Yasheng Huang, Zmierzch Wschodu. Jak Chiny stały się potęgą i czy grozi im upadek
Jeśli komuś wydaje się, że zna Chiny, jest w ogromnym błędzie. I Autor książki Zmierzch Wschodu daje nam o tym dosadną lekcję. Już sam tytuł jest ogromnie przewrotny, ale o tym musicie przekonać się czytając tę naprawdę wyjątkową pozycję.
Książka Zmierzch Wschodu jest powalająca pod każdym względem. Jest naszpikowana ogromną dawką informacji. Nie tylko ukazuje mankamenty chińskiego systemu rządzenia, ale i niuanse, które pozwalają Chinom ubiegać się o miano światowego lidera z każdej dziedziny – od nauki, przez gospodarkę na technologii kończąc.
To zarazem zimna kąpiel dla tych, którzy ślepo zachwycają się chińską „merytokracją”, jak i ożywczy całus dziejów państwa, które ogromnymi garściami czerpie ze swej tradycji. A przecież u nas, na Zachodzie jest na odwrót – odrzucamy wszystko to, co było, nie dając nic w zamian. Z lektury wyłania się obraz nacji niezwykle przedsiębiorczej oraz inteligentnej i sprawnej autokracji. Już to samo zachęca do lektury…
Shi Huangdi – człowiek, który stworzył Chiny
Aby zrozumieć Państwo Środka, trzeba sięgnąć do kilku ważnych dynastii, które stały się fundamentem trwałości chińskiej cywilizacji, tradycji, filozofii czy prawodawstwa. Jedną z nich jest niewątpliwie osoba Pierwszego Cesarza. Więc do rzeczy.
Na zachodniej granicy świata chińskiego leżało królestwo Qin. Posiadało ono sprawną machinę państwową, która opierała się na scentralizowanej administracji oraz na silnej i dobrze wyposażonej armii, wyspecjalizowanej w odpieraniu armii barbarzyńców, którzy nieustannie krążyli wokół Państwa Środka.
W 247 roku p.n.e. władzę nad państwem Qin przejął niezwykle ambitny król (wang) Yingcheng. Dość szybko nowy władca Qin rozpoczął zajmowanie kolejnych królestw i księstw chińskich – Han, Zhao (Czao), Wei, Qu (Chu), Yan i Qi (Chi). Zjednoczenie polityczne wszystkich księstw i królestw chińskich dokonało się ostatecznie w 221 roku p.n.e. Zwycięski Yingcheng (Jin Zheng) postanowił przyjąć tytuł Shi Huangdi (Pierwszego Cesarza).
Shi Huangdi wsparty przez prawnika Li Si dokonał reformy administracji w zjednoczonym kraju, podzielonym teraz na 36 prowincji (jun). Władca ujednolicił system pisemny, system miar i wag, zreformował system monetarny, wprowadzając jednolitą monetę. Zasłynął też jako wielki budowniczy – rozbudował sieć dróg cesarskich i kanałów irygacyjnych, a także rozbudował system murów obronnych.
Wielki Mur Chiński rozciągał się wzdłuż północnej granicy cesarstwa. Jego celem było zabezpieczenie Chin przez najazdami koczowniczych ludów, z wojowniczymi Xiongnu na czele. Shi Huangdi kilkakrotnie wyprawił się zbrojnie w dorzecze Xi Jang, świetnie nadające się pod kolonizację rolną.
Czując się istotą boską, godną nieziemskiej chwały, rozkazał zbudować w Xianyangu (obecnie Chang’an), stolicy państwa, okazały pałac królewski i jeszcze większy grobowiec, wokół którego zakopano tysiące terakotowych żołnierzy naturalnej wielkości. Terakotowa armia miała służyć cesarzowi w życiu pozagrobowym. Takiego projektu nigdy później nie dokonał żaden z władców Państwa Środka.
Cesarskie projekty budowlane przeprowadzane z ogromnym rozmachem pochłaniały nieprzeliczone ofiary w poddanych. Niechęć do rządów Shi Huangdi wzmacniała jego niezwykła surowość, a wręcz tyrańskie traktowanie Chińczyków.
Późniejsze legendy opowiadały, że robotnicy, którzy pracowali przy budowie Wielkiego Muru, padali jak muchy. Ich ciała miały być wrzucane do wnętrza budowli, co miało ułatwić jego budowę. Dotychczas nie odnaleziono szczątków tych nieszczęśników.
W opozycji do władcy stali przedstawiciele starej szlachty, pozbawionej przez zmiany ustrojowe poprzednich przywilejów i praw. Podobno duża część jej przedstawicieli była deportowana do innych części kraju.
Starą arystokrację popierała klasa ludzi wykształconych, którzy kierowali się filozofią konfucjańską. Zgodnie z ich poglądami władca powinien być ojcem dla swego narodu, a nie tyranem, traktującym Chińczyków jak swych niewolników. Nic przeto dziwnego, że cesarz usilnie starał się wyplenić każdy objaw nieprawomyślności.
W 213 roku p.n.e. Shi Huangdi rozpoczął wielką akcję “spalenia na stosie książek”, które mogły stanowić choćby najmniejsze źródło oporu wobec władcy. W ten sposób przepadły liczne zbiory literackie, które z pewnością mogłyby rzucić światło na wiele tajemnic historii starożytnych Chin.
KPCh a dynastia Qin według Yashenga Huanga
Jak się okazuje, Komunistyczna Partia Chin, wbrew temu, co głosi, mocno wspiera się na osiągnięciach tego władcy. Po pierwsze eliminuje każdy najmniejszy przejaw nieprawomyślności czy buntu. I to na każdym polu – od religii, poprzez elitę ekonomiczną na własnych towarzyszach kończąc.
Falungong zakazano za zrzeszanie się i wyrażanie krytyki wobec partii. Kościół katolicki miewa trudności w rozprzestrzenianiem się w Państwie Środka. Ponadto, aby tę pozycję jeszcze bardziej osłabić, KPCh powołała własny kościół, który podporządkowany jest woli partii.
Wielkie koncerny zagraniczne, o ile nie zgodzą się na warunki podyktowane przez partię, nie mają prawa wstępu na chiński rynek. Nawet we własnych szeregach trwa walka szczurów. Gdy tylko któryś z działaczy urośnie zbyt mocno, w kraju przeprowadza się akcje antykorupcyjne, w wyniku których owi partyjniacy upadają.
Wszystko ubrane jest w taką szatę, że nawet społeczeństwo z tego się cieszy – wszak, rządzący walczą z niesprawiedliwością, nawet kosztem własnych szeregów. Takie igrzyska dla ludu, ale pod kontrolą.
Partia komunistyczna jest niezwykle przebiegła. Stosuje wszelkie możliwe zabiegi, intrygi i insynuacje, i soft power, aby Chiny nie tylko pięły się ku górze, ale również po to, aby nikt nie mógł zachwiać pozycją jedynie słusznej partii.
Z całą cynicznością stosują nauki Su Zu i Machiavellego, stając się na tym polu niedoścignionym mistrzem. Nic dziwnego, że obywatele Chin są tak ślepo zapatrzeni, skoro partia na każdym kroku udowadnia swoją skuteczność.
Aż dziw mnie bierze, że to piszę, ale KPCh jest chyba najskuteczniejszą organizacją świata. Elastyczna niczym trzcina na wietrze. Przebiegła jak tygrys w zaroślach bambusa i energiczna niczym smok przyczajony do skoku.
A do tego świat kojarzy ją z twarzą niepozornej pandy, która stała się symbolem chińskiej przyjaźni. O ile miałem jakieś pojęcie o mankamentach chińskiej polityki, o tyle książka Yashenga Huanga pozbawiła mnie wszelkich złudzeń.
W dziele tego Autora znajdziecie wiele dowodów na to, że chińska partia komunistyczna jest przygotowana na wiele możliwych kryzysów, i że – zapewne – wyjdzie obronną ręką z każdego. Nie będę tutaj wnikał w szczegóły, ale inwigilacja obywateli, poparta realnymi korzyściami w ich życiu (wzrost zamożności, większy dostęp do pracy i służby zdrowia, większa swoboda w pewnych dziedzinach życia) czyni z niej nie tylko największą siłę globu (samych członków partii jest ponad 90 mln), ale i giganta, który mocno stąpa po ziemi. I nie należy sądzić, by sytuacja ta miała zmienić się w najbliższym czasie.
Książkę czyta się naprawdę świetnie. Momentami z zapartym tchem, zwłaszcza, gdy człowiek uzmysławia sobie precyzję mechanizmu stworzonego przez chińskich komunistów. Jednocześnie można poczuć przerażenie, że coś podobnego może mieć miejsce u nas na Zachodzie. Tym bardziej, że wielu naukowców czy biznesmenów z niezwykłym zachwytem spoglądają w kierunku Chin, chwaląc ich elastyczność, pomysłowość i przedsiębiorczość.
Konkluzją pozycji jest wniosek, że mimo upływu 4000 lat Chiny niewiele się zmieniły. Są nadal zarządzane przez elitę – kiedyś mandarynów, dziś „technokratów”, zamiast cesarza I sekretarza Xi Jinpinga, który zniósł limit kadencji prezydenta
Hanowie – kolejna cegiełka u stóp komunistów
Władcy z dynastii Han oparli się na konfucjanizmie, który najpierw stał się główną doktryną filozoficzną, a następnie religią państwową. Największy wpływ na to miał cesarz Wu Di (141-87 p.n.e.), zresztą najwybitniejszy władca z tej dynastii.
Wu Di nie cofał się przed walkami z feudałami, których mocno utemperował. Władca zaostrzył również prawo karne, kazał wybudować państwowe spichlerze, które miały zbierać zapasy zbóż na wypadek klęsk żywiołowych.
W administracji państwowej wprowadzono egzaminy – aby zdobyć odpowiednie stanowisko należało wykazać się należytą wiedzą, a nie pochodzeniem. Kandydaci na stanowiska w administracji musieli przechodzić specjalne egzaminy kompetencyjne. Władcy z dynastii Han stworzyli również cesarski uniwersytet działający od 124 roku p.n.e.
W czasie rządów Hanów w Państwie Środka świetnie rozwijało się rzemiosło artystyczne oraz astronomia. Wszystkie osiągnięcia Hanów sprawiły, że sami Chińczycy zaczęli zwać się Han ren, co znaczy „ludzie Han”.
Na początku I wieku w Chinach wybuchły zamieszki, a kraj pogrążył się w kryzysie polityczno-społecznym. Dynastia Han została obalona przez jednego z urzędników cesarskich, Wang Manga, który w lata 9-23 n.e. rządził jako pierwszy i ostatni władca dynastii Xin.
Uzurpator nie zdołał opanować pogarszającej się sytuacji, a jego rządy wzbudziły jeszcze większe rozgoryczenie. Sytuację Wang Minga pogorszyła seria klęsk żywiołowych, które stały się przyczyną wybuchu powstania Czerwonych Brwi. Około 25 roku n.e. do władzy powróciła dawna dynastia Han.
Odnowiona dynastia przystąpiła do reform gospodarczych i społecznych, ale wkrótce sytuacja w kraju ponownie uległa najpierw stagnacji, a później coraz wyraźniejszemu pogorszeniu. Władza centralna osłabła, a ster rządów zaczęli przejmować wybitni dowódcy wojskowi. W połowie II wieku wybuchło powstanie Żółtych Turbanów, które znacznie uszczupliło cesarski autorytet na korzyść chińskich generałów.
Na początku III wieku Hanowie upadli, a Chiny uległy podziałowi na liczne efemeryczne państewka. Ostatni władca z dynastii Han został zmuszony do abdykacji w 220 roku n.e., a cesarstwo zostało podzielone na trzy państwa (stąd wzięła się nazwa Epoka Trzech Królestw). Żadne z nich nie było w stanie ani zjednoczyć kraju, ani utrzymać hegemonii. Co więcej, szybko ulegały one kolejnym podziałom i zmianom dynastii.
Wprawdzie dynastii Han Autor poświęcił niewiele uwagi, ale myślę, że to co napisałem powyżej, stanowi wystarczające odniesienie do kwintesencji jego wypowiedzi. Tym bardziej, że epoka ta stanowi odzwierciedlenie wszystkich największych bolączek Chin, które nieprzerwanie od kilku tysięcy lat są tematem wciąż aktualnym. Trudności, z którymi, na razie skutecznie, radzi sobie KPCh.
Dynastia Tang
Dynastia Tang, założona przez Li Yuana, dawnego księcia Tang, dokończyła jednoczenia kraju, a wkrótce przeszła do ofensywy. Pod jej rządami znalazły się m.in. Tybet oraz południowo-wschodnia część Azji. Nowa dynastia wiele uwagi poświęcała rozwojowi handlu, wznawiając handel na jedwabnym szlaku.
Dzięki temu Czangan (Changan), stolica cesarstwa, przekształcił się w największe i najbardziej kosmopolityczne miasto świata. Okres rządów Tangów uważa się za okres największej potęgi Chin.
Tangowie doszli do przekonania, że należy odtworzyć silną władzę monarszą, toteż swe wzorce oparli na dynastii Han. Przywrócono silną pozycję władcy, „syna Niebios”, któremu należała się nieograniczona władza i posłuszeństwo poddanych.
Cesarz swą władzę sprawował przy pomocy silnie rozbudowanego aparatu urzędniczego, zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym. Wprowadzono ściśle określone normy prawne, według których wybierano urzędników, oraz według których mieli oni funkcjonować, skodyfikowano również prawa. Tangowie oparli się na neokonfucjanizmie, dbając o to, aby urzędnicy wychowywali się w duchu tradycji oraz działania ku dobru państwa.
Niestety ciągłe wojny i konflikty na dworze cesarskim spowodowały, że państwo zaczęło coraz silniej popadać w tarapaty finansowe. Co więcej, znaczna część ludności zubożała, co stało się powodem wybuchu kolejnych buntów ludności chłopskiej oraz drobnych kupców. W wyniku wojny domowej, cesarstwo rozpadło się na wiele samodzielnych państw (907-950). Ponownego zjednoczenia dokonała dynastia Song (960-1280).
Spadek po Tangach
Z książki dowiecie się czym były egzaminy keju, które zacementowały chiński system rządzenia. Nie czuję się na siłach, aby o tym sensownie i szeroko opowiedzieć. W każdym razie egzaminy te dawały możliwość awansu społecznego niższym warstwom społeczeństwa, kosztem arystokracji.
Tym samym władcy chińscy złamali nie tylko monopol na ich wpływy polityczne, ale również doprowadzili do wykształcenia się swego rodzaju „arystokracji intelektualnej”.
Główną cechą warstwy „mandarynów” był usztywniony model „kultury politycznej” cechujący się poprzez podporządkowanie się władcy na każdym poziomie. Chodzi między innymi o brak krytyki nawet za najgłupsze cesarskie decyzje.
Powielanie tradycyjnych postaw intelektualnych, które zabiły chińską przedsiębiorczość, a w dalszej perspektywie pozwoliły, aby Chiny zostały „przeskoczone” przez kraje Europy Zachodniej. Komuniści wyciągnęli z tego wnioski, i robią wszystko, aby coś takiego nigdy więcej się nie powtórzyło.
Dzięki wykorzystaniu wiedzy zdobytej na całym świecie, wespół z własnymi uwarunkowaniami wewnętrznymi, udało się chińskim rządzącym stworzyć system, który, mimo korupcji i silnych tarć wewnętrznych, potrafi skutecznie działać i przezwyciężać, jak dotąd, kryzysy.
Doświadczenie, wiedza i wzrost PKB stanowią współczesny odpowiednik dawnych egzaminów keju, co ma zapobiegać wypaczeniom systemu. Ponadto w wielu regionach pozwala się na eksperymentowanie, nie tylko z prawami, ale i z gospodarką, co przyczynia się do wzrostu konkurencyjności nie tylko wśród chińskich prowincji, ale i w nadawaniu tonu światowym trendom. Tym samym niweczy się skostnienie, które stało się zalążkiem upadku Chin cesarskich.
Zmierzch Wschodu – podsumowanie
Książka jest wspaniała. Yesheng Huang w swej ogromnej pracy sięgnął nie tylko do dawnych dziejów, ale poprzez nie ukazał nie tylko ciągłość chińskiej tradycji władzy, ale i… być może – przyszłość systemu komunistycznego w Chinach.
Wprawdzie nie ukazałem całości poruszanych w książce tematów, to wierzcie mi, warto po nią sięgnąć. Jest jak ożywczy deszcz po suszy naszych złudzeń dotyczących tego egzotycznego współczesnego imperium. Analiza dokonana przez Autora jest naprawdę dogłębna i tak doskonale udokumentowana, że nie sposób z nią polemizować. To jedna z najciekawszych lektur mówiących o Chinach jakie czytałem w życiu.
Książka Zmierzch Wschodu składa się z pięciu dużych części. Łącznie znajdziecie tutaj dziesięć rozdziałów, dających w sumie 558 stron niesamowitej dawki wiedzy o Chinach współczesnych i ich dziejowych implikacjach. Gorąco polecam każdemu, kto chciałby poczuć smak tego azjatyckiego tygrysa, który zagląda nam coraz wyraźniej przez ramię.
Wydawnictwo Prześwity
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prześwity.