Odrzucona przez armię. Została legendą Krymu

Odrzucona przez armię. Została legendą Krymu

Brytyjskie instytucje wielokrotnie odmawiały jej prawa do pomocy rannym. Nie poddała się jednak i na własną rękę dotarła na front wojny krymskiej. Ten niezwykły fragment książki pt. „Lekarze na froncie. Jak działania wojenne zmieniły medycynę” pokazuje, jak upór jednej kobiety zmienił los wielu żołnierzy.

Wyobraź sobie, że leżysz ranny w nieznanym sobie miejscu, a w powietrzu unosi się przerażający bitewny smród. Pośród całej tej krwi, wrzasków i chaosu dostrzegasz raczej przygarbioną, jaskrawo ubraną czarną kobietę, która powoli zmierza w twoim kierunku w towarzystwie dwóch mocno obładowanych mułów. Co więcej, nie wygląda na zbytnio zaniepokojoną. Nagle wydaje z siebie gromki okrzyk, bezceremonialnie zsiada z muła i podchodzi do siebie z szerokim, uspokajającym uśmiechem na twarzy. Ta niezwykła, choć niewątpliwie urocza dama to pani MarySeacole, a ty masz szczęście. Zapewne tę bitwę przeżyjesz.

Florence Nightingale dzięki pracy na Krymie osiągnęła spory sukces piarowski, jednak dbając o własną reputację, nie wspominała o pewnej pielęgniarce, która w znacznym stopniu przyczyniła się do poprawy sytuacji brytyjskich żołnierzy. Tymczasem już sam widok tej wesołej, towarzyskiej kobiety, która pojawiała się na polu bitwy ze swoimi lekarstwami, przynosił psychiczną i fizyczną ulgę każdemu rannemu. Mary Seacole (1805–1881) jeszcze za życia osiągnęła status celebrytki i cieszyła się szacunkiem zmiennej wiktoriańskiej opinii publicznej, która dzięki licznym artykułom prasowym poznała umiejętności, a także skalę jej współczucia i odwagi.

Wielu współczesnych historyków uważa, że miała dużo większy wpływ na stan i kondycję żołnierzy na Krymie niż Nightingale. Wizerunek Florence był przecież na wyrost w stosunku do jej osiągnięć, a do tego dochodziło protekcjonalne traktowanie konkurentki. Nie powinno się umniejszać zasług, którymi ta niezwykła kobieta wykazała się w ciągu swojego życia.

Mary Seacole lub „Mateczka Seacole”, jak czule nazywali ją żołnierze, urodziła się w 1805 roku w Kingston na Jamajce i została ochrzczona jako Mary Jane Grant. Jej ojciec James był nadużywającym alkoholu szkockim oficerem, którego oddelegowano na Karaiby w ramach brytyjskiego kontyngentu wojskowego. Jej matka, również nosząca imię Mary, była wpływową Kreolką (osobą o mieszanym, europejsko-afrykańskim pochodzeniu) i specjalizowała się w tradycyjnych jamajskich ziołach i lekarstwach. Prowadziła Blundell Hall, wówczas jeden z najlepszych hoteli w Kingston, gdzie opiekowała się niepełnosprawnymi żołnierzami oraz ich żonami. I w takim właśnie świecie dorastała Mary, choć warto podkreślić, że swoją wiedzę medyczną zawdzięczała nie tylko matce.

Władze zakwalifikowały ją jako Mulatkę, osobę urodzoną w małżeństwie wielorasowym. Tyle że, technicznie rzecz biorąc, była Kwateronką, czyli osobą z jednym rodzicem pochodzącym ze związku wielorasowego i jednym białym. Wiele lat później Seacole napisała: „Mój ojciec był żołnierzem wywodzącym się ze starej szkockiej rodziny i to jemu często zawdzięczam przywiązanie do obozowego życia i sympatię do tego, co moi przyjaciele – jak słyszałam – nazywali »chwałą, przepychem i całą dumą wojny«”.

Jako żołnierz James Grant miał chronić Jamajkę przed ewentualną inwazją. Wyspa przeszła w ręce Wielkiej Brytanii 10 maja 1655 roku, kiedy to admirał William Penn i generał Robert Venables wydarli ją z rąk Hiszpanów. W czasach Seacole była już jednym z wielu klejnotów w imperialnej koronie i uchodziła za czołowego producenta cukru na świecie. Jej czarnoskóra ludność, tak zwani Maroni, została sprowadzona przez Brytyjczyków z Afryki do pracy na plantacjach cukru jako niewolnicza siła robocza. W 1800 roku, zaledwie pięć lat przed narodzinami Mary, jej liczba dziesięciokrotnie przewyższała liczbę białych mieszkańców wyspy i wynosiła około 300 tysięcy osób. W efekcie władze nieraz musiały stawiać czoła jej buntom.

Niektórzy brytyjscy żołnierze na początku XIX wieku uważali zesłanie na Karaiby za wyrok śmierci. Wynikało to głównie z szerzących się tam epidemii żółtej febry, cholery, malarii i tyfusu plamistego. W pewnym momencie liczba ochotników spadła do tego stopnia, że dowódcy musieli zacząć przyjmować do armii byłych niewolników. W 1807 roku wprowadzono tzw. Mutiny Act, który przyznał wolność wszystkim czarnym mężczyznom służącym w brytyjskich siłach zbrojnych. W efekcie otrzymywali oni taki sam żołd i racje żywnościowe jak biali żołnierze, a także podlegali tym samym karom. Wraz z uchwaleniem aktu wprowadzono jednak nową formę nierówności. Czarni żołnierze wstępujący do pułków zachodnioindyjskich trafiali do wojska na całe życie, podczas gdy ich biali koledzy zaciągali się na siedem lat. Na papierze wyglądało to nie najgorzej, ale w rzeczywistości w szeregach armii wciąż panował rasizm.

10 listopada 1836 roku w Kingston na Jamajce Mary Grant poślubiła Anglika, Edwina Horatio Hamiltona Seacole’a. Jej wybranek był oficerem marynarki wojennej i uchodził za nieślubnego syna Horatio Nelsona i jego kochanki, lady Hamilton. Ostatnia wola i testament Mary Seacole zaprzeczyły tej teorii – wynikało z nich, że Edwin był nie tyle potomkiem, co chrześniakiem Nelsona. Przygarnął go i wychował jak syna niejaki Edwin Thomas Seacole, lokalny „chirurg i aptekarz”, a także położnik.

Buńczuczna, niewzruszona Mary Seacole była mile widziana na każdym polu bitwy. Prawdopodobnie uratowała więcej ludzi niż jej biała odpowiedniczka, pani Nightingale.

Edwin nie prowadził zbyt zdrowego trybu życia i zmarł w 1844 roku. W tym czasie odeszła również matka Mary. Dziewczyna nigdy nie wyszła powtórnie za mąż, wolała się poświęcić prowadzeniu hotelu, a następnie pomaganiu rannym na linii frontu. Sześć lat po śmierci męża leczyła już ofiary epidemii cholery, która zabrała ponad 32 tysiące Jamajczyków. Robiła to na tyle skutecznie, że jej pracę doceniono w późniejszych latach. Pisała: „Zdobyłam reputację sprawnej pielęgniarki i lekarki, a mój dom był zawsze pełen weteranów, ofi cerów i ich żon z Newcastle lub sąsiedniego Up-Park Camp. Czasami miałam pod swoim dachem chirurga wojskowego lub marynarki wojennej, od których zawsze otrzymywałam cenne wskazówki i instrukcje. Udzielali mi ich, gdyż znali moje zamiłowanie do zawodu. Wspierali mnie ochoczo i z życzliwością, której nigdy nie zapomnę”.

Tekst jest fragmentem książki Lekarze na froncie, która czeka na Ciebie tutaj:

(…)Mary podobno była gorącą patriotką i wielokrotnie odwiedzała Wielką Brytanię, choć jej lojalność i miłość do kraju nie zawsze były odwzajemniane. To właśnie podczas jednej z takich wypraw Seacole usłyszała o wojnie krymskiej. Niepokojące artykuły prasowe poruszyły ją do tego stopnia, że złożyła do War Office, brytyjskich władz medycznych, wojskowego wydziału medycznego i sekretarza wojny prośbę o pozwolenie na wyjazd na Krym i opiekę nad chorymi i rannymi żołnierzami. Na każdym kroku spotykała się z odmową. Niektórzy twierdzą, że próbowała nawet dołączyć do pielęgniarek Florence Nightingale. Damy z Lampą nie poznała jednak osobiście – podobno została odprawiona przez jedną z jej asystentek. Głęboko rozczarowana odmową, zauważyła:

„Czy to możliwe, że amerykańskie uprzedzenia do koloru skóry zakorzeniły się również i tutaj? Czy te panie wzbraniały się przed przyjęciem mojej pomocy, ponieważ moja krew płynęła pod nieco ciemniejszą skórą?”.

Mary nie była osobą nieśmiałą. Od razu zaprotestowała, podkreślając swoje doświadczenie, doskonałe referencje, a nawet znajomości wśród żołnierzy z pułków, którymi zajmowała się jeszcze na Jamajce. Uważała, że mogłaby się przydać wojskom stacjonującym na Krymie z uwagi na swoją szeroką wiedzę na temat cholery, którą zaraziła się i z którą się uporała. Niezrażona podjęła kolejną próbę dostania się na Krym – tym razem złożyła wniosek o zasponsorowanie wyjazdu. Spotkała się ze stanowczą odmową ze strony Crimean Fund, organizacji charytatywnej zbierającej datki na leczenie rannych w wojnie krymskiej. Mimo wszystkich przeciwności losu nadal szukała sposobów, aby dostać się na miejsce. Wierzyła, że jest w stanie zrobić wiele dobrego dla walczących żołnierzy. Zrządzeniem losu Thomas Day, krewny jej zmarłego męża, wybierał się na Krym w interesach. Po kilku rozmowach zgodziła się założyć z nim spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, znaną jako „Seacole and Day”.

27 stycznia 1855 roku Seacole wyruszyła w podróż do Stambułu na pokładzie holenderskiego statku „Hollander”. Uzbrojona w list polecający, spotkała się z Florence Nightingale w słynnym szpitalu wojskowym Scutari w Turcji, o czym wspomina w swojej autobiografii:

Po pół godzinie zostałam dopuszczona do panny Nightingale. Postać drobna, w stroju pielęgniarskim; z twarzą bladą, łagodną, a przy tym stanowczą, spoczywającą miękko w dłoni jasnej ręki, podczas gdy druga podpiera łokieć; pozycja ta nadaje jej obliczu żywy i raczej świadomy, pytający wyraz. Kobieta stoi luźno, a jednak uważnie mnie obserwuje. Najwyraźniejszą oznaką jej zniecierpliwienia pozostaje lekki, być może nieświadomy ruch mocno postawionej prawej stopy. Tak, to Florence Nightingale, ta Angielka, której imię nigdy nie umrze, ale brzmieć będzie w uszach Brytyjczyków niczym muzyka, i to aż do godzin zagłady. Przeczytała list doktora F., który leżał na stole obok niej, i pyta w łagodny, ale wybitnie praktyczny i rzeczowy sposób: „Czego pani oczekuje, pani Seacole? Czegokolwiek, co możemy dla pani zrobić? Jeśli leży to w mojej mocy, będę bardzo szczęśliwa”.

Opowiedziałam jej więc o moich obawach dotyczących nocnej podróży kaikiem i o niewielkich szansach na odnalezienie w ciemnościach „Hollandera”. Z pewną dozą niepewności zaapelowałam o gościnę, oferując w zamian opiekę nad chorymi przez całą noc. Niestety, z wielu powodów w szpitalu w Scutari miejsce choćby dla jednej osoby nie było łatwe do znalezienia; w końcu jednak udało się znaleźć niezajęte łóżko w szpitalnej pralni.


Lekarze na froncie. Jak działania wojenne zmieniły medycynę, Martin King, Wydawnictwo RM. Rozdział 6, s. 99-105.

Comments are closed.