Agata Komosa-Styczeń, Wyspa niechcianych kobiet
Wyspa niechcianych kobiet schodzi pod podszewkę duńskiego państwa dobrobytu i pokazuje jego stronę, o której w szkolnych opowieściach raczej się nie wspomina. Sprogø – niewielka wyspa między Fionią a Zelandią – przez dekady pełniła rolę narzędzia społecznej segregacji. Agata Komosa-Styczeń prowadzi przez jej historię jak przez niekończący się korytarz, który z każdym krokiem odsłania kolejne warstwy kontroli i nieusuwalną obecność przemocy w miejscu oficjalnie zaprojektowanym do „opieki”.
To historia duńskiej eugeniki widziana przez pryzmat ośrodka izolacyjnego dla kobiet działającego w latach 1923–1961. Na Sprogø trafiały osoby oznaczane jako „moralnie opóźnione”, „niezaradne”, „nadaktywne seksualnie”, „głupie”, a także takie, które „budziły niepokój wśród mężczyzn”. Część odnotowano jako nosicielki chorób wenerycznych, część opisywano jako zbyt impulsywne lub zbyt niezależne. W praktyce były to kobiety, które nie pasowały do ciasnej listy oczekiwań wobec „poprawnej” obywatelki.
Komosa-Styczeń odtwarza codzienność wyspiarek, zasady izolacji, system sprawozdawczości, drobne akty buntu i ich konsekwencje. Równolegle pokazuje prawne i społeczne fundamenty, które umożliwiły taki model działania państwa – w tym ustawy sterylizacyjne obowiązujące od 1929 roku. To historia kraju, który w imię „dobra wspólnego” stworzył system, w którym przemoc ubrano w język higieny, troski i użyteczności.
Komosa-Styczeń pracuje w oparciu o dokumenty, archiwa i rozmowy. Jej styl jest wyciszony, precyzyjny, kontrolowany. Zamiast mocnych słów stosuje pauzy; zamiast podniesionego tonu – oszczędność. Nie narzuca emocji, pozwala, by to materiał źródłowy niósł ciężar opowieści. Struktura narracji jest segmentowana: wątki wracają, zapętlają się, czasem urywają. Dla jednych to konsekwencja pracy z niepełnym materiałem archiwalnym, dla innych – źródło wrażenia chaosu.
Najciekawszą częścią tego stylu pozostaje umiejętność wykorzystania ciszy. Autorka potrafi zostawić czytelnika sam na sam z luką w źródłach tak, by ta pustka mówiła więcej niż komentarz. W tej powściągliwości tkwi największa siła narracji.
Reportaż skupia się na tym, co da się udokumentować: praktykach izolacji, prawnych podstawach systemu, doświadczeniach kobiet i historycznym tle. Nie idzie w wielkie diagnozy moralne, nie buduje opowieści o bohaterstwie ani o potworach. Z czytelniczej perspektywy działanie książki polega na rozkładaniu na czynniki pierwsze struktur, które miały wspierać społeczeństwo, a w rzeczywistości tworzyły jego mroczne zaplecze.
Jednocześnie skala tematu wyraźnie przekracza objętość książki. Postaci kobiet często pozostają szczątkowe, spojrzenie na ich życie po opuszczeniu ośrodka – skrócone. Książka porusza, ale nie wyczerpuje.
Reportaż sytuuje historię Sprogø w szerokim europejskim kontekście eugeniki – obok praktyk szwedzkich, niemieckich, amerykańskich czy szwajcarskich. Dania, zwykle postrzegana jako wzór humanitaryzmu, okazuje się krajem o wyjątkowo rozbudowanej tradycji sterylizacyjnej, co dobrze współgra z ustaleniami współczesnych duńskich badaczy. Ich prace pokazują, że sterylizacja była narzędziem powszechnym, społecznie akceptowanym i ściśle powiązanym z polityką opiekuńczą.
W książce pojawia się też warstwa antropologiczna – Janteloven i kultura wspólnotowej jednorodności. Komosa-Styczeń nie rozciąga tego zjawiska na wszystko, ale zaznacza, jak normatywność i nacisk na „niewyróżnianie się” mogły w konkretnych sytuacjach wzmacniać stygmatyzację.
Największe wrażenie robi sposób demontażu „miękkiej przemocy”. Opowieść nie potrzebuje scen brutalności, żeby pokazać realną skalę opresji. W zupełności wystarczy język dokumentów, które opisują odbieranie sprawczości jako opiekę, izolację jako leczenie, sterylizację jako działanie „dla dobra”. Drugą zaletą pozostaje umieszczenie historii Sprogø w pełnej sieci duńskich reform, idei i społecznych mitów – dzięki temu wyspa nie pojawia się jako wyjątek, ale jako szczególnie widoczny element większego mechanizmu.
Słabość to niewielka przestrzeń poświęcona samym bohaterkom. Ich losy bywają poruszające, ale nie rozwinięte w pełnych narracjach. Druga kwestia to konstrukcja – fragmentaryczna, celowo zapętlona – która jednych przekonuje jako uczciwy zapis stanu wiedzy, innym daje poczucie narracyjnego rozchwiania.
Wyspa niechcianych kobiet to reportaż surowy, dokumentalny, oparty na faktach, które bronią się same. Opowiada o kobietach, które straciły kontrolę nad swoim życiem w systemie przedstawianym jako troskliwy i postępowy. Pokazuje, jak szybko idea opieki może zmienić się w instrument selekcji, jeśli państwo przestaje widzieć jednostkę, a zaczyna widzieć wyłącznie wzorzec „użytecznego obywatela”.
To książka o eugenice, ale też o kulturze normy, o wstydzie i o tym, co dzieje się z prawami człowieka, gdy zaczynają obowiązywać „warunkowo”. Sprogø okazuje się nie tylko miejscem z przeszłości, ale także lustrem pokazującym, jak cienka bywa granica między dobrobytem a przemocą.
Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.