Katarzyna Frankowska, Życie seksualne chłopów

Życie seksualne chłopów |Recenzja

Katarzyna Frankowska, Życie seksualne chłopów

Katarzyna Frankowska w swej nowej publikacji pod tytułem „Życie seksualne chłopów” zaprasza nas do chłopskiej alkowy. Wbrew wszystkiemu, to nie tylko fascynująca retrospekcja życia obyczajowego chłopów, ale i całej ludowej obrzędowości związanej z tą jakże naturalną stroną ludzkiego żywota. Autorka porusza wiele istotnych zagadnień, od przemocy, przez życie magiczne czy na „kulturalnej” oprawie życia na wsi kończąc.

Chłopska moralność

Nie od dziś wiadomo, że dzieje Polski są nierozerwalnie złączone z dziejami Kościoła rzymskokatolickiego, który na naszych ziemiach niemal od początku swej działalności, wywierał silny wpływ na obyczajowość społeczeństwa. Kościół nie był zainteresowany utrwalaniem seksualnych wyczynów Polaków, nawet tych arystokratycznego pochodzenia. Co nie znaczy, że takowe wzmianki się nie zachowały.

Nic więc dziwnego, że w źródłach historycznych nie zachowało się zbyt wiele informacji, które dotyczyłyby życia nic nie znaczących chłopów, nie mówiąc już zainteresowaniu ich życiem seksualnym. Ale jak się dobrze poszuka, można znaleźć kilka naprawdę ciekawych rzeczy. Autorka w świetny i łatwy w odbiorze sposób interpretuje historyczne źródła – fragmenty szlacheckich dzienników, akt procesowych (świeckich i kościelnych) czy wreszcie – ludowych piosenek i przyśpiewek.

Choć nie jest tego tak wiele, jakby można było sądzić, to i tak wyłania się z nich obraz nie tylko przaśnej czy, jakby niektórzy chcieli, idyllicznej wsi, ale i świata przemocy, przyzwolenia na nią i bagatelizowania jej, kazirodztwa i różnego rodzaju dewiacji. Przyznam, że jestem i zaskoczony, a momentami zniesmaczony.

„Historia pokazuje, że moralność wkroczyła i do chłopskich izb. Mniej więcej od połowy XVIII wieku malała wśród społeczności wiejskich tolerancja na przedmałżeńskie stosunki, aż w końcu zaczęto je traktować jako jawny nierząd, coraz surowiej potępiając takie wybryki. Seks akceptowano tylko w małżeńskim łożu. Kultura chłopska przyjmowała coraz częściej etykę seksualną narzucaną przez Kościół, który nie tylko straszył karami doczesnymi, lecz także pośmiertnymi” (s. 42).

„To działalność religijnych moralizatorów sprawiła, że mieszkańcy wsi zaczęli bardziej kontrolować swoje zachowania biologiczne, co jednak było procesem długotrwałym, gdyż kulturę ludową przez całe wieki cechowała frywolność, rubaszność, a czasem wręcz wulgarność” (s. 43)

Ale jak człowiek głębiej się zastanowi, to przecież w życiu na wsi pokutował mocno patriarchalny schemat życia, gdzie kobieta jest podporządkowana mężczyźnie, i musiała mu „ulegać” (niestety, często taki schemat istnieje w naszym społeczeństwie nadal). Zresztą nawet sam kościół nie był zainteresowany troską o płeć piękną, którą „z urzędu” obarczano całą winą za grzechy związane z życiem seksualnym.

Interpretacja źródeł

Frankowska stara się zachować naukową rzetelność – nie ocenia, tylko opisuje. Jednak ja, jako czytelnik, nie potrafię zachować pełnej bezstronności wobec całej tej przemocy, hipokryzji i różnego typu patologii, z którymi borykać się musiały kobiety żyjące na wsi. Oczywiście nie tylko one są tutaj ofiarą systemu, ale to ich cierpienie najbardziej tutaj razi oczy, serce i duszę…

„To, co w folklorze przedstawiano jako śmiech, zbliżenie, chłopską fantazję, w rzeczywistości często miało twarz bólu i strachu.

Ten obraz nie niweluje folkloru, nie przekreśla pieśni, nie zakazuje śmiechu. Ale go równoważy. Gdyż jeśli chcemy mówić o seksualności po chłopsku, to musimy mówić także o przemocy – nie jako wyjątku, lecz jako elemencie tej samej historii” (s. 21).

O chłopskim życiu

Autorka nie skupia się jednak wyłącznie na zagadnieniu przemocy. W środku znajdziemy również sporo informacji odnośnie zwyczajów związanych z narzeczeństwem, flirtem, a później związkiem małżeńskim wśród stanu chłopskiego. Tutaj, podobnie jak na szczycie drabiny społecznej, najważniejsze miejsce odgrywała chłodna kalkulacja – jak pomnożyć majątek, a nie czy młodzi mają się ku sobie. Oczywiście miłość też gdzieniegdzie miała znaczenie, ale to tylko wyjątki potwierdzające tę smutną regułę.

W książce bardzo podobał mi się taki pewien minimalizm. Autorka nie starała się rozwlekać poruszanych tematów. Kreśli nam rzeczowe obrazy i przykłady, na tyle przystępnie, aby zaciekawić czytelnika. Jednocześnie dba o nasz komfort – nie da się tą książką zmęczyć. W dzisiejszych czasach, wielu autorów nadmiernie rozpisuje się o tych samych rzeczach, co jakiś czas powielając te same tematy, które nic nie wnoszą do naszej wiedzy. W tym przypadku, Autorka oszczędziła nam „pitolenia”. Nie pisze o tym, czego nie wie. Nie pisze o tym, czego może się domyśla. Jest tylko opis tego, co jest pewne, tego, co można udowodnić. I bardzo to szanuję. Wszystko jest tutaj systematycznie uszeregowane, pod względem tematycznym, źródłowym, merytorycznym. Porządek poparty szeroką wiedzą i literacką swobodą przyciągają, i na pewno więcej wnoszą niż pseudo-naukowe wywody ludzi piszących tylko dla siebie.

Publikacja podoba mi się również dlatego, że można się z niej dowiedzieć czegoś więcej o życiu chłopów, czyli tej większości polskiego społeczeństwa, które w zasadzie nie istnieje ani w zbiorowej świadomości, ani w historii, której uczy się w szkołach. Książka wprawdzie nie jest do końca pochlebna dla chłopów, ale za to ich odczarowuje. Nie są to już istoty na wpół mityczne, ale ludzie z krwi i kości, pełni emocji, pomysłowi i jak można sądzić z poszczególnych źródeł, przekorni.

Ponadto w fragmentach ludowych przyśpiewek odnalazłem pieśni, które śpiewała mi babcia, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Wtedy ich nie rozumiałem, albo rozumiałem je dosłownie. Dopiero teraz dowiedziałem się, co w sobie skrywała treść tych utworów. I to jest coś naprawdę wspaniałego. Cały ten chłopski świat nabrał barw, elementów życia o których nigdy wcześniej bym nie pomyślał. A przecież to logiczne, że tam gdzie człowiek, tam musi być ciekawie.

„Zwyczaj porywania dziewcząt był powszechny z kilku powodów. Przede wszystkim wynikał z braku zgody rodziców lub opiekunów na zawarcie małżeństwa. Taki zakaz był trudny do obejścia, a czasem jego złamanie było wręcz niemożliwe. Na taką formę ślubu decydowali się również ci mężczyźni, których nie było stać na wydatki związane z wykupieniem dziewczyny, na dziewosłębów, urządzenie wesela czy choćby podarunki. Ubóstwo było również przyczyną, dla której rodzice dziewczyny po cichu przyzwalali na jej ucieczkę z domu. Porwanie córki było potężnym odciążeniem domowego budżetu” (s. 57).

Jednocześnie Autorka udowodniła, że szlacheckie czy kościelne opisy, jakoby chłopi byli dwunożnym bydłem, nie są prawdziwe. Udowodniła, że życie na wsi mogło być piękne, barwne, wypełnione różnymi ciekawymi treściami, które nie koniecznie były kompatybilne z życiem i nakazami Kościoła. Niektóre tematy, choć ledwo zarysowane są naprawdę intrygujące. Dla przykładu: „Staropanieństwo i starokawalerstwo były bardzo źle widziane na ziemiach słowiańskich. Na wsi rodziny starały się wymóc na synach i córkach rychły ożenek lub zamążpójście. Stosowano różne metody, między innymi ośmieszanie” (s. 59)

Podsumowanie

Książka zawiera się na 224 stronach, a całość podzielona jest na trzynaście większych rozdziałów. Pozycja jest wyśmienita, ciekawa i ogromnie zajmująco się ją czyta. Jestem zachwycony, choć brakło mi jakiś fotografii. Gorąco i serdecznie polecam ;D


Wydawnictwo RM

Ryszard Hałas

Czytaj również:

Comments are closed.