Biała śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä

Biała śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä |Recenzja

Petri Sarjanen, Biała śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä

Bohater publikacji Biała śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä otrzymał przydomek „Biała śmierć”, co było wyrazem szacunku nie tylko dla jego umiejętności, ale i charakterystycznego białego kombinezonu, który skrywał jego śmiercionośne oko, dłonie i sprawność. Wedle dostępnych źródeł, Simö w przeciągu niecałych stu dni, zdołał ustrzelić przynajmniej 542 żołnierzy radzieckich. Tak, jestem pod ogromnym wrażeniem.

Trochę nudno, ale…

Książka autorstwa Petri Sarjanena kreśli losy jednego z najskuteczniejszych snajperów w dziejach – Simö Häyhä. Przyznam, że nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Temat tej publikacji jest naprawdę interesujący, jednak wykonanie – pozostawia sporo do życzenia.

Czytając tę książkę bardzo się męczyłem. Narracja była dosyć mocno wycofana, jakaś taka obca, wręcz zimna. Miałem wrażenie, że czytam fragmenty podpisów na fotografiach. Główny bohater jest tutaj opisany przez pryzmat opowieści ludzi, którzy się z nim spotykali, przez co jego osobowość jest, jakby to ująć – przytłamszona, płaska. Inaczej – jest bohaterem, ale jakby nieobecnym.

Sarjanen kreśli losy swego bohatera na zimno. Oprowadza czytelnika po różnych kolejach życia Simö Häyhä. W prosty, aczkolwiek nieco zawoalowany sposób ukazuje nam czynniki, które sprawiły, że w dalekiej, mroźnej Finlandii, narodził się niezaprzeczalny bohater wojny zimowej. Spytacie co go ukształtowało? Mróz, ciężka praca na roli, oddanie rodzinie, samozaparcie i konsekwencja w byciu sobą.

Zazwyczaj nie wierzę w żadnych herosów. Albo inaczej – dla mnie bohaterstwem są zupełnie inne rzeczy niż docenia większość ludzkiego społeczeństwa. Jednak niesamowita prostota i brak chęci, aby stać w świetle reflektorów, podciąga osobę Simö pod tę moją wydumaną definicję. To jego milczenie przez niemal całą książkę, poraża. Z tego też powodu odniosłem wrażenie, że w tej publikacji właściwie nie istniał. Jeśli był to celowy zabieg Autora, to wypełnił go idealnie. Niemniej pozostanę przy swoim – chciałbym usłyszeć jego głos, jego myśli…

To, co ciekawe…

Ciekawym atutem publikacji jest za to opisanie wszystkiego tego, co działo się na froncie i w głowach fińskich żołnierzy, którym przyszło stawić czoła w nierównej walce komunistycznemu olbrzymowi. I tak sobie myślę, że gdyby mieli lepsze uzbrojenie i zaopatrzenie, to wygraliby tę wojnę.

Niestety Finlandia, która niedawno uzyskała niepodległość, była biedna i pod wieloma względami przypominała to, co działo się w II Rzeczypospolitej. i chodzi nie tylko o same kwestie polityczne, ale i podziały społeczne, biedę, niepewny byt…

A teraz wyobraźcie sobie, że zima na przełomie 1939 i 1940 roku sięgała tutaj minus 40 stopni C! Przetrwać taki chłód to już naprawdę nie lada wyczyn!

Autor opowiada nam również o fińskich zwyczajach – o podejściu Finów do życia, ich światopogląd, zwyczajach, pragmatyzmie i takim braku ogłady, który zastępowała szczera prostota. I sądzę, że taka bezpośredniość jest naprawdę pociągająca.

Bardzo spodobały mi się również opisy snajperskiego fachu. Niesamowita wytrwałość, inteligencja posunięta do granic, celność prawie doskonała, i zacięcie, gdy wokół szaleje groźny żywioł, pociski padają nieopodal, a ty nie możesz nawet drgnąć, aby trafić cel, samemu nie zostając zauważonym. Spokojny oddech, znajomość prawideł fizyki, gdy lodowaty wiatr zmienia trajektoria lotu śmiertelnego pocisku… To zdecydowanie najmocniejszy fragment lektury.

Wojna radziecko-fińska

Gdy Hitler i jemu podobni, zaczęli ustanawiać własne porządki w Europie, Józef Stalin postanowił, że również zabezpieczy swoją pozycję geopolityczną. Już od 1938 roku usiłował „naprawić” granicę radziecką, zwłaszcza na odcinku z Finlandią, którą postrzegał za ogromnie niepewną. Chodziło o wzmocnienie pozycji Leningradu. Dlatego Stalin starał się wymusić na Finach odstąpienie fragmentu przesmyku karelskiego, półwyspu Hanko oraz kilku wysepek pomiędzy Leningradem a Finlandią. Jednak konkretne kroki podjęto dopiero wówczas, gdy Polska przestała istnieć, a Stalin zyskał kolejne atuty w swej grze politycznej.

5 października 1939 roku Moskwa wysłała ultimatum, żądając wysłania fińskiego ministra spraw zagranicznych, który miał mieć prawo do podpisania traktatów, bez konieczności konsultacji z Helsinkami. Inne kraje skandynawskie odmówiły Finom jakiejkolwiek pomocy. W tej sytuacji delegacja fińska borykała się ze sporymi trudnościami. Pomimo przychylenia się do większości radzieckich żądań, Rosjanie zarzucili wszelkie rokowania. 29 listopada zerwano stosunki dyplomatyczne i Rosjanie przystąpili do działań wojennych. Stalin liczył, że radziecka przewaga techniczna oraz ogrom jego armii, przyniesie mu szybki sukces. Jakże mocno się pomylił.

Osamotnieni Finowie, nie zamierzali poddać się bez walki. Bitwa graniczna, mimo przytłaczającej radzieckiej przewagi, trwała ponad tydzień. Dopiero wtedy Rosjanie przedarli się przez główne fińskie linie obronne. Sprzymierzeńcem Finów była sroga zima oraz znajomość terenu, wobec czego Rosjanie zaczęli ponosić ogromne straty w sprzęcie i w ludziach. Linia frontu na pewnie czas dosłownie „zamarzła”. W międzyczasie ZSRR została wyrzucona z Ligi Narodów, a Finowie zyskali szeroki rozgłos, choć niestety, nie wiązało się to z żadną realną pomocą z zewnątrz.

Fińscy dowódcy zdawali sobie sprawę, że znikąd nie nadejdzie pomoc, a ewentualne przerwanie ich umocnień, może zakończyć się całkowitym podbojem kraju przez Stalina. Radziecki dyktator, któremu wstyd zajrzał w oczy, podjął na początku lutego 1940 kolejną ofensywę, docierając do ostatniej linii fińskiego oporu na przesmyku, pomiędzy Ładogą a miastem Viipuri. Jednak dziesiątkowana armia fińska wytrzymała. Mimo tego zwycięstwa, Helsinki były zmuszone dogadać się z Rosjanami.

Wynegocjowany „pokój moskiewski” równał się więc utracie 1/10 terenów Finlandii, wraz z ważnym miastem Viipuri, którego nie udało się Rosjanom zdobyć. Finowie musieli ponadto zlikwidować swoje systemy obronne i umocnienia.

W wyniku walk, armia Finlandii straciła 24 000 ludzi, 44 000 rannych i 1000 jeńców. Rosjanie stracili ponad 280 000 ludzi (zmarłych, rannych i zaginionych) oraz 3000 jeńców. Rosja zyskała niewielki skrawek terenu, który wcale nie poprawił sytuacji militarnej Sowietów. Wręcz przeciwnie – trudy wojny zimowej umocniły Hitlera w przekonaniu, że Armia Czerwona jest słaba, i Stalin nie będzie w stanie podołać świetnie wyposażonej i licznej armii niemieckiej. Tym samym, Stalin sam przypieczętował swój los. Ale to już zupełnie inna historia.

Podsumowanie

Książka liczy 320 stron. Tym co niewątpliwie jest głównym przekazem książki Sarjanena, jest fakt, iż niepozorni, ale twardzi ludzie, tacy jak Simö Häyhä, stali się niekwestowanymi bohaterami, nie tylko samej Finlandii. Nieliczna, źle wyposażona, ale dzielna armia fińska stawiła skuteczny opór znacznie potężniejszemu przeciwnikowi, i gdyby tylko Finowie otrzymali pomoc z zewnątrz, wynik konfliktu mógłby znacznie się różnić. No cóż, nie zawsze wygrywają bohaterowie. Niemniej – to pozycja ku pokrzepieniu serc. I za to, z naszego polskiego romantyzmu, przyznaję plusa.


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.