Justyna Michniuk, Tradycje i zwyczaje na Dolnych Łużycach. Troska o zachowanie kultury mniejszościowej

Tradycje i zwyczaje na Dolnych Łużycach |Recenzja

Justyna Michniuk, Tradycje i zwyczaje na Dolnych Łużycach. Troska o zachowanie kultury mniejszościowej

Kultura jest integralną częścią funkcjonowania społeczeństwa. Jeśli społeczeństwo dysponuje własnym państwem, jej zachowanie staje się stosunkowo łatwe. Co jednak zrobić, gdy własnej państwowości się nie posiada i to od niemal tysiąca lat? Jak można chronić swoje dziedzictwo? Z tym trudnym zagadnieniem postanowiła zmierzyć się Justyna Michniuk w swej najnowszej książce Tradycja i zwyczaje na Dolnych Łużycach. Troska o zachowane kultury mniejszościowej.

Autorka, mimo pochodzenia z Beskidów, wrosła w kulturę serbsko-łużycką, poznała język łużycki, jest badaczką i autorką artykułów na temat Serbów[1]. Znając więc tę społeczność od zewnątrz i wewnątrz (przez rodzinę) perspektywa badacza – obserwatora oraz członka społeczności została nieco zatarta, a co za tym idzie udało się wydobyć więcej szczegółów, niż w przypadku pracy wyłącznie z zewnątrz.

Struktura książki

Tradycje i zwyczaje… są podzielone na trzy główne części. Część I „Serbołużyczanie na terenach współczesnych Niemiec” skupiona jest na nakreśleniu, kim są Serbowie Łużyccy. Czytelnik może zatem poznać genezę tego zachodniosłowiańskiego ludu, jego historię, obecność w źródłach, znaczenie kościoła ewangelickiego, później także katolickiego w zachowaniu kultury i języków Łużyczan. Właśnie: języków, bowiem Serbowie używają wielu gwar, innych na Górnych, a innych na Dolnych Łużycach. Rozważania wstępne kończy opisane statusu prawnego Serbów, zarówno w prawie krajowym (są uznaną prawnie mniejszością narodową w Niemczech) jak i landu: Brandenburgii.

Druga część, nosząca taki sam tytuł jak recenzowana książka, zajmuje objętościowo najwięcej miejsca. Po relatywnie krótkim wprowadzeniu dotyczącym tego, czym jest święto i czas z nim związany w kulturze tradycyjnej oraz jak ma się autentyczny zwyczaj do formy festynu, folkloryzmu[2], następuje szczegółowe omówienie zwyczajów w roku kalendarzowym/ obrzędowym. Jest ono ułożone porami roku: od wiosny do zimy. Zaczyna je zatem Wielkanoc i zwyczaje z nim związane (choćby pisanie jajek, czerpanie wody wielkanocnej), by przez lato i jesień dojść do zwyczajów zimowych, rozumianych zarówno jako specyficzne sytuacje obrzędowe (kolędowanie, Dzieciątko roznoszące dary, ostatki), jak i działania, które właśnie wtedy, przez ograniczenie prac polowych, mogły mieć miejsce (darcie pierza, świniobicie, przędzenie).

Trzecia część „Bogactwo strojów serbołużyckich”, skoncentrowana została na tradycyjnym stroju, jego specyfice w poszczególnych regionach i kontekście użytkowania.

Prócz tego praca zawiera zakończenie stanowiące wyjaśnienie miejsca i znaczenia tradycji Łużyczan, form jej ochrony, bibliografię, streszczenia w językach serbskim, niemieckim, angielskim, spisy fotografii, rycin i tabel. Dodać należy, że każda ze wskazanych części, każda pora roku została zilustrowana odpowiednim, kolorowym materiałem zdjęciowym, takim jak mapy, plakaty, stare pocztówki, zdjęcia dokumentujące współczesny przebieg wydarzeń czy obecność tradycyjnego ubioru w przestrzeni publicznej.

Wartość tradycji, zachowanie zwyczajów

Tradycje i zwyczaje… są wnikliwą pracą, dzięki której można poznać historię i współczesny kontekst, w którym trwają i rozwijają się elementy kultury stanowiące o tożsamości Serbów. Autorka nakreśliła zatem kontekst historyczny wywodząc ich dzieje od średniowiecza do współczesności z silnym naciskiem na wpływ germanizacji i industrializacji na zamieszkanie, na trwanie i znikanie wiosek z tego wynikające. Podobnie współczesny kontekst prawny, wpływ dokumentów wydawanych przez władze centralne i lokalne jest czymś, co dla polskiego czytelnika, nieobeznanego z tym problemem stanowić może wartość dodaną.

Główną część pracy zajmują, jak zaznaczono wyżej, obrzędy i zwyczaje roczne. Od zdefiniowania, czemu okres świętowania jest znaczący w kulturze, przez poszczególne pory roku, aż do szczegółowego omówienia każdej tradycji Justyna Michniuk stara się szczegółowo nakreślić ich przebieg, ewolucję, a czasem też przemiany, które następują w ostatnim czasie. Zdecydowanie wartością dodaną jest tutaj fakt, że wiele z nich autorka widziała na własne oczy lub przynajmniej rozmawiała z ich świadkami lub uczestnikami. W analizie zwyczajów zwraca też uwagę na odbiór społeczny poszczególnych tradycji, które mogą nawet prowadzić do konsekwencji prawnych. Co więcej, wspomina też o sytuacji rzemieślników, którzy – niestety – nie mają uczniów, kontynuatorów czy przenoszeniu zwyczajów zapustnych na czas postu, co wynika z braku kapel, które mogłyby ogrywać zabawy. Jest to zatem smutny obraz stanu kultury serbołużyckiej.

Na plus książki należy też potraktować opis strojów ludowych. Stanowi on pobieżną charakterystykę tego, co zakładano w różnych częściach Łużyc, a dzięki szerszemu opracowaniu w literaturze można znaleźć opracowania, które szczegółowo traktują o temacie[3].

Trzeba jeszcze wspomnieć o bibliografii. Obejmuje ona 220 publikacje papierowe (książki, artykuły) oraz 141 strony internetowe, jest zatem obszernym zbiorem pokazującym erudycję autorki i jej szerokie rozpoznanie tematu.

Zaletą książki jest również jest również język. Czyta się ją bardzo lekko, wywód jest klarowny, pozbawiony większych usterek stylistycznych i redakcyjnych.

Zwyczaje i analogie

Wydaje mi się, że rolą recenzenta jest też w jakimś stopniu skomentowanie, uzupełnienie niektórych fragmentów treści. Czytając Tradycje i zwyczaje miałem nieodparte wrażenie, że ten czy inny obrzęd ma swoją analogię nie tylko wśród regionów polskich wskazanych przez Autorkę, ale może stanowić jakieś szersze odbicie kultury słowiańskiej. Nie wchodząc zatem w szczegółowe badania porównawcze (które, skądinąd, powinny być kiedyś zrealizowane) chciałbym tu zaznaczyć kilka zjawisk, dla których wskazać można analogie z innych części Polski. Podkreślić przy tym trzeba, że w każdym przypadku są one własnością danej społeczności i stanowią o jej indywidualizmie i samoidentyfikacji, więc nawet mimo pozornej powtarzalności zachowują one własne, oryginalne cechy.

Częstym i istotnym elementem obrzędów są rośliny, które towarzyszyły człowiekowi przez całe jego życie. Nie inaczej jest w przypadku Łużyczan, idąc więc za narracją książki chciałbym się odnieść do kilku tradycji, w których są one wskazane[4]. I tak, na Świętego Jana dziewczyny zbierają chabry, a chłopacy lilie (s. 155). O ile zwyczaj zbierania chabrów jest obecny w niemal całej Polsce (chociażby do kaplic), to pozyskiwanie roślin przez mężczyzn jest zjawiskiem nowym. Również owijanie sianem drzew, by dały większe zbiory pojawiało się w wielu regionach naszego kraju, przy czym niekiedy używano do tego sianka pochodzącego z wigilijnego stołu. Podobnie skakanie dziewcząt w okresie zapustów, by len rósł wysoko ma swoje analogie w całej niemal Polsce, a nie tylko na Karpatach (s. 212).

Justyna Michniuk dużo miejsca poświęca przebierańcom, którzy w różnych okresach roku odwiedzają domy. Można więc z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że mowa tu o kolędnikach. Pamiętać należy, że kolędowanie odnosiło się nie tylko do Bożego Narodzenia, a ich odpowiednie przyjęcie (czyli obdarowanie) zapewniało gospodarstwu dobrobyt[5]. Jest to zatem element szerszej słowiańskiej tradycji, którą dobrze byłoby przebadać. W kontekście ostatków przywołani są m.in. jeździec, słomiany niedźwiedź, żywy na umarłym. Interesujący wydaje się być fakt, iż te same postaci pojawiają się przy okazji Podkoziołka (a zatem zapustów na Kujawach i w Wielkopolsce), gdzie zamiast jeźdźca obecny jest koń. Co więcej, przebranie niedźwiedzia jest wykonane tak sam w każdym ze wskazanych regionów[6]. Także na Radomszczyźnie i w Opoczyńskim spotkać można i usłyszeć w trakcie Kusoków, czyli w okresie zapustów, grupy kolędnicze.

Przy okazji kolędowania w okresie świąteczno – noworocznym autorka wspomniała o wykorzystywaniu dyni, w której wycinano oczy, usta i wkładano do środka świeczkę, co miało przerażać dzieci (s. 193). Nie wchodząc w porównania do Halloween zauważyć należy, że w okolicach Wszystkich Świętych podobne zwyczaje miały miejsce na Kujawach i na Podkarpaciu[7]. W każdym ze wskazanych regionów zwyczaj ten zaniknął, toteż jego lepsze rozpoznanie wydaje być znacząco utrudnione.  

Braki

Obok wskazanych wyżej zalet publikacji można dostrzec też mankamenty pracy. Autorka konsekwentnie w bibliografii nie podaje stron, na których znajdują się cytowane artykuły, co jest dla mnie praktyką zupełnie nową. Z czego to wynika zupełnie nie wiem. Mimo, że badania zostały przeprowadzone dość szczegółowo wydaje się, że można było położyć nieco większy akcent na kwestie dotyczące ochrony dziedzictwa. Przewijają się one wprawdzie przez całą książkę, jednak zdają się być bardziej wtórne wobec samej narracji o zwyczajach. Można by zatem pochylić się głębiej np. nad problemem stroju ludowego i tego, dlaczego w niektórych obrzędach używany ubiór nie ma żadnych odniesień do tradycyjnego odzienia Łużyczan albo przyczynami, dlaczego tradycyjne rzemiosło nie znajduje kontynuatorów.

Dobrze byłoby też spojrzeć bardziej szczegółowo na muzykę i pieśń. Przy wielu zwyczajach jest mowa o tańcach i graniu. Brakuje mi jednak informacji, czy muzyka, która wybrzmiewa np. wśród kolędowania ostatkowego jest tradycyjna czy współczesna[8]. Podobnie można by przytoczyć więcej informacji chociażby dotyczących tradycyjnych ludowych tańców (np. czy są praktykowane i jakie) albo pieśni (autorka cytuje ledwie kilka przykładów strof czy rymowanek). Być może jest to jednak problem wymagający osobnego studium i badań[9]. Zwrócenie uwagi na te kwestie na pewno byłoby wartością dodaną do Tradycji i zwyczajów….

Osobno chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na opis struktury pracy. W części dotyczącej zakończenia napisano: „książka stanowi cenne źródło wiedzy o historii, kulturze i sytuacji współczesnej Serbołużyczan (…)”[10]. Moim zdaniem taka forma wartościowana powinna być zawarta albo w recenzji, albo samodzielnie pojawić się w głowie Czytelnika.

Podsumowanie

Tradycje i zwyczaje na Dolnych Łużycach. Troska o zachowanie kultury mniejszościowej stanowi ciekawe i wartościowe opracowanie dotyczące praktycznie nieznanego w Polsce kręgu kultury zachodniosłowiańskiej. Książka ta pozwala zagłębić się w kulturę i historii tej mniejszości etnicznej oraz zobaczyć jej współczesne funkcjonowanie ze wszystkimi problemami i wartościami. Gdzie było to możliwe autorka nakreśliła korzenie poszczególnych zwyczajów oraz pobieżnie kontekst interpretacyjny z ziem polskich. Jest to zatem cenne studium dla etnologów, antropologów kulturowych, przydatne również dla heritologów[11] i historyków, jako pokazujące w kontekście dziejowym Łużyczan i ich tradycje. Patrząc zaś szerzej- każdy zainteresowany kulturą, ludowością i funkcjonowaniem tradycji w coraz bardziej zglobalizowanym świecie znajdzie w niej coś dla siebie.


[1] Określeń Serbowie, Serbołużyczanie, Łużyczanie będę używał zamiennie jako oznaczające tę samą społeczność. Wyłamuję się tym samym z poglądu autorki recenzowanej pozycji, która zrezygnowała z określenia „Serbowie”, by nie wprowadzać poczucia, że może chodzić o kraj na Bałkanach; J. Michniuk, Tradycje i zwyczaje na Dolnych Łużycach. Troska o zachowanie kultury mniejszościowej, Gdynia 2025, s. 23-24.

[2] Pojęcie to, któremu poświęcono chociażby sesję naukową przy okazji Mikołajek Folkowych (konferencja miała tytuł: Folk – Folklor- Folkloryzm) w 2020 r., można, w uproszczeniu, rozumieć jako celowe nawiązania do kultury tradycyjnej, choć z zatraceniem jej pierwotnej funkcji, otoczki, czasu dlań właściwego w roku obrzędowym.

[3] Nie sprawdzałem jednak dostępności tej literatury w bibliotekach polskich.

[4] Za konsultację i rozwianie mych wątpliwości pragnę podziękować dr Sarze Orzechowskej z Fundacji Linnum.

[5] Szerzej na temat kolędowania w ciągu roku i jego znaczenia: Akwizytorzy szczęścia: o dawnych i współczesnych kolędnikach, red. Hubert Czachowski, Toruń 2020.

[6] Odesłać tu mogę do bogatej literatury dotyczącej podkoziołka, czyli prócz wspomnianych Akwizytorów szczęścia, także pracOskara Kolberga, Bożeny Stelmachowskiej, Jadwigi Sobieskiej czy tomu Kujawy wydanego w ramach serii Polska pieśń i muzyka ludowa.

[7] Szczegóły na ten temat można poznać w audycji „Źródła”: https://www.polskieradio.pl/8/478/Artykul/3440672,krola-i-cesarza-smierc-nie-minie-etnografia-smierci (dostęp 7.3.2026).

[8] Ten problem pojawia się chociażby w odniesieniu do chodzenia z kozą na Kujawach: na wsiach jest to nadal praktykowane, choć, wedle mej wiedzy i literatury przedmiotu, zarzucono wykonywane melodii właściwych dla tego regionu.

[9] Maciej Rychły w wywiadzie – rzece Sztuka wymaga czułości wspomną o badaniach etnomuzykologicznych robionych w l. 90 XX w. oraz wydanej w 2008 r. płycie będącej pokłosiem wyjazdów na Łużyce; idem, Sztuka wymaga czułości. Rozmawia Tomasz Janas, Poznań 2024, s. 189-192.

[10] J. Michniuk, op. cit., s. 20.

[11] Gałąź badań skupiona na dziedzictwie i jego ochronie.


Wydawnictwo Novae Res
Ocena recenzenta: 5,5/6
Łukasz Makowski


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Novae Res. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.