Na Bulwarze Gogola w Moskwie stanęła plenerowa ekspozycja, która z historii robi polityczny megafon. W jej centrum hasło Dziesięć wieków polskiej rusofobii, a na planszach tezy o Armii Andersa, Katyniu i Powstaniu Warszawskim podane w wersji zgodnej z linią Kremla. Za projektem stoi Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne kierowane przez Władimira Miedinskiego, a wernisaż wsparli politycy Dumy Państwowej.
Na Bulwarze Gogola w Moskwie otwarto wystawę plenerową zatytułowaną „Dziesięć wieków polskiej rusofobii”. Jej organizatorem jest Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne (Российское военно-историческое общество, РВИО) – instytucja powołana dekretem Władimira Putina w 2012 roku, działająca pod auspicjami Ministerstwa Kultury Federacji Rosyjskiej i Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej.
Ekspozycja liczy 32 plansze, na których zaprezentowano fotografie i dokumenty mające – według organizatorów – „pokazać przejawy wrogości Polaków wobec Rosji” od średniowiecza po współczesność. Jak podaje agencja RIA Nowosti, wystawa ma być dostępna dla zwiedzających do początku listopada 2025 roku.
W rzeczywistości większość przedstawionych materiałów dotyczy XX i XXI wieku, a ekspozycja – jak podkreśla portal Biełsat – łączy kłamstwa o Polsce, uzasadnienia polityki ZSRR i narrację współczesnej rosyjskiej propagandy.
Dziesięć wieków polskiej rusofobii – jak wygląda wystawa?
Jak relacjonuje Biełsat, na planszach znalazły się zarówno wątki historyczne, jak i współczesne. W części poświęconej XIX wieku Michaił Miagkow, szef Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego, przekonywał podczas otwarcia, że Królestwo Polskie rozwijało się dzięki przynależności do imperium rosyjskiego”, a po 1918 roku Polska „natychmiast rozpoczęła walkę z Rosją. W jego opinii Józef Piłsudski miał być „niemieckim protegowanym”.
Wystawa prezentuje także tezy dotyczące II wojny światowej, które stoją w sprzeczności z ustaleniami historyków. Na jednej z tablic Armia Andersa została nazwana „zdrajcami Związku Radzieckiego”, a w przypadku zbrodni katyńskiej powtórzono propagandową wersję o „niemieckim śladzie” – mimo że w 1990 roku władze ZSRR oficjalnie przyznały się do odpowiedzialności za mord.
Autorzy wystawy przywołali też słowa Józefa Stalina, według którego Powstanie Warszawskie było awanturą polskiego rządu na uchodźstwie, przez którą zginęło 200 tysięcy cywilów.
W narracji organizatorów Polska popełniała kolejne „akty rusofobii”, wspierając Zachód przeciwko Moskwie. Ich zdaniem „prawdziwy wzrost antyrosyjskich nastrojów” miał nastąpić po wejściu Polski do NATO i Unii Europejskiej.
Współczesność jako argument propagandy
Część współczesna wystawy „Dziesięć wieków polskiej rusofobii” poświęcona jest relacjom Polski i Rosji po 2014 roku. Znalazły się tam zdjęcia i komentarze, które mają dowodzić „agresywnej polityki antyrosyjskiej” Warszawy.
Jedna z plansz opisuje zburzenie ponad 500 pomników żołnierzy Armii Czerwonej w Polsce jako przejaw nienawiści wobec Rosji. Pominięto jednak fakt, że działania te wynikają z ustawy o dekomunizacji, przyjętej w 2016 roku, która nakazuje usuwanie z przestrzeni publicznej symboli totalitaryzmu. Pomniki na cmentarzach i miejscach pochówków są z tego obowiązku wyłączone.
Na innej planszy umieszczono zdjęcie Wołodymyra Zełenskiego obejmującego się z Andrzejem Dudą podczas wizyty w Warszawie. Podpis głosi: Herszt ukraińskiego reżimu Zełenski kocha obejmować się z liderami Polski. Obok powtórzono fałszywą tezę, że Polska planowała okupację Zachodniej Ukrainy po rosyjskiej inwazji w 2022 roku.
Autorzy wystawy twierdzą także, że w Siłach Zbrojnych Ukrainy walczą tysiące Polaków. Źródłem tej informacji mają być „polskie media”, jednak w rzeczywistości była to nieprawdziwa publikacja prorosyjskiego portalu Myśl Polska, której obecnie nie ma już w sieci.
Jak wyjaśnił analityk projektu WarNewsPL, Mateusz Broncel, „po stronie Ukrainy walczy około 50 obywateli Polski, a wysoka liczba poległych nie mogłaby pozostać niezauważona w kraju”.
Zniekształcenia historyczne – od wojny 1920 roku po konferencję poczdamską
Wśród tablic poświęconych historii znalazły się interpretacje sprzeczne z faktami. Wojna polsko-bolszewicka z lat 1919–1921 została przedstawiona jako „agresja Zachodu przeciwko Rosji”, a ofensywa Armii Czerwonej – jako „kontrofensywa obronna”.
Tymczasem dokumenty wojskowe z tamtego okresu jasno wskazują, że to Rosja Radziecka planowała przenieść rewolucję na Zachód. Dowódca Frontu Zachodniego Michaił Tuchaczewski w 1920 roku ogłosił, że „po trupie białej Polski prowadzi droga do światowego pożaru rewolucji”.
Na tej samej planszy znalazła się fotografia ministra Józefa Becka z Adolfem Hitlerem z 1938 roku – zestawiona jako dowód polsko-niemieckiej współpracy. Nie wspomniano jednak, że w 1939 roku Wiaczesław Mołotow podpisał z Joachimem von Ribbentropem pakt, który doprowadził do rozbioru Europy Środkowo-Wschodniej między ZSRR i III Rzeszę.
Trzecia z udokumentowanych plansz mówi o „nieludzkim wysiedleniu milionów Niemców z Ziem Odzyskanych”. Nie wyjaśniono jednak, że decyzję o przesiedleniach podjęto w lipcu 1945 roku podczas konferencji poczdamskiej, w której uczestniczył także Józef Stalin.
Dziesięć wieków polskiej rusofobii – kto stoi za projektem?
Organizatorem wystawy jest Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne, które powstało na mocy dekretu prezydenta Federacji Rosyjskiej z 29 grudnia 2012 roku. Zgodnie z dokumentem, jego celem jest skoordynowanie działań państwa i społeczeństwa w badaniu przeszłości wojskowo-historycznej Rosji oraz przeciwdziałanie próbom jej zakłamywania.
W ustawie założycielskiej zapisano, że Towarzystwo podlega Ministerstwu Kultury i Ministerstwu Obrony, które wspólnie finansują jego działalność i określają program. Jego przewodniczącym jest Władimir Miedinski – historyk, były minister kultury, a obecnie doradca prezydenta Rosji. Miedinski znany jest z propagowania tezy, że Ukraina nie ma własnej tożsamości państwowej oraz z publicznego usprawiedliwiania rosyjskiej agresji z 2022 roku.
Towarzystwo Miedinskiego wcześniej opublikowało broszurę „Czarna księga. Krótka historia polskiej rusofobii XX i XXI wieku”, stanowiącą bezpośredni kontekst dla obecnej ekspozycji. Współorganizatorami wystawy są powiązane z Towarzystwem projekty edukacyjne „Obrazy wojny” i „Sala wykładowa Dostojewski”, znane z publikowania materiałów zgodnych z linią propagandową Kremla.
Reakcje władz i historyków rosyjskich
Otwarcie wystawy „Dziesięć wieków polskiej rusofobii” pochwalił Borys Czernyszow, wiceprzewodniczący Dumy Państwowej i lider ruchu „Pobieda 9-45”. Według niego ekspozycja jest ważnym głosem w obronie prawdy historycznej. Polityk dodał, że politycy z Polski, krajówbałtyckich i Ukrainy czerpią korzyści finansowe z nienawiści do Rosji, a zwykli obywatele są ścigani za rozpowszechnianie niewygodnej prawdy o przyjaźni z naszym krajem.
W podobnym tonie wypowiedział się Aleksander Diukow z Instytutu Historii Rosji, twierdząc, że fundamentem relacji rosyjsko-polskich zawsze była przyjazna współpraca. Jego zdaniem niszczenie pomników żołnierzy radzieckich w Polsce to przejaw rusofobii, który nie ma logicznego wytłumaczenia.
Dziesięć wieków polskiej rusofobii – reakcje i analiza
Jak informuje Biełsat, wystawa jest elementem szerszej strategii propagandowej Kremla, której celem jest przerzucenie odpowiedzialności za napięcia międzynarodowe na państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Redakcja podkreśla, że prezentowane treści zawierają fałszywe informacje, manipulacje historyczne i cytaty wyrwane z kontekstu.
Gazeta.pl i Onet wskazują, że wystawa wpisuje się w cykl działań mających wzmacniać antyzachodni przekaz rosyjskich mediów i służy budowaniu wewnętrznego poczucia oblężenia. Komentatorzy zauważają, że Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne od lat pełni funkcję narzędzia w tzw. „polityce pamięci” Putina.
Jak podkreśla Deutsche Welle, podobne ekspozycje pojawiały się już wcześniej w Petersburgu i Kaliningradzie, a ich narracja ma „usprawiedliwiać obecne działania Rosji wobec Ukrainy i jej sojuszników”.
Źródła: kremlin.ru, pl.belsat.eu, Biełsat/X
Fot. Biełsat/X