Sardynia Podróż w czasie

Sardynia. Podróż w czasie |Recenzja

Jeff Biggers, Sardynia. Podróż w czasie

Są książki, które nie tyle opowiadają o miejscu, ile próbują je rozwarstwić – jakby pod turystyczną pocztówką kryła się geologia pamięci. Sardynia. Podróż w czasie właśnie w takim punkcie stawia czytelnika: gdzieś w środku wyspy, w środku jej historii i w środku cudzego zachwytu, który nie przeprasza za swoją intensywność.

Niektóre wyspy znikają nam z oczu przez skrajne uproszczenia. Słońce, plaża, owce, domy w kolorach pastelowej euforii – i tyle. Tymczasem są miejsca, które nie mieszczą się w estetyce przewodnikowych folderów. Tam opowieść narasta z warstw, jakby ktoś przez tysiące lat zapisywał te same kamienie innymi głosami. Sardynia należy właśnie do tej kategorii: ani klasyczny „południowy raj”, ani relikt odcięty od świata. To raczej archiwum, które oddycha, jeśli się do niego podejść bez pośpiechu.

Wyspa jako palimpsest

W tej tonacji pracuje Jeff Biggers, tworząc książkę, która zmienia rytm, kierunek, gęstość, ale nigdy nie gubi osi: myślenia o Sardynii jako o tekście wielokrotnie przepisywanym. Autor prowadzi po wyspie, czytając ją warstwami – od archeologicznych fundamentów, przez literackie świadectwa, po współczesne spory o tożsamość i przestrzeń. To nie jest reportaż „od punktu do punktu”. Bardziej przypomina sardyńskie s’arrogliu: rozmowę ciągnącą się na ulicy, związaną raczej logiką wspólnej pamięci niż dynamiką fabuły.

Biggers posługuje się stylem erudycyjnym i bujnym, w którym cytat bywa budulcem konstrukcyjnym, nie ozdobą. Głosy dawnych i współczesnych autorów tworzą tu polifonię o wyraźnym konturze kulturowym. Proza potrafi przyspieszyć i zwolnić, zejść z akademickiego tonu do miękkiej gawędy. Efekt jest atrakcyjny dla czytelnika lubiącego bogate konteksty, choć fragmenty krajobrazowe i sceny prywatne niekiedy tracą dynamikę, jakby książka oddychała nieregularnie.

Ślady, które układają narrację

Struktura opowieści opiera się na śladach: nuragijskie kamienne wieże, giganci z Mont’e Prama, Fenicjanie, Rzymianie, nowożytni przybysze i współcześni mieszkańcy. Nie chodzi o linearną historię, lecz o ciągłość pamięci – o to, że wyspa nie funkcjonuje jako „peryferie”, ale jako własny mikroświat śródziemnomorski. W relacji Biggersa Sardynia staje się przestrzenią o tożsamości wielowarstwowej, zwartej, a jednocześnie odrębnej od włoskiego „centrum”. To bliskie współczesnym badaniom nad regionami i kulturą wysp, gdzie bardziej niż narracje narodowe liczą się lokalne mikrokosmosy.

Książka działa tu jak korekta dotychczasowych ujęć, które najczęściej spłaszczały wyspę do folkloru lub turystycznych klisz. Biggers nie kontruje, ale poszerza – archeologia, literatura, codzienność, języki i muzyka tworzą jedną płaszczyznę, w której nie ma wyraźnych granic między nauką a doświadczeniem.

Polifonia ludzi i tekstów

Narracja dzieli się na mikroopowieści: kioskarz zapatrzony w lokalną historię, mieszkańcy broniący dostępu do plaż, artyści czy poeci interpretujący puls wyspy, echa Dantego, Byrona, Lawrence’a, współczesne święta, dialekty i pieśni. To bogactwo raz pociąga, raz przytłacza – szczególnie wtedy, gdy lista literackich odniesień staje się zbyt długa, jakby każda ściana wymagała osobnej glosy. To sposób pisania charakterystyczny dla anglosaskiego non-fiction, w którym podróż łączy się z akademicką refleksją, a dygresja jest formą metody.

Nierówności, które nie przekreślają całości

Słabsze punkty dotyczą głównie nierówności konstrukcji. Książka bywa zbyt gęsta, za bardzo zbudowana na cytatach, niekiedy bardziej komentarzem do istniejących tekstów niż pełnoprawną narracją terenową. Nie jest przewodnikiem ani monografią, więc czytelnik szukający porządku może poczuć brak klarownej osi. Hybrydowość jednak jest jej głównym atutem: Sardynia jawi się jako sieć nakładających się głosów, a nie jako jeden zamknięty obraz.

Efekt końcowy to portret wyspy opisanej przez ludzi różnych epok i zawodów: archeologów, polityków, pieśniarzy, pasterzy, kronikarzy, pisarzy. Przeszłość nuragijska przenika się z teraźniejszością, a Sardynia odzyskuje wymiar kulturowy i symboliczny, jakiego nie da się sprowadzić do „wyspy słońca”.

Kulturowo – świetna i szeroka; formalnie – nierówna, momentami przesadnie gęsta. Sardynia. Podróż w czasie to książka dla czytelnika, który chce zanurzyć się w wielowarstwowej opowieści, nie w przewodnik. Biggers pokazuje (poprzez sposób prowadzenia narracji), że peryferie bywają kluczowe dla zrozumienia większych procesów, a Sardynia jest idealnym przykładem miejsca, którego nie da się ogarnąć jednym spojrzeniem.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.