Paul Badde, Madonna Świętego Łukasza. Skarb odnaleziony w Rzymie
Historie ukryte w obrazach fascynują i to nie tylko pasjonatów sztuki. Paul Badde z reporterską dociekliwością dokumentuje fakty na temat ikony Maria Advocata, czyli Matki Boskiej Orędowniczki. Jednego z najstarszych wizerunków Maryi, który obecnie przechowywany jest na wzgórzu Monte Mario u sióstr dominikanek w Rzymie. Wydobywa historię niezwykłego obrazu, którego autorstwo przypisuje się św. Łukaszowi Ewangeliście. W książce pt. „Madonna Świętego Łukasza. Skarb odnaleziony w Rzymie” rozszyfrowuje jedną z największych tajemnic początków malarstwa chrześcijańskiego. Zabiera czytelnika na pogranicze dziennikarskiego śledztwa, historii sztuki sakralnej i głębokiej teologii. Autor nie tylko opisuje dzieje ikony, która ocalała z pożarów, wojen, pogromów, ale analizuje jej wpływ na kulturę, wiarę i duchowość Rzymu. Wnika w teologiczne znaczenie obrazu oraz kontekst antropologiczny tego niezwykłego dzieła sztuki. Zaprasza czytelników do poznania tajemnicy tej ikony.
Tajemnice obrazów
Sekrety ukryte w obrazach to jeden z ciekawszych wymiarów ikonografii. W dziejach malarstwa jest przecież miejsce na tajemnicę, kryminał i sensacyjne odkrycia. Takich dzieł sztuki są setki. Fascynują, niepokoją, czekają na swoich odkrywców, a przede wszystkim zamianę stawianych hipotez w faktograficzną pewność. Wszak… „Tylko prawda jest ciekawa” (J. Mackiewicz). Aby dostrzec tę perspektywę wystarczy przywołać chociaż kilka takich obrazów, które poza walorami estetycznym, ewokują treści zaszyfrowane w obrazie lub swojej legendzie.
Wszyscy znamy dzieło Petera Bruegela zw. Starszym pt. “Rzezi niewiniątek”, ale historia wymuszania zmiany koncepcji i przemalowywania obrazu równie intryguje. Trzykrotnie Bruegel zamalowywane swoje dzieło ze względu na naciski cesarza Rudolfa II, do którego praskiej kolekcji obraz trafił. W celu uniknięcia kontrowersji, być może ze względu na ówczesną tzw. poprawność polityczną, przedstawioną rzeź i mordowanie dzieci przemalowano, zmieniając je w scenę grabieży bydła i żywności. Doprowadziło to do całkowitej metamorfozy wymowy obrazu. Scena biblijna w zamyśle malarza była alegorią prześladowań niderlandzkich protestantów dokonywanych przez hiszpańskie wojska okrutnego księcia Alby. Praca była wstrząsającym komentarzem do szesnastowiecznej sytuacji politycznej, a pod wpływem nacisków w znacznym stopniu zatraciła swoją pierwotną wymowę.
Podobnie sensacyjna wydaje się opowieść o jednym z zaginionych obrazów Leonarda da Vinci. Do dziś historia przedstawienia wielkiego zwycięstwa Florencji w “Bitwie pod Anghiari” budzi olbrzymie emocje. Da Vinci ukończył dzieło, ale ze względu na eksperymentalną miksturę, którą użył w procesie twórczym i pod wpływem temperatury, rozpłynął się użyty wosk i spowodował spłynięcie farb, a tym samym dokonało się swoiste autozniszczenie. Jednak to pierwsza koncepcja, druga jeszcze istotniej rozbudza wyobraźnię. Ponoć dzieło przetrwało i zostało ukryte przez Giorgio Vasariego, który miał zabudować je murem, na którym popełnił własny fresk pt. „Bitwa pod Marciano”.
Z kolei „Wymarsz strzelców” (1642) Rembrandta, który znany jest bardziej jako „Straż nocna”, najprawdopodobniej skrywa zaszyfrowaną tajemnicę dramatycznych wydarzeń tzn. trzech kłamstw i jednego morderstwa. Malarz ukrywając je w kompozycji, pragnął zdemaskować fałsz i hipokryzję rządzących, a tym samym pokazać prawdę.
W tym kontekście oraz w kontekście wszystkich możliwych teorii spiskowych, historii alternatywnych czy po prostu braku wiedzy przedmiotowej, cóż może być bardziej mitotwórczego niż dzieje ikony, która według tradycji chrześcijańskiej przedstawia prawdziwą twarz Matki Boga. A autorem obrazu jest jeden z czterech Ewangelistów i do tego wierny uczeń charyzmatycznego św. Pawła z Tarsu. To wszystko czekało na swojego odkrywcę i… pojawił się Paul Badde.
Połączył fascynację obrazem z niezwykłym dziennikarskim zacięciem, które kazało mu drążyć temat, stawiać pytania, wertować dokumenty, docierać do źródeł i świadectw. Gdy wyrzucano go drzwiami, wracał oknem (sic!), aby rozszyfrować i udokumentować tę jedną z najbardziej skomplikowanych i dotychczas niewyjaśnionych historii. Do tego związaną z początkami ikonografii chrześcijańskiej i przestrzenią sacrum w dziedzictwie artystycznym Europy. Podjął się tego zadania, by dotrzeć do ikony Adwokaty, i spróbował zobaczyć w niej to, co prawdopodobnie św. Łukasz Ewangelista mógł widzieć w 49 roku w Jerozolimie, kiedy spotykał św. Pawła z Tarsu i towarzyszącą mu Maryję.
Czytanie ikony
Na pograniczu mitu, apokryfu, braku dokumentów czy relacji utrwalonych na piśmie… dotarcie do prawdy stanowiło nie lada zadanie badawcze. Autor „Madonny Świętego Łukasza. Skarbu odnalezionego w Rzymie” swoim pragnieniem odnalezienia obrazu i dotarcia do prawdy, przypomina w uporze i pasji odkrywcę homerowej Troi, Heinricha Schliemanna. Konsekwencja, cierpliwość badacza – dokumentalisty, ale i przysłowiowy łut szczęścia, doprowadziły go do ukrytego skarbu. Nie powinno dziwić więc, że historia najstarszej ikony Rzymu, uważanej za praobraz, kolebkę dziejów sakralnego malarstwa chrześcijańskiej Europy, tak go pochłonęła. Poszukiwanie i w końcu odnalezienie oryginału w Klasztorze Świętego Różańca na wzgórzu Monte Mario oraz rozszyfrowanie tajemnicy datowania, autorstwa podjął się doświadczony w swoim rzemiośle dziennikarz, ale i historyk sztuki, watykańska, badacz relikwii, politolog. Badde zawsze traktował swój zawód komplementarnie – nie oddzielał go od swoich osobistych fascynacji i swojej wrażliwości. Jego publicystyka łączyła pasję dziennikarską z głęboką refleksją nad duchowością i historią sztuki sakralnej. Potrafił ryzykować i głosić kontrowersyjne tezy. W tym przypadku śmiało sformułował hipotezę, że obraz ten jest wcześniejszy niż napisana przez św. Łukasza Ewangelia. Według Baddena młody św. Łukasz maluje obraz Matki Jezusa jeszcze przed spisaniem rozdziałów Ewangelii oraz Dziejów Apostolskich. Obraz w tej historii wyraźnie wyprzedza słowo. Napisał swoją pierwszą ikonę, kiedy dane mu było spotkać Maryję i zadać rewolucyjne pytanie, czy może sporządzić Jej portret.
Książka wydana w 2025 roku przez kielecką oficynę JEDNOŚĆ jest opowieścią o tym śledztwie, tej przygodzie badacza – reportażysty, biblisty i egzegety jednocześnie. Niezwykła tematyka i przedstawione wydarzeia, połączone są tu z wątkami autobiograficznymi. Badde bowiem chętnie opowiada o sobie, swoim życiu zawodowym, prywatnym, swojej wierze i głębokim zanurzeniu w katolicyzmie. Nie stroni od polemiki z krytykami sztuki, środowiskiem dziennikarskim i akademickim „ Bo jak w każdej religijnej wspólnocie również w nauce żywa jest zazdrość i zawiść, są papieże i są heretycy.” Wymienia i opisuje postaci, które pomogły mu lub przeszkadzały, w dotarciu do Advocaty. Wprowadza wiele dygresji, w których otrzymujemy niebanalne portrety kolejnych archeologów, ekspertów, naukowców np. Hilde Zaloscer, ojca Bernharda Marię Altera, Michaela Hesemanna, Alberta Christiana Sellnera czy Salesi Bonderberg. Reportaż jest więc wielowątkowy, synkretyczny – zespolił żywioł biografistyki, naukowych rozważań z doświadczeniami odkrywcy, badacza, dziennikarza, fotografa i przede wszystkim wielkiego pasjonata sztuki sakralnej.
Sam Badde nie porównywał się do Schliemanna. Jako wielbiciel „wielkiej powieści szelmowskiej” Miguela de Cervantesa, myślał o sobie raczej jako o Sancho Pansie, który potrafi zachować się pragmatycznie w obliczu nieodgadnionych komplikacji materii i ducha. Tę rolę sobie powierzył, maskę sługi większej sprawy i wszechmocnego Pana.
Przy tym Paul Badde pisze z niezwykłą intensywnością, prowadzi czytelnika jak detektyw szukający zaginionego artefaktu i prawdy o nim. Książka jest pełna pasjonujących wydarzeń, zwrotów akcji i nieprzewidzianych okoliczności, co czyni ją niezwykle zajmującą literaturą faktu.
Obraz nad słowem. Pomiędzy Jerozolimą a Atenami
„Konkretnie jest to książka z gatunku non fiction, z końca epoki Gutenberga, o poszukiwaniu najstarszego obrazu Maryi, a więc książka, w której rzeczowo opisuję historię początku świata naszych obrazów.”
Św. Łukasz z syryjskiej Antiochii był z pochodzenia Grekiem. Towarzyszył św. Pawłowi w podróżach misyjnych. Napisał najdłuższą i najobszerniejszą Ewangelię spośród czterech. Razem z Dziejami Apostolskimi tworzy dwutomowe dzieło o początkach chrześcijaństwa. Tylko on opisuje wydarzenia w Betlejem tak szczegółowo. To dzięki niemu znamy scenę zwiastowania, narodziny Jana Chrzciciela, pasterzy, kantyki: Magnificat, Benedictus, Nunc dimittis. Tylko u Łukasza znajdziemy przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, perykopę o synu marnotrawnym, scenę nawrócenia Dobrego Łotra.
Są więc historie, które muszą mieć dodatkowe źródło wiedzy i dla Baddego tym źródłem są hipotetyczne rozmowy z Maryją w czasie malowania portretu. Bowiem tylko Matka Jezusa mogła to wszystko opowiedzieć portreciście. Pozowanie do obrazu wymaga uważności i czasu. A to podstawa fascynującej rozmowy. Paul Badde nie ma wątpliwości, twierdzi, że właśnie tak było, bo skąd inaczej mógł to wszystko wiedzieć św. Łukasz, który nigdy nie spotkał się osobiście z Jezusem z Nazaretu. Symbolem św. Łukasza jest wół, który w tradycyjnej ikonografii oznaczał ofiarę, a jego Ewangelia zaczyna się od kapłańskiej ofiary Zachariasza w świątyni. Jest więc w tym coś wyjątkowego.
To św. Łukasz, utalentowany lekarz, malarz i przyszły pisarz, namalował portret Maryi, portret kobiety, czego nie robiliby jego żydowscy bracia w wierze, ponieważ Izraelitom nie wolno było malować wizerunków ludzi. W judaizmie istniał całkowity zakaz przedstawiania osoby, zarówno Boga jak i człowieka. „Dlatego w starym Izraelu nie było malarzy ani rzeźbiarzy, o których byśmy cokolwiek wiedzieli. (…) To się dopiero zmieniło w wyniku długiego, trwającego całe stulecia współzawodnictwa żydowskiego świata słów z bogactwem obrazów świata chrześcijańskiego.”
Dodatkowo Paul Badde stwierdza, że św. Łukasz „napisał tę ikonę jako pierwszy rozdział swojej Ewangelii”, jako swoisty rudyment, jako uwerturę do późniejszego pisarstwa. Nie tylko stworzył prawdziwy portret Maryi, pod koniec Jej życia, ale jednoczenie – zdaniem autora – dokonał rewolucyjnego przełomu w sztuce. Tym wizerunkiem Matki Boskiej dokumentuje zmianę paradygmatu z żydowsko – chrześcijańskiego na chrześcijański. „To była cicha erupcja naszego świata obrazów i to wszystko, co widzimy dziś za kratą.” To był fundamentalny przełom w historii sztuki sakralnej. A przy tym ikona Orędowniczki miała być „…interaktywną ikoną modlitwy, dokonującej się pomiędzy obrazem a osobą patrzącą, do której Maryja zwraca się bezpośrednio.” Pierwszy patrzy św. Łukasz i maluje, a właściwie pisze, bo wszak ikony pisze się.
Przedziwna
Ta książka to również katalog utrwalonych w ikonografii wizerunków maryjnych, przegląd najbardziej rozpoznawalnych rzymskich ikon i obrazów. Planetarium sztuki chrześcijańskiej, choć nie tylko. Na tym tle sprawą kluczową, zagadką staje się słowo o łacińskiej etymologii Advocata lub greckiej Hagiosoritissa. W jednym i drugim wypadku oznacza ikonę ciszy i wstawiennictwa. Od obrazu św. Łukasza tak zaczęto określać postać Maryi. Sekret Jej wizerunku autor książki czyni podstawowym tematem. Poszukiwania ikony Advocaty prowadzą Baddego nie tylko do archiwów watykańskich, bibliotek uniwersyteckich i klasztornych, wnikliwą lekturę Pism Starego i Nowego Testamentu, historię, ale i na Bliski Wschód, na ziemie biblijne, do Jerozolimy, Leddy, a następnie do Rzymu.
„Praobraz historii sztuki” to wczesnochrześcijański typ ikony maryjnej przedstawiający modlącą się Matkę Bożą. Mamy do czynienia z tzw. orantką, z rękami uniesionymi w geście błagalnej modlitwy, jednoznacznie wstawienniczej. Ikona napisana została w technice enkaustycznej (wypalonej, woskowej), znanej z około 800 odnalezionych portretów na cmentarzyskach oazy w Fajum.
Warto nadmienić, że enkaustyka była starożytną techniką malarską, opartą o mieszaninę płynnego wosku i żywicy z drzewa mastyksowego, połączoną z pigmentami. Tak przygotowane farby nakładano na drewniany podkład na gorąco. Dzięki temu obrazy były odporne na wilgoć i latami zachowały świeżość barw. Metoda ta rozwinięta przez starożytnych Egipcjan przeżywała rozkwit w czasach Cesarstwa Rzymskiego, potem w IV wieku po Chrystusie, zaczęła stopniowo zanikać, by ostatecznie popaść w zapomnienie. „Obraz ma około jednego łokcia szerokości i półtora łokcia wysokości. Włosowate spękania kreślą Jej twarz w kolorze łanu żyta i koralowe usta (…). Tylko twarz zachowała nieporównywalny z niczym blask uchroniony przed całkowitym zniszczeniem i rozkładem – wizerunek nieskończenie bliski. (…) Nie spogląda ze smutkiem. Jej dłonie są pokryte złotem i skierowane w prawą stronę, jakby wskazywały drogę”.
Polskie ślady Hagiosoritissy
Warto zwrócić uwagę na rozdziały poświęcone wizycie autora „Madonny Świętego Łukasza. Skarbu odnalezionego w Rzymie” w Polsce w 1979 roku. Obserwacje Baddena przynoszą bardzo interesujący obraz upadającego komunizmu i rzeczywistości schyłkowego PRL-u oczyma przybysza zza żelaznej kurtyny. Autor nie ukrywa też wielkiej fascynacji polskim papieżem św. Janem Pawłem II. Czytelnicy mogą być zaskoczeni trafnością przedstawienia końca lat 70. i 80. Spostrzeżenia autora dotyczące religijności i bezprecedensowej potrzeby sacrum w życiu polskiego narodu brzmią przejmująco sugestywnie. Zwłaszcza, że pisze to Niemiec z pochodzenia, obciążony rodzinnie nazistowską przeszłością. Praca Baddena, reportera opisującego rzeczywistość, przynosi pełne życzliwości obrazy mijanych miast i wsi oraz mieszkańców. Niebywała gratka dla tych, którzy szukają obrazów Polski w literaturze obcojęzycznej. „Nie mówiliśmy po polsku ani słowa, lecz używaliśmy języka katolickiego, co ułatwiało porozumienie, zwłaszcza przez wzgląd na nowego papieża, który razem ze związkiem zawodowym Solidarność, prowadząc ryzykowną grę z przepotężnym sąsiadem Związkiem Radzieckim, rozniecił w Polsce ducha wolności. Szybko zauważyliśmy, że mimo tego całego upadku, w tym kraju było światło. A światłem tym były kościoły.”
Oczywiście, najobszerniejsze fragmenty dotyczą ikony Matki Boskiej Częstochowskiej, bo to są tropy dotarcia do praobrazu. Rozdział poświęcony ikonie Czarnej Madonny z Jasnej Góry, która również należy do prastarego typu ikonograficznego, noszącego tytuł Hodegetri zwaną Hodigitrią, czyli po prostu wskazująca drogę. Została pierwotnie stworzona za pomocą tej samej techniki enkaustycznej jak Advocata. To niezwykle zaciekawiło Paula Baddego. Szukając podobieństw między ikonami, powołuje się na jeden z przekazów według którego jasnogórski obraz miała przekazać swojemu synowi, Konstantynowi, cesarzowa Helena w 326 r. n. e. w Konstantynopolu. „W XIV wieku dotarł on do Europu wschodniej najpierw jako posag pewnej bizantyjskiej księżniczki, a stamtąd w roku 1384, dzięki Władysławowi Opolczykowi, do klasztoru węgierskich mnichów, paulinów, sprowadzonych na Jasną Górę.” Zanim uczyniono Czarną Madonnę Królową Polski, wiele lat wcześniej klasztor najechali husyci i poważnie uszkodzili ikonę. „Obraz rzucili na podłogę, a ten rozpadł się na trzy części, co wówczas oznaczało katastrofę. Ikonę przewieziono niezwłocznie na dwór królewski do Krakowa, gdzie najlepsi rzemieślnicy zajęli się jej ratowaniem, niestety bez powodzenia. Specjaliści próbowali naprawić ikonę temperą, aż odkryli, że została namalowana za pomocą techniki enkaustycznej, polegającej na użyciu farb zmieszanych z pszczelim woskiem. Dlatego usunięto z obrazu wosk i wykonano na nowo ikonę żywej Madonny, używając tempery (…) udało się usunąć zranienia po uderzeniu mieczem, ale nie udało się usunąć blizn.”
Obraz obrazowi nierówny – niedostatki wydania
Niestety, pod względem edytorskim książka nie zachwyca. Ilustracje, które w tej pracy odgrywają kluczową rolę, są w bardzo kiepskiej jakości. Czarno białe, które otwierają każdy rozdział, są praktycznie nieczytelne. Jakością przypominają gazetowe wydania dawnych dzienników. Omawiane detale analizowanych ikon czy płótna z Manoppello, które stanowią immanentną częścią tej opowieści, w szacie graficznej są praktycznie niedostrzegalne. W tej publikacji czytelnik ich nie dojrzy. Podobnie jest z kolorowymi ilustracjami, zamieszczonymi na szesnastu zgrupowanych obok siebie stronach. Zostawiają także sporo do życzenia. Edycja książki nie jest jej mocną stroną. Wypada trochę groteskowo, ponieważ autor bardzo często pisze, że w trakcie poszukiwania najstarszej ikony Maryi, wykonuje pełną dokumentację fotograficzną i zachwyca się tym, że udało mu się po raz pierwszy dokonać tego w jakości cyfrowej.
Publikacja wydawnictwa JEDNOŚĆ pod tym względem rozczaruje, i to bardzo. Odbiera radość podążania tropami autora, dostrzegania ikonograficznych detali, które są niezbędne do zrozumienia drogi jaką przez dwadzieścia lat badań przeszedł Badde, a wyniki których doprowadziły go do odkrycia najstarszego wizerunku Maryi i zgromadzeniu argumentacji o autorstwie św. Łukasza Ewangelisty. Prace autora charakteryzowały się niezwykłą precyzją w przeprowadzaniu kwerendy, konfrontacji danych, zaskakujących porównań i odkryć, w tym detali dostrzeganych na pisanych ikonach, fakturze drewna, składzie użytych farb. Wielka szkoda, ale tej przyjemności poznawczej zupełnie nie otrzymamy.
Przekład
Tłumaczenia na język polski dokonała Małgorzata Machoń. Jednak polszczyzna przekładu jest raczej mało staranna. Mamy wrażenie braku troski, aby „…dać odpowiednie rzeczy słowo”. Nadużywanie cudzysłowu i zdań parenetycznych, uboga synonimika, dobór słów przypominający raczej przekłady internetowych przeglądarek niż wnikliwą pracę translatorską. Język ubogi, mało wyrafinowany styl.
Jako niezbyt chlubny przykład tego typu zabiegów translatorskich można przywołać chociażby liczbę nadużycia np. przymiotnika leciwy . Czytamy o „… już wtedy leciwym papieżu Janie Pawle II”, leciwym księdzu przy ołtarzu w kaplicy klasztoru na Monte Mario, o leciwej Hildzie Zaloscer, leciwym turyście, leciwej zakonnicy… etc. Brzmi anachronicznie? Oczywiście, i do tego niezbyt elegancko. Słowo leciwy ma świetne synonimy: sędziwy, wiekowy, w podeszłym wieku, w jesieni życia… etc. Tylko szkoda, że zostały pominięte!
Styl tłumaczenia gubi się w eklektyce języka, niejednorodności i braku wyraźnego idiolektu pisarza, który znany jest z odrębności swojej poetyki. Odnosimy wrażenie, że tłumaczka sama trochę się zgubiła. Stare porzekadło – za Fra Angelico – mówi, że sztuka potrzebuje czasu, a my dodamy praca translatora również. Zauważamy pewną chaotyczność stylu, składniowe rozchwianie i ubóstwo leksykalne. A jest to książka, która z założenia lingwistycznie winna być przebogata. Narracja rozciąga się pomiędzy naukowością a potocznością, pomiędzy językiem teologii, mistyki a religią. Między biblistyką a egzegezą, kanonem a apokryfem, prawdą a mitem, Paul Badde porusza się bardzo swobodnie, a tłumaczenie tego nie pokazuje, gubi tę lekkość.
Opinie czytelników o książce są najczęściej pozytywne. Wielu odbiorców docenia przede wszystkim to, jak wciągająca i przekonująca jest przedstawiona historia. Zwraca się uwagę na to, że reportaż inspiruje do głębszych przemyśleń i otwarcia się na nowe perspektywy w rozumieniu chrześcijaństwa i katolicyzmu jako istoty kultury cywilizacji Europy. Lektura staje się jednocześnie pouczająca i głęboko poruszająca. Paul Badde zdołał stworzyć dzieło, które zarówno edukuje, jak i angażuje emocjonalnie czytelnika. Ta publikacja to prawdziwy gejzer wiedzy i emocji. To opowieść, która nie tylko informuje, ale i formuje, nadaje kształt. Jest to świadectwo mocy wiary i badawczej determinacji w poszukiwaniu tego, co święte. Nie ma tu sprzeczności, Paul Badde, z pasją, którą widać w każdym zdaniu, zaprasza nas do świata, gdzie historia i duchowość splatają się w niezwykłą całość.
Odszedł niedawno
Paul Badde jest autorem bestsellerów np. „Jerusalem, Jerusalem”, „Guadalupe. Objawienie, które zmieniło dzieje świata”, „Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”. Jego twórczość łączyła warsztat reportera z głęboką refleksją nad duchowością oraz znakomita znajomość historii sztuki sakralnej. Praca wykracza poza zwykłe dziennikarstwo, stając się esejem o poszukiwaniu prawdy, która łączy naukę, historię i duchowość. Ta książka to nie tylko zbiór faktów, ale również opowieść o ludziach, którzy w różnych epokach poświęcali swoje życie, by odkryć i chronić tę niezwykłą ikonę. Jego śledztwo to prawdziwa gratka dla miłośników historii, teologii i tych, którzy cenią sobie dobrze skonstruowaną, wciągającą narrację. To podróż, która nie tylko zaspokaja ciekawość, ale także inspiruje do głębszej refleksji nad podstawowymi pytaniami o życie, wiarę i autentyczność duchowych doświadczeń.
Paul Badde udowodnia, że potrafi pisać o wierze w sposób nowoczesny, a zarazem pełen szacunku, pokory i fascynacji wobec wiedzy i tradycji. „Madonna Świętego Łukasza. Skarb odnaleziony w Rzymie” to nie tylko opis ikony, ale opowieść o żywej obecności Maryi w historii Kościoła. To imponująca praca badawcza i swoisty confiteor autora, który sprawia, że po jej przeczytaniu, Advocata staje się dla czytelnika kimś więcej, dużo więcej niż obrazem.
Pod koniec życia Paul Badde przeniósł się z Rzymu do Manoppello, do miejsca, od którego tak naprawdę wszystko w jego pisarstwie się zaczęło. Odszedł po długiej chorobie, w wieku 77 lat, jesienią ubiegłego roku. W jednej ze swoich książek napisał, że ludzie nie chcą słyszeć o cudach, „bo widząc je, musieliby uwierzyć(…) Cuda są przeszkodą, bo wymagają, by upaść na kolana. A ludzie nie chcą padać na kolana przed nikim”. A on umiał to robić, wierny hierarchii wartości i spraw. Opowieść domyka się perfekcyjnie życiem, wiarą i sztuką. Św. Łukasz jest patronem lekarzy, artystów, historyków, introligatorów i wszystkich, którzy łączą wiedzę z wrażliwością. Możemy domniemywać, że taki jest reportaż, dokument, apokryf i praca badawcza Baddego. Warto przeczytać dzieło współczesnego autora, zadedykowane „Reginie Coeli, Królowej Nieba i wszystkich naszych dzieci.” i uświadomić sobie, że „Orędowniczka nie jest nieosiągalną Dulcyneą, której na próżno szukał Don Kichot z la Manchy, Nie jest tylko marzeniem. Jest Krółową Polski i monarchinią obu Ameryk. Jest chaldejską madonną i prawdziwą matką łagodności i pociechy (…) Ikona św. Łukasza opowiada i odbiera mowę. Jest cudem ujętym w obrazie tak ewangelicznym, jak Ewangelia nieziemsko pięknym. Jest matrycą wszystkich maryjnych obrazów.”
Polecam szczerze. Zajmujące dzieje! Zaskakująca lektura!
Uczta, prawdziwa uczta dla ducha i intelektu! Po prostu warto.
Cytaty pochodzą z recenzowanej publikacji.
Wydawnictwo Jedność
Jolanta Szacik – Jankowska