zakrzewskiego to jedna z tych edycji, które przywracają do obiegu zapomniane, a niezwykle celne głosy polski okresu międzywojennego. Autor – absolwent Wydziału Prawa UJ, nomada bez stałego miejsca zamieszkania i rodziny, człowiek porównywany do „emigracyjnego Zagłoby” – pisał przez dwie dekady o ekonomii, polityce, podróżach i ludziach z werwą eseisty i precyzją prawnika. Lektura tych tekstów jest doświadczeniem wyjątkowym, słuchamy głosu, który przez lata widział nadchodzącą katastrofę, ale nie mógł jej zapobiec.
Ekonomista na bezdrożach Rzeczypospolitej
Spora część zebranych tekstów to publicystyka gospodarcza, w której autor porusza się swobodnie między teorią a obserwacją społeczną. Szkice o złotym polskim, wahaniach kursu franka, reformach walutowych i teorii kryzysu Irvinga Fishera nie są suchymi analizami – to diagnoza państwa, które nie umiało sobie poradzić z własnymi finansami. Autor bez ogródek pisze o nadpodaży pracowników umysłowych i trudnościach emigracyjnych inteligentów, nie wahając się postawić kontrowersyjnego postulatu ograniczenia dostępu do szkół wyższych. Niepokoją go dwie rzeczy jednocześnie: rozrost państwowego interwencjonizmu i słabość polskiego kapitału prywatnego.
Wnikliwy jest tekst o wydzierżawieniu monopolu tytoniowego, rozbrajająco aktualny esej o oszczędnościach w Anglii (zestawionych z polską rozrzutnością) oraz szkic o „polityce Lewiatana”, w którym autor kwalifikuje wpływowy obóz wielkoprzemysłowy jako ekspozyturę karteli i zagranicznego kapitału. Pisząc o narastaniu kapitału i bezrobociu, stawia pytania, które ekonomiści społeczni będą zadawać dziesięciolecia później. Przy tym wszystkim zachowuje liberalną wiarę w rynek i prywatną inicjatywę – co w Polsce lat trzydziestych coraz wyraźniej lokuje go na marginesie głównych nurtów debaty.
Piłsudski, Ozon i klęska rozumu politycznego
Polityczne szkice autora tworzą portret Rzeczypospolitej, w której liberał czuje się coraz bardziej obco. Tekst o wrażeniach z odczytów Marszałka Piłsudskiego to zapis fascynacji i dystansu zarazem: autor dostrzega w Piłsudskim umysł irracjonalny, emocjonalnego litewskiego ziemianina, i zarazem pisze – z przekonaniem godnym uwagi wobec roku 1924 – że „legenda marszałka Piłsudskiego jest narodowym skarbem”. Nie jest to zdanie pochlebcy; to wyrok człowieka, który oddziela mit od polityki i uznaje, że mit bywa ważniejszy.
Im bliżej końca lat trzydziestych, tym publicystyka staje się bardziej gorzkawa. „Notatki polityczne” – seria szkiców z 1937–1938 roku – to kronika rozkładu: autor komentuje aresztowanie prof. Kota, „mały konsolidacjonizm” lewicy sanacyjnej, kwestię żydowską, OZON jako twór sztuczny i skazany na porażkę, rasizm jako zjawisko, które Hitler dopiero co zmienił w zasadę ustrojową. Tekst „Zachowawcy i my” to próba samookreślenia wobec tradycji konserwatywnej; esej „Tradycja” stawia tezę, że prawdziwa tradycja nie potrzebuje propagandy ani przymusu, bo działa przez instynkty. Autor ufa, że gdy przyjdzie co do czego, Polacy będą się bić. Nie myli się.
Korespondent na progu wojny
Ostatnia część zbioru to relacje korespondenckie z Rzymu, Paryża, Londynu i Berlina, pisane od marca 1939 roku – kiedy autor wyrusza z Bogumina jako wysłannik „Słowa”. Czyta się je z trudnym do opisania uczuciem: to teksty człowieka, który rozumie mechanizm nadchodzącej katastrofy, opisuje ją z precyzją i spokojem, a jednak żywi nadzieję, że Hitler nie pójdzie na Polskę, że Anglia i Francja nie zawiodą, że „czas pracuje przeciw Niemcom”. Relacja z Berlina jest szczególnie cenna: autor nie daje się zwieść propagandzie, dostrzega dynamizm reżimu i jego posłuch społeczny, ale – zbyt optymistycznie – zakłada, że Niemcy nie mają ochoty umierać za Gdańsk.
Esej „Istota zmiany” z połowy 1939 roku to próba zdefiniowania nowej epoki: „od marca 1939 okres przedwojenny – okres deflacji słów”. Autor obserwuje Churchilla i Chamberlaina, rozmowy anglo-sowieckie, mobilizację francuską, wizytę pary królewskiej w Stanach. Szkic „W niedzielę, późnym wieczorem” z sierpnia 1939 roku kończy zbiór zdaniem, które jest jednocześnie wyznaniem wiary i pożegnaniem z pewnym światem: „Polska zastraszyć się nie da — zaś Anglia i Francja nas nie zawiodą”. Wiemy, co nastąpiło potem. Autor zapewne też się domyślał.
Zbiór – wydany starannie, z drobiazgowym wstępem i bardzo małą, gęstą czcionką – jest lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce zrozumieć, jak myślał polski liberał w epoce, gdy liberalizm był w odwrocie. „Emigracyjny Zagłoba” nie był prorokiem bez skazy – miał swoje uprzedzenia i złudzenia – al.e był kimś rzadkim: człowiekiem, który myślał samodzielnie do końca.
Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej
Ocena recenzenta 5/6
Magdalena Kaczmarek