Słowiańska magia ziół. Obrzędy, bóstwa, demony i rośliny

Słowiańska magia ziół |Recenzja

Karolina Lisek, Słowiańska magia ziół. Obrzędy, bóstwa, demony i rośliny

Często słyszę stwierdzenie, że czas leci coraz szybciej, dni niczym się od siebie nie różnią i przemijają nie wiadomo kiedy. Trudno powiedzieć, czy to świat przyspieszył, czy to my nakręcamy tę gonitwę. A gdyby tak… na chwilę zwolnić, wyjść do lasu lub na łąkę i przyjrzeć się przyrodzie? Słowiańska magia ziół stwarza ku temu idealną okazję.

Karolina Lisek to popularyzatorka wiedzy o kulturze, wierzeniach i życiu Słowian. Jest redaktorką naczelną Słowiańskiej Agencji Prasowej i prezeską Stowarzyszenia Krzewienia Kultury Słowiańskiej „JAWIA”, które organizuje wydarzenia takie jak coroczny konwent SLAVNI. Książka Słowiańska magia ziół. Obrzędy, bóstwa, demony i rośliny to efekt jej fascynacji tradycją i rolą roślin w magii ludowej oraz dawnych wierzeniach.

Słowiańska magia ziół – wydanie

Słowiańska magia ziół to nieco ponad 270 stron zamkniętych w twardej oprawie. Szata graficzna okładki przyciąga wzrok, a po lekturze mogę stwierdzić, że również oddaje klimat książki. Treść jest podzielona na cztery główne części, poprzedzone wstępem oraz rozdziałem o mitach słowiańskich i powstaniu roślin, domknięte zakończeniem oraz uzupełnione bibliografią i indeksem nazw.

Podział treści odzwierciedla roczny cykl obrzędowy Słowian. Rośliny są przyporządkowane do pór roku zgodnie z ich występowaniem i/lub wykorzystywaniem w obrzędach.

Słowo o roślinach

Książki o słowiańskich wierzeniach, magii czy mitologii pojawiają się jak grzyby po deszczu. Część z nich opiera się na rzetelnych źródłach, inne to dość swobodna interpretacja dostępnych materiałów. Tym bardziej ciekawiło mnie podejście Karoliny Lisek.

Autorka zapewniła, że Słowiańska magia ziół to nie kolejna słowiańska wersja wicca. Postawiła siebie raczej w funkcji reporterki, która zbiera informacje, a jeśli przedstawia swoje opinie lub założenia, to wyraźnie to zaznacza. Mnie takie podejście bardzo odpowiada.

Druga ważna sprawa – autorka zaznacza, że w wielu przypadkach trudne lub niemożliwe jest stwierdzenie, czy dane wierzenia pochodzą z kultury przedchrześcijańskiej, czy pojawiły się później. Brakuje nie tylko źródeł pisanych, ale i materialnych, które utrwaliłyby podejście Słowian do roślin. Dopiero późniejsze wieki przyniosły nieco informacji na temat „pogańskich” praktyk, które wcale nie tak łatwo dały się wymazać z chrześcijańskiej Polski. To ważne, bo nie tworzy przekonania, że słowiańskie równa się tylko i wyłącznie przedchrześcijańskie.

Jak gospodarz straszył jabłoń i co ma groch do miłości

Słowiańska magia ziół ukazała się w idealnym momencie, tuż przed początkiem wiosny. Dzięki temu czytelnik może, tak jak nasi przodkowie, wejść w nowy cykl roczny i celebrować go jak dawniej. Przy czym nie polecam wprowadzać w życie wszystkich dawnych praktyk, bo niektóre z nich były makabryczne (dlatego nie zdradzę, co wspólnego mają głogowe ciernie i język).

Karolina Lisek podeszła do magii roślin interdyscyplinarnie. Dzisiaj nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele elementów życia było powiązanych z roślinami, zwłaszcza jeśli chodzi o obrzędowość. Na każdą okazję istniały odpowiednie roślinne rytuały. Wiedziano, których ziół użyć podczas ślubu, a które pomagały przejść duszy na tamten świat; które z nich pomagały w porodzie i które kończyły ciążę. Bardziej biegli znali sposoby na rzucenie uroku i jego zdjęcie.

Bardzo interesujące jest to, jak niektóre praktyki pogańskie przetrwały w katolickich świętach. To właśnie te obrzędy dostarczają najwięcej wiedzy i pokazują, jak słowiańska magia mogła wyglądać przed przyjęciem chrztu przez Mieszka. Nie trzeba szukać daleko: wianki świętojańskie (kupalne) i gałązki zielonoświątkowe są przeładowane symboliką.

Podoba mi się stwierdzenie, że Słowianie byli obserwatorami. Potrafili wykorzystać to, co ich otaczało. Stąd też magia roślin opierała się zarówno na podobieństwach, jak i przeciwieństwach. Rytuały przybierały najróżniejsze formy: od zaplatania wieńców, przez okadzanie obejścia i okładanie się brzozowymi witkami, wróżenie z elementów roślin, aż do stosowania naparów i okładów.

Autorka dotarła do wielu ciekawostek. Jeśli chcielibyście się dowiedzieć, jaką roślinę nazywano diabelskim jabłkiem, skąd wzięły się chryzantemy na grobach lub jakie właściwości kulinarne i budowlane ma wrzos, to Słowiańska magia ziół wyjaśnia te kwestie. Dowiecie się również, jakie rośliny stanowią antidotum na pijaństwo, a nawet do jakich obrzędów niezbędne było paradowanie bez ubrań (i że takich sytuacji było sporo).

Słowiańska magia ziół – podsumowanie

Książka Karoliny Lisek była bardzo przyjemną podróżą. Pozwala spojrzeć zupełnie inaczej na rośliny, które zna każdy, nawet te najbardziej banalne, jak pokrzywa czy jabłoń. Widać, że  Słowiańska magia ziół to połączenie pasji, reporterskiej rzetelności i wieloaspektowego podejścia. Jest to wartościowa lektura nie tylko dla miłośników słowiańskości.


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena recenzenta: 5/6
Aleksandra Bernatek-Krakowiak


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.