Krzysztof Beśka, Ambasador

Ambasador |Recenzja

Krzysztof Beśka, Ambasador

Przewrót majowy wiele w Polsce zmienił. Nie chodzi tu jedynie o system ustrojowy, czy sposób sprawowania władzy. Przecież zwykli mieszkańcy Warszawy, nawet ci, którzy nie interesowali się polityką, opowiedzieli się po którejś ze stron. Jednak w tej książce nie chodzi o to, aby opisać te wydarzenia godzina po godzinie. To historia kilku osób, które dziwnym zbiegiem okoliczności, z różnych powodów, zależnych i niezależnych od siebie, znalazły się na pierwszej linii zdarzeń. A wiąże ich wszystkich pewien detektyw, śledzący (nie)wierną małżonkę. Aby skomplikować fabułę, wystarczy tylko jeden strzał.

Miłość i zdrada nie wybierają czasu

Podobno dobra książka potrzebuje kilku dobrych cech. Z pewnością należą do nich ciekawa fabuła, odpowiednie tło oraz bohaterowie. Ambasador posiada wszystkie trzy, we właściwych proporcjach. Nawet nie otwierając okładki, można się zastanawiać: po której stronie opowiedzą się postaci, w jakim kontekście zostaną przedstawione walki oraz – jaki związek z nimi będą mieli bohaterowie główni i epizodyczni. Wydaje mi się, że ta  książka, gdyby nie „wydarzenia majowe”, nie byłaby tak wciągająca. Oto okazuje się, że pewien nie do końca legalny detektyw ma znaleźć dowody zdrady małżonki oficera artylerii, który ma przy sobie aktówkę z jakimiś planami. Kilka godzin później, już po południu, właśnie ten mundurowy zostaje martwy, a pierwszą osobą, która pochyla się nad jego ciałem, jest? Śledczy. W tym samym czasie do dwóch warszawskich policjantów zgłasza się zaniepokojony zniknięciem obiektu westchnień narzeczony, który wzięty w krzyżowy ogień pytań popełnia samobójstwo, a hiszpański ambasador, szuka ładnych, ale ubogich pań do specjalnego programu, podobno inspirowanego przez samą królową.

Kobieta zmienną jest

Pewnie było tak, że takich spraw, jak ta, która ma związać fabułę, było kilkaset. Wszak małżeńska niewierność, to coś starego jak świat. Przecież można się pomylić, być zaślepioną uczuciem albo zmuszoną okolicznościami. A potem? Okazuje się, że to wszystko miało wyglądać inaczej. Wanda wie, że rani swojego męża, ale nie potrafi inaczej. Nie może, bo się po prostu dusi. Ze wszystkimi mężczyznami czuje się lepiej i swobodniej niż z mundurowym, chociaż ten mariaż, biorąc pod uwagę tamte czasy, z pewnością dawał jej społeczny awans.  Podobnie porucznik Walery, nie mógł udawać, że nie widzi tego, co dzieje się w domu. Musiał dbać o to, jak postrzegają go inni, musiał uważać na orzełka, którego nosił. Wiązały go pewne instrukcje i zwyczaje, obligujące żołnierzy. Zdaje sobie sprawę, że śledztwo może skończyć się różnie. Pewnie trwałoby dużo krócej, gdyby nie charakter śledzonej, dziwnie połączony z tym szczególnym majem. Wiele spraw pozostanie niewyjaśnionych i dziwnych, ale tak już musi zostać.

Jak wytrzymać w rollercoasterze?

Ambasadora, czyta się tak, jakby pracowało się w ogromnej kotłowni. Ogień akcji na początku jest mały i ledwie się tli, nie zapowiadając wielkich wydarzeń, ale to mylne wyobrażenie. Z rozdziału  na rozdział, fabuła rozwija się, dając czytelnikowi nieco skomplikowaną mapę drogową. Cały czas poruszamy się wraz z głównym bohaterem, pod ostrzałem warszawskich ulic, aby znaleźć dowody na zdradę albo uczciwość małżeńską. Chwilę potem zostaje zatrzymany przez żandarmerię i właściwie grozi mu sąd polowy, za szpiegostwo. Wszak teczka z dziwnymi planami znajduje się w jego ręku. Tymczasem niezależnie od wszystkiego, co dzieje się w mieście, życie toczy się w miarę normalnie, funkcjonują nawet kabarety, o czym wspominam nie bez kozery, bo to ważny punkt zaczepienia. Niestety, pomimo umowy o „niewchodzeniu” sobie w drogę przez przedstawicieli stołecznego półświatka, nie wszyscy są uczciwi. A sama Wanda? Zostaje porwana, ale udaje się jej uciec.

Tak, tak, to wszystko dzieje się na raz. Wątki obyczajowe i kryminalne, a od czasu do czasu nawet szpiegowskie, przysłaniają nam wydarzenia majowe. Jeśli o to chodziło Autorowi, to w mojej opinii, nieco przesadził. Oczywiście, z opowiadania narratora dowiadujemy się, co dzieje się w mieście, ale to mało. Brakuje dramaturgii tych dni, a strzały i rozkazy obu stron pozostają dość ciche. Nie chodzi o to, aby epatować tym, co się wówczas działo, ale o to, aby wyraźnie dać im prawo, do tego, aby zaistniały. Na dobrą sprawę przewrót pojawia się na początku, nieco w środku i na końcu. Nie do końca wiem, czy czynić z tego zarzut. Może po prostu ostatnio za dużo czytam, o tym, co działo się w mieście Warsa i Sawy sto lat temu.

Gdzie Hiszpania, a gdzie Warszawa?

 W ten cały bałagan (bo przecież organy państwa nie pracowały w normalnym trybie), pojawia się ambasador Królestwa Hiszpanii oraz jego sekretarz. Poprzedni bowiem zakończył już swoją misję. Wszystko to wygląda bardzo nietypowo, nawet biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności. Podobno, w imieniu królowej Wiktorii Eugenii mają znaleźć nad Wisłą kobiety chętne do poszerzenia swoich horyzontów. Koronowana głowa opłaca wszelkie koszta związane z podróżą, a nad bezpieczeństwem białogłów czuwać ma sam Lopez ze swoim przybocznym. Tutaj nie trzeba być detektywem, aby wyczuć szwindel, a tak naprawdę próbę wykorzystania młodych dziewcząt do niecnych celów, a ściślej mówiąc przestępstwo handlu „żywym towarem”. Na szczęście kilka osób zachowuje trzeźwość umysłu, przez co nie dochodzi do najgorszego, choć było blisko.

Literackie „prasowanie”

Co zatem w istocie łączy wszystkie, opisane lub celowo zarysowane przeze mnie wątki? Postać Wandy (porucznikowej), która ma niebywałą zdolność znajdywania się w opałach. Jej niespełnione do końca życie, pozostawanie w sferze marzeń, chwiejny i rozwarstwiony charakter, wtedy, kiedy coś się dzieje, przyćmiewa jej umysł. Jest zbyt łatwowierna, nietypowa jak na tamte czasy. O jej mężu nie możemy powiedzieć nic poza tym, że okazuje się łotrem, jakich mało. Dlaczego tak piszę, dowiecie się sami. Z kolei wspomniany detektyw, który nolens volens przeżywa ogromny stres i doznaje niekontrolowanych wystrzałów adrenaliny, ma z nich wszystkich najwięcej szczęścia. A co z warszawską ferajną? Cóż nieuczciwi ludzie ponoszą zasłużoną karę, a kabaret prowadzony przez samego Szpicbródkę, kończy działalność. Z kolei Agenor Płucisz, który jest „szarą eminencją” tego, co się dzieje, ginie w „niewyjaśnionych” okolicznościach. Liczba użytych w tym fragmencie domaga się, abyście dobrze przeczytali całą powieść, ponieważ nie wszystko mogę napisać wprost.

Finał, zakończenie, koniec, pointa

Samą książkę czyta się sprawnie i dobrze. Mam tu na myśli zarówno sferę literacką, jak i fabularną. Krzysztof Beśka dobrze odnalazł się w czasoprzestrzeni i realiach epoki. Jedyny problem może sprawić wspomniana wielość wątków i szybkie tempo akcji W gruncie rzeczy Ambasador to książka przyjemna, choć można ją różnie interpretować. Czas z nią spędzony jest naprawdę interesujący. Przecież nie jest tak łatwo, sfabularyzować „wojnę domową”. To naprawdę udana próba, chociaż nie pozbawiona kilku niedociągnięć.

 Polecam Ambasadora czytelnikom w każdym wieku, a moim kolegom historykom dla odprężenia, bo choć historia nie odgrywa tutaj głównej roli, bez niej nic nie byłoby takie, jak zostało ukazane. To przeszłość rozdaje tu karty i do pewnego stopnia decyduje o losach wszystkich postaci. Czasem nawet ona, choć jest nauczycielką życia, nie może zmienić swoich kolei. Co wtedy pozostaje? Zdać się na nią. Tylko tak można choć trochę ją zrozumieć.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 5/6
Dominik Majczak


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.