Śpiew syren. W głąb wojennej Ukrainy

Śpiew syren |Recenzja

Tomáš Forró, Śpiew syren. W głąb wojennej Ukrainy

Miasta, które niedawno tętniły życiem, dziś leżą w gruzach, a ludzie, których jeszcze wczoraj można było spotkać na ulicach, zniknęli bez śladu. Książka Śpiew syren to zapis tego rozpadu – brutalny, szczery i wolny od wygładzania, które uspokajałoby sumienie czytelnika. To opowieść o wojnie widzianej z bliska, przez tych, którzy zamiast nagłówków z gazet dostają w twarz odłamkiem rzeczywistości.

Wszystko to jest dziś wspomnieniem z innego świata. Bachmut został wymazany z mapy. Siewierskodonieck i Lisiczańsk idą w jego ślady. W trakcie pisania przeze mnie tej książki obydwa miasta były odcięte od świata, bez żadnych informacji, co się tam dzieje pod okupacja rosyjską.

A co się stało z ludźmi, których w sierpniu 2021 roku widziałem szczęśliwych, tańczących na głównym placu? Z moją tłumaczką? Z recepcjonistką z naszego hotelu? Z taksówkarzem, który podczas każdej wizyty woził mnie po całej okolicy? Z szoferem miejscowej administracji?

Nie wiem, czy jeszcze w ogóle żyją (s. 14). Ten krótki wstęp świetnie oddaje nie tylko nastrój publikacji, ale i powagę sytuacji, która jest udziałem Ukrainy od trzech lat. Jeśli liczycie na jakąś formę rozrywki, zawiedziecie się. autor opisuje bowiem prawdę bezwzględną, nieuczesaną, taką, jaka nam się nie spodoba. Która urazi nasze poczucie bezpieczeństwa, zmysł smaku, człowieczeństwo…

Oczy na Wschód

Wojna na Ukrainie nieco już nam spowszedniała. O ile trzy lata temu byliśmy nią niezwykle przejęci, i naród ukraiński, z którym dzieli nas tyle trudnych faktów historycznych, stał się nam z dnia na dzień bliski, o tyle teraz, po trzech latach, jesteśmy wojną i tą pomocą zmęczeni.

Ciągłe relacje z frontu nas męczą, i w zasadzie nie wywołują w nas większych emocji. Co najwyżej rzucimy jakieś przekleństwo w kierunku Putina (a i samych Ukraińców również). Wołodymir Zełeński jest u nas równie nie lubiany, za agitację i „żebranie” o nieustanną pomoc. Ale przecież łatwo jest oceniać, narzekać, gdy stoi się po tej lepszej stronie granicy.

Jednak, trzeba pamiętać, że to, co właśnie dzieje się na Ukrainie, zdecyduje również o naszej, małej, polskiej historii. Już sam Piłsudski wiedział, że bez wolnej Ukrainy, nie będzie wolnej Polski. I choć ostatecznie tę Ukrainę sprzedał, jego przewidywania okazały się trafne już w 1939 roku. Dziś sytuacja się powtarza.  My nadal niczego się nie nauczyliśmy. Śnimy snem krasnala, nad którym pochyla się krwiożerczy troll. I nikt nie wie, co będzie dalej.

Trudno, ciężko, strasznie… czyli Ukraina zza kulis

Publikacja „Śpiew syren” to historia bezpośredniej wojny, która ma wiele twarzy. Autor osobiście przemierza nie tylko linię frontu. Zagląda w oczy tych, którzy nie tylko walczą z rosyjską „operacją specjalną”, ale i tych, którzy są jej ofiarami. Mamy relacje z różnych punktów widzenia. Są tutaj ukraińscy patrioci, ale i ich przeciwnicy, tacy jak Kaukaz i Jura. Są zwykli Ukraińcy, ale i walczący ochotnicy z innych państw, jak choćby słynny Legion Gruziński. Zaglądamy śmierci w oczy. Jest o korupcji, przemocy, życiowych tragediach, zniechęceniu, strachu i wszystkim tym, co towarzyszy konfliktowi zbrojnemu.

To, co serwuje nam Forró to nie tylko sucha relacja, ale i zapis tego, jak atakowana Ukraina przeistacza się w coś zupełnie innego. A zmiany te następują szybko, i nie koniecznie są to zmiany na lepsze. Co więcej, w tekście sam nie maluje się na bohatera, który pomaga broniącym się (choć trochę tak jest), ale i opisuje swoje, nie zawsze rozsądne i altruistyczne zachowania. Słowem – pisze jak było i jak jest. Bez ogródek, bez grzecznego uczesywania, aby nie urazić zachodniego czytelnika.

Jest wręcz przeciwnie – kreśli nam obraz rozpaczy, tych, którzy nagle zostali wyrwani ze swego świata. Opisuje dramaty, które dla nas są najpewniej wymysłem literackiej fikcji. A przecież to wszystko dzieje się tuż „za miedzą”.

„Do dziś nie potrafię sobie darować mojej naiwności sprzed paru lat. za największe problemy miasta uważałem wtedy bezrobocie i zanieczyszczenie rzek toksycznymi odpadami z miejscowych fabryk. (…)

Taki Mariupol i taka Ukraina, jakie poznałem w ciągu sześciu lat moich podróży, już nie istniej. Nie jest to tylko kwestia destrukcji. Rosyjska agresja bezpowrotnie zmieniła bowiem regiony, miasta, politykę, gospodarkę i całe ukraińskie społeczeństwo. Od lutego 2022 roku będę podróżował przez zupełnie inny kraj. Wielokrotnie odwiedzane wcześniej przeze mnie miasta przeżyją horror i zmienią się w sterty gruzów. Ich mieszkańcy – moi znajomi – uciekną albo zginą”. (s. 27).

Barwy rzeczywistości

Świat nie jest prosty. Albo inaczej – jest, ale tylko dla tych, którzy sami w nim nie uczestniczą. Jest nam łatwo oceniać różne wydarzenia, siedząc je w ciepłym mieszkaniu, przed telewizorem, który od czasu do czasu burzy nasz względnie fajny obraz świata. Łatwo narzekać na cudze błędy, gdy samemu nie zna się wszystkich faktów, rzeczywistości, która jest udziałem milionów Ukraińców, którzy tak naprawdę nie wiedzą, czy aby za chwilę ich żywot nie dobiegnie końca.

My potrafimy narzekać na wszystko – bo wysyłamy im jedzenie, pieniądze, sprzęt wojskowy i medyczny… Tylko kto jeszcze pamięta, że ich wojna, jest również naszą. Jeśli oni padną, nasza Polska również stanie się ofiarą agresji. I co wtedy im przyjdzie z tych wszystkich bogactw, które mamy na koncie, w domu? Kto wtedy nam pomoże/ kto nas przyjmie? Historia uczy, że możemy liczyć tylko na siebie.

Jednocześnie, nasza wielka pomoc, która stała się rzeczywistością w 2022 roku, to coś naprawdę niezwykłego. Przekreśliliśmy wówczas trudny dorobek kilkuset lat obustronnego wbijania sobie noży w plecy. Przez chwilę ponownie staliśmy się braćmi. I to coś, czego nie odbierze nam nikt. Nawet jeśli historia znów nas podzieli (na korzyść ruskiego miru).

Przyznam, że nie miałem wcześniej styczności z twórczością tego Autora, i to pomimo faktu, że jest dosyć dobrze znany. Tym bardziej jestem wdzięczny Wydawnictwu Czarne za udostępnienie polskiemu czytelnikowi tak wartościowej książki.

Po pierwsze – nie tylko na nowo kreśli nam obraz dramatu Ukrainy i jej mieszkańców, ale i pozwala zrozumieć, z jakim bagażem przybyli oni do Polski. Ukazuje to, co przeżyli. To w jaki sposób wcześniej funkcjonowali w swoim społeczeństwie, i to, dlaczego mają takie problemy z zaadaptowaniem się do nowej, obcej dla nich rzeczywistości.

Forró pisze z przejęciem, zaangażowaniem, ale pomimo tego, stara się zachować jak największą dozę obiektywności. Nie ocenia, choć mógłby. Stara się zrozumieć wybory konkretnych osób, swoich przyjaciół, informatorów, żołnierzy, generałów… A to nie jest prosta sprawa. Tym większy mam szacunek dla jego pracy, zarówno dziennikarskiej, jak i tej mi bliżej, bo człowieczej.

Śpiew syren – podsumowanie

Książka liczy sobie 664 strony, emocjonującej narracji. Jak dla mnie to jedno z najcenniejszych źródeł, jakie czytałem o wojnie na Ukrainie. O tyle ciekawej, że pisanej z pierwszej ręki, oczami człowieka, który tam bywał i nadal ma styczność z przymusowymi emigrantami z Ukrainy. Gorąco polecam!


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.