Walter Kempowski, Prima sor

Prima sort |Recenzja

Walter Kempowski, Prima sort

Książka Waltera Kempowskiego pod tytułem „Prima sort” to powieść wielozadaniowa, której głównym wątkiem jest niemieckie sprawstwo w czasie II wojny światowej. Życie samego Autora, za młodu mieszkającego w Rostocku, jest tylko tłem do tego, w jaki sposób funkcjonowało niemieckie społeczeństwo, które padło ofiarą nie tylko własnych marzeń o dziejowym posłannictwie, ale i nazistów, którzy świetnie grali na historycznych mankamentach niemieckiej kultury. To literatura wysokiej próby, zresztą sam tytuł w niedwuznaczny sposób to sugeruje.

Wojna oczami nastolatka

Książkę czyta się świetnie. W środku znajdziemy nie tylko fragmenty wielkiej historii, czy społecznych ról, w które dali się wtłoczyć Niemcy, ale i mnóstwo humoru, czarnego, dosadnego. Ktoś mógłby powiedzieć – jak można się śmiać z ludzkiej tragedii, cierpień i głupoty czy wręcz zdziczenia społeczeństwa?

Ano można. A nawet trzeba. Bo jak inaczej skomentować to, co stało się z Niemcami w latach 30. i 40. ubiegłego wieku? Ten czarny humor jest nie tylko humorem strapienia, ale i rozliczeniem, wyrzutem sumienia tych, którzy do końca nie zrozumieli, co niemieckie społeczeństwo uczyniło światu. Ale może to tylko moja nadinterpretacja? Przekonajcie się sami.

Bardzo podobało mi się to, w jaki sposób Autor opisywał swoje wchodzenie w okres dorosłości. Gdy nazizm zaczął coraz dobitniej wdzierać się do światopoglądu jego i jego rówieśników, wyznaczając im role, nie koniecznie takie, w których chcieliby się znaleźć.

Nie od dziś wiadomo, że wiek nastoletni to czas buntu, kontestacji istniejących zasad, wartości. Jednak jak przeżyć to wszystko, gdy społeczeństwo i państwo wymagają od ciebie narastających poświęceń, wyrzeczeń, podporządkowania się „czemuś większemu”, ważniejszemu, niż jednostka? Bo przecież na początku, pod koniec lat 30. sytuacja Niemiec była bardzo dobra. Ale w miarę postępów wojny światowej, wszystko zaczęło się sypać. Naloty, brak jedzenia, ograniczenia życia kulturalnego, społecznego i coraz bardziej fanatyczne podejście do różnych kwestii, które w zasadzie nie powinny mieć większej wartości…

Jednocześnie postawa samego bohatera jest bardzo symptomatyczna. Młodzieniec jest bardziej zajęty sobą, niż tym, co dzieje się gdzieś tam. Nawet jeśli wojna dotyka jego bezpośredniego otoczenia, chłopak zdaje się podchodzić do tego tak jakoś bez emocji, bez przyznania przed samą sobą, że też jest współwinny, że los milionów innych ludzi, wcale go nie interesuje. Zresztą nie tylko jego.

Z książki wyziera bowiem obraz pewnego niemieckiego konformizmu – dalekiego od altruizmu, od przejęcia losem innych. Bo nawet, jeśli nie przyjęło się nazistowskiego światopoglądu, to gdzieś tam podskórnie, pokutuje obraz Niemców jako elity kulturalnej świata, poczucie jakiejś większej wartości od wszystkich tych, którym się nie poszczęściło żyć nad Łabą. Chłopaka bardziej absorbują gacie dziadka na drzewie, niż konsekwencje niemieckich zbrodni. Tak zwyczajnie, tak po prostu. Można? Można.

Codzienna odmienność

Jednocześnie w świecie, w którym przyszło żyć głównemu bohaterowi powieści, dominują pewne paradoksy. Z jednej strony mamy narastające ograniczenia – naloty, życie w schronach. A z drugiej nieumiejętność zobaczenia prawdy – że wszystko się sypie, że pewne rzeczy nie przystają do wojennej rzeczywistości… Bo ludzie dookoła starają się wszystko maskować, udawać, że ich świat wcale nie jest taki zły, i że – a jakże by inaczej – wszystko będzie dobrze. A przecież każdy już wie, że nie będzie…

Takie przemyślenia o nazwie konfliktu czy smutek, bo właśnie skończyło się coś luksusowego do jedzenia, zakrawa na samooszukiwanie się, na szukanie tematów zastępczych. Trochę to żałosne, ale rozumiem tę niemiecką nieumiejętność przyznania się do winy, do odpowiedzialności za własne czyny i ich konsekwencje. To stan naturalny, nie tylko Niemców, ale i każdego narodu, który chciał za dużo. Pod tym względem ta książka ma wydźwięk międzynarodowy, ale aby to przyznać, trzeba dorosnąć i zyskać świadomość siebie, swoich korzeni, dziejów i grzechów narodowych. A to już nie jest takie proste – czego przykład właśnie tutaj nam zaprezentowano.

Zresztą rozterki głównego bohatera, jego rodziny i znajomych są takim kontrastem wobec tego, co działo się w całej Europie. Doczesne problemy w miarę zamożnej rodziny niemieckiej są przejaskrawieniem celowym, sugerującym, że mimo wszystko, życie w Niemczech, nawet pod sam  koniec wojny i tak było zasobniejsze, bezpieczniejsze niż wszędzie tam, gdzie toczyła się wojna, gdzie funkcjonowały getta czy obozy koncentracyjne. W moim odczuciu to celowy zabieg Autora, ale w dużej mierze, jak sądzę, prawdziwy obraz rozdwojenia i pewnej nonszalancji narodu, który porwał się na cały świat.

Wielki szacunek dla tłumaczki, Małgorzaty Gralińskiej, która nie tylko musiała pokłonić się nad trudnym tekstem, ale i w przypisach przybliżyć polskiemu czytelnikowi mankamenty i zagadnienia niemieckiej kultury i historii. Zresztą tłumaczenie jest bardzo spójne, ciekawe i dodaje duszy tej książce.

Podsumowanie

Książka liczy sobie 585 stron tekstu. To powieść z wątkami autobiograficznymi, kreśląca pewien dysonans w świecie niemieckich rodzin w czasie działań zbrojnych w czasie II wojny światowej. To lektura o dorastaniu w świecie pełnym honoru, którego dopełnieniem jest przemoc, kultury posuniętej aż do bestialstwa, cierpieniu ale takim na pół gwizdka, kłamstwie które weszło w krew stając się rzeczywistością. Powieść jest wielowymiarowa i nie sposób w tak krótkiej formie dotknąć wszystkich poruszanych tutaj problemów. Jedna z lepszych książek, które czytałem. Gorąco polecam.


Wydawnictwo ArtRage

Ryszard Hałas

Comments are closed.