Harvey Whitehouse, Dziedzictwo. Ewolucyjne początki współczesnego świata
Człowiek lubi myśleć o sobie jak o istocie rozumnej, samodzielnej i odpornej na stadne odruchy. Harvey Whitehouse w „Dziedzictwie. Ewolucyjne początki współczesnego świata” pokazuje, że pod nowoczesnymi technologiami, demokracją, reklamą, religią, wojną i polityką pracują stare mechanizmy: konformizm, religijność i plemienność.
Whitehouse jest profesorem antropologii społecznej na Uniwersytecie Oksfordzkim, a Oxford opisuje „Inheritance” jako książkę łączącą eksperymenty psychologiczne, badania terenowe i analizę dużych zbiorów danych wokół trzech uprzedzeń/skłonności: konformizmu, religijności i plemienności. Polskie wydanie ukazało się w PWN.
O autorze i o książce
Harvey Whitehouse bierze na warsztat pytanie proste, ale niewygodne: dlaczego ludzie tak łatwo kopiują innych, wierzą w niewidzialne porządki i gotowi są walczyć za grupę, znak, flagę, wspólnotę albo sprawę?
Dostrzegalne są trzy mechanizmy: konformizm, religijność i plemienność. Według autora przez tysiąclecia pomagały one budować wspólnoty, religie, imperia i armie, a dziś mogą napędzać polaryzację, przemoc, kryzys klimatyczny i społeczne rozpadanie się zaufania.
Konstrukcja książki jest dość klarowna: trzy główne skłonności zostają pokazane od strony ewolucyjnej, historycznej i współczesnej. Dla mnie najbardziej wartościowe fragmenty dotyczą mechanizmów społecznych, rytuałów, religii, fuzji grupowej i rozwoju złożonych społeczeństw, a najbardziej dyskusyjna pozostaje część końcowa, w której Whitehouse proponuje wykorzystanie tych samych skłonności do naprawiania świata.
Kiedy nauka wchodzi między plemię, rytuał i… reklamę
Najciekawsze w „Dziedzictwie” wydaje się samo przesunięcie perspektywy. Whitehouse nie pyta wyłącznie, co ludzie myślą. Pyta, dlaczego tak często myślą stadnie, rytualnie i lojalnościowo. Konformizm nie jest u niego zwykłą słabością charakteru. Religijność nie zostaje sprowadzona do prywatnej wiary. Plemienność nie oznacza wyłącznie politycznej agresji z Internetu.
Wszystkie trzy mechanizmy pracują głębiej: w dziecku, które kopiuje zachowania dorosłych, w społeczeństwie, które tworzy powtarzalne obrzędy czy w grupie, która przez wspólne cierpienie zaczyna czuć się jak rodzina.
Sophie McBain w „The Guardian” pisała o badaniach Whitehouse’a nad libijskimi bojownikami z 2011 roku i o pojęciu „fusion”, czyli silnego poczucia zlania się jednostki z grupą po wspólnych, emocjonalnie intensywnych doświadczeniach. U Whitehouse’a analiza przemocy nie zaczyna się od nienawiści, lecz od więzi. Żeby zrozumieć gotowość do poświęcenia, trzeba patrzeć także na miłość, lojalność i poczucie braterstwa.
Książka pozwala spojrzeć na współczesne spory. Mechanizmy, które Whitehouse opisuje, działają szerzej: w religii, polityce, konsumpcji, sporcie, reklamie, armii, mediach społecznościowych. Dla kogoś, kto zajmuje się komunikacją, kulturą albo narracją publiczną, może to być lektura bardzo użyteczna. Nie jako instrukcja manipulacji, bo takich instrukcji mamy już aż nadto.
Whitehouse pokazuje człowieka jako istotę zbudowaną z więzi, lęków, rytuałów i odruchów grupowych. Przypomina, że nowoczesny świat nie wyłączył plemienia, religijnego impulsu ani konformizmu. Zmienił im tylko scenografię.
Wielka teoria
Whitehouse porusza się przez tysiące lat, wiele kultur i gigantyczne procesy społeczne. Ostrożnie przechodzi między biologicznym determinizmem a koncepcją człowieka jako tabula rasa. Traktuje ewolucyjne dziedzictwo jako zestaw budulców, a nie prostą instrukcję obsługi ludzkości.
Mimo tego, nadal pozostaje ryzyko uproszczenia. Przy konformizmie, religijności i plemienności łatwo zacząć widzieć za dużo. Każda wojna, każda religia, każda moda, każda awantura polityczna nagle pasują do schematu. Książka może wtedy dawać czytelnikowi satysfakcję rozpoznania schematu, procesu.
Whitehouse próbuje pokazać, jak można wykorzystać konformizm, rytuały i poczucie wspólnoty do walki z kryzysem klimatycznym, konsumpcjonizmem, przemocą i polaryzacją. Brzmi odważnie, ale też momentami naiwnie. Nie przekreślałabym przez to całej książki. Przeciwnie.
Cieszę się bardzo, że nie jest to książka zamknięta w bezpiecznych ramach, ponieważ temat jest nie tylko bardzo ciekawy, ale też współcześnie bardzo ważny. I mimo, że książka momentami nuży, naprawdę warto przez nią przebrnąć.
Whitehouse stawia tezy, z którymi można się kłócić, ale przecież dobra książka popularnonaukowa nie musi podawać czytelnikowi wszystkiego na tacy tak, jak się tego oczekuje.
„Dziedzictwo” będzie dobrym wyborem dla czytelników zainteresowanych antropologią, religią, historią idei, psychologią społeczną, ewolucją kultury i mechanizmami współczesnej polaryzacji. Szczególnie dla tych, którzy lubią książki z szeroką perspektywą.
Nie polecałabym jej jako lekkiej popularyzacji do poduszki, chyba że ktoś lubi zasypiać przy wielkich teoriach cywilizacji (słodkich snów!). Książka wymaga cierpliwości, ale zamian oferuje język do rozmowy o tym, dlaczego ludzie tak chętnie wchodzą w role, grupy, rytuały i konflikty, nawet gdy są przekonani, że działają zupełnie samodzielnie.
„Dziedzictwo” to książka ambitna, mocna intelektualnie i chwilami irytująca w najlepszym sensie. Najpewniej warto ją czytać dla diagnozy, przykładów i narzędzi myślenia o wspólnocie. Do rozwiązań końcowych lepiej podejść z dystansem.
Wydawnictwo PWN
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska