Afryka. Opowieści o wszystkich krajach kontynentu

Afryka. Opowieści o wszystkich krajach kontynentu |Recenzja

Astrid Madimba, Chinny Ukata, Afryka. Opowieści o wszystkich krajach kontynentu

Będąc na studiach, przy omawianiu dziejów Afryki (aż jeden temat!), można było się spotkać z jedną, powtarzaną niczym mantra opinią, że Afrykanie są ludźmi gorszymi, którzy przez całe dzieje ludzkości nie dokonali nic godnego uwiecznienia. Oczywiście to była opinia pewnej grupy studentów. Ta dosyć przykra opinia wcale nie jest ani prawdą, tym bardziej, że nie jest poparta najmniejszą nawet znajomością dziejów tego kontynentu. Zresztą znalezienie czegoś o niej zakrawa na rzecz prawie niemożliwą. Na szczęście Astrid Madimba oraz Chinny Ukata przychodzą nam na ratunek w książce Afryka. Opowieści o wszystkich krajach kontynentu.

Jak ją ugryźć?

Publikacja jest napisana prostym, przystępnym językiem. Autorki w przystępny sposób oprowadzają nas po dziejach Czarnego Lądu, bez upiększeń, ale z pewną emfazą, którą potrafią zarazić czytelnika. Większość z opisywanych tutaj historii dotyczy jednak dziejów najnowszych, bowiem Afryka zawsze leżała jakby poza sferą zainteresowania innych cywilizacji, wobec czego wiele informacji o niej przepadło w pomroce dziejów. A szkoda, bo Afrykanie są ludźmi niezwykle fascynującymi, o różnorodnych korzeniach, wielorakich religiach…

Autorki w ciekawy sposób ukazują historię nie pisaną z perspektywy historyka, ale zwykłych ludzi, którzy chcą kogoś zainteresować czymś nowym. W związku z tym, tok narracji jest żwawy, prosty i dostosowany do naszego zachodniego myślenia. Ale jeśli myślicie, że wszystko będzie takie łatwe i proste, jesteście w błędzie.

Obie Panie nie bawią się w upraszczanie tego, co my, ludzie Zachodu, zrobiliśmy mieszkańcom Afryki. Rozwiewają nasze zachodnie myślenie, że pod jakimś względem byliśmy lepsi od mieszkańców tego kontynentu. Że nasza ingerencja, nie tylko przerwała rozwój historyczny poszczególnych regionów Afryki, ale i przyniosła jeszcze większe zniszczenia, wojny i zwyczajnie – po prostu cierpienia i śmierć. I to w zasadzie jedyny spadek, jaki po sobie pozostawiliśmy jako kolonizatorzy.

Waśnie, zniszczenia dorobku kulturowego, rabunkowa eksploatacja, przemoc czy niewolnictwo, to tylko niewielka część tego, co imperia kolonialne dokonały w Afryce. I wszystko to, kształtuje współczesny obraz tego lądu, podzielonego jak nigdy wcześniej, wciąż krwawiącego…

Autorki pisząc wprawdzie nieco skrótowo o różnych tematach, zmuszają nas jakby do własnych poszukiwań. Nie wszystko mamy podane na tacy. Pewne fakty trzeba znaleźć samemu. One tylko są jak przewodniczki po muzeum. Mamy więc możność spotkania Kartagińczyków, zwiedzenia starożytnego królestwa Kusz, czy spotkać króla-herosa Czakę czy afrykańskiego krezusa Manse Musę z Mali.

Są tutaj również historie współczesnych dyktatorów, takich jak królowa Nzinga, Robert Mugabe, Amílcar Cabral czy Muammar Kaddafi. Są też współcześni bohaterowie, jak Nelson Mandela. Wejdziemy do namiotów Tuaregów, poczujemy konsekwencje apartheidu w RPA, czy staniemy się świadkami konfliktów, które rozdzierały i nadal rozdzierają Afrykę – m.in. wojna w Sudanie, wojnę domową w Nigerii, ludobójstwo w Numidii czy ludobójstwo w Rwandzie.

Przyznam, że nie wszystkie z wyborów Autorek rozumiem. Rozumiem pewien zamysł, opisujący jedno z wydarzeń, które w najważniejszy sposób zdefiniowało rozwój lub upadek danego państwa afrykańskiego. Jednak z niektórymi z nich bym polemizował. Na przykład jeśli chodzi o Tunezję. Mamy wprawdzie dzieje ogólne Kartaginy, ale ja bym ten wątek nieco rozszerzył na inne państwa, które pełniły w regionie podobną rolę. Mam tutaj na myśli choćby państwo Wandalów czy państwo Aghlabidów…

Podobnie, w moim odczuciu, większy wpływ na dzieje Algierii mieli piraci berberyjscy, którzy terroryzowali wybrzeża Afryki przez kilka stuleci, i byli ważnym czynnikiem w polityce śródziemnomorskiej nie tylko Osmanów, ale i imperiów kolonialnych. Zresztą, to właśnie walka z nimi stała się asumptem (przepraszam za pewne uproszczenie) do późniejszego zajęcia kraju przez Francuzów…

Piraci berberyjscy

Gdy pod koniec XVII wieku Imperium Osmańskie zaczęło pogrążać się w powolnym upadku, miasta północnej Afryki, z Algierem, Tunisem i Trypolisem na czele, stały się przyczółkami dla berberyjskich korsarzy. W zasadzie rabusie ci napadali głównie na statki przewożące niewolników. Dopiero na początku XIX stulecia, kiedy Francja, Wielka Brytania oraz w jakimś stopniu Amerykanie zaczęli zmierzać do skolonizowania ziem północnej Afryki, problem piractwa berberyjskiego został definitywnie rozwiązany.

Ci korsarze w zasadzie łupili głównie na Morzu Śródziemnym, ale zdarzały się również pewne wyjątki. I tak Murat Rais, w 1580 roku zdołał porwać hiszpańskiego wicekróla i papieski okręt. Splądrował Lanzarote na Wyspach Kanaryjskich, grasując po atlantyckich wybrzeżach Afryki Północnej. W XVII wieku berberyjscy piraci wypuszczali się nawet do brytyjskiej Kornwalii oraz Irlandii, gdzie uprowadzili blisko 200 jeńców (zaatakowali Baltimore w Irlandii).

Piraci z Maghrebu stanowili ogromne zagrożenie aż do końca XIX wieku, kiedy to wreszcie się z nimi ostatecznie rozprawiono.

Kaddafi nieoczywisty

Mnie najbardziej zaciekawiła kwestia życia i działalności libijskiego dyktatora, Muammara Kaddafiego. Z książki wyłania się nie tylko człowiek, w naszym rozumieniu zły, ale i niezwykle przedsiębiorczy wizjoner, którego horyzonty były ogromne, choć nie koniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu. Nawet jeśli był złym człowiekiem, to i tak jego sylwetka stanowi niezwykle bogatą osobowość, pełną sprzeczności, pasji. Być może dlatego tak trudno nam zrozumieć kim był naprawdę.

Oczywiście, nie zamierzam tu gloryfikować tego człowieka, jednak to, co czynił, w takim ujęciu jaki znalazłem w tutejszej publikacji, tłumaczy pewne jego zachowania i działalność polityczną. Podsumowując – był nieodrodnym synem Afryki, nawet jeśli sam czuł się kimś lepszym.

Pozwolę sobie przytoczyć pewne fragmenty z książki, które rzucają światło na przyczynę jego sukcesów w Libii, a później na rozmach jego polityki. Fragment pierwszy – „Każdy, kto chciał zostać rolnikiem, otrzymywał za darmo ziemię, sprzęt gospodarczy, bydło oraz ziarno. Kaddafi zrealizował projekty irygacyjne, aby ożywić rozwój rolnictwa i podnieść samowystarczalność. Wszyscy mieszkańcy mieli dostęp do szpitali, klinik oraz leków bez żadnych opłat. Rząd finansował nawet zagraniczne leczenie, jeśli pacjent nie mógł być operowany w Libii. W efekcie tych działań przeciętna długość życia Libijczyków wzrosła z 44 lat do 75. Wskaźnik alfabetyzacji wzrósł z 20% do 85%. Rząd subsydiował ceny podstawowych produktów żywnościowych, a nowożeńcy otrzymywali mieszkanie.

Tak wysoki poziom życia był ucieleśnieniem wizji, którą Kaddafi roztoczył w swej pracy pt. Zielona książka. Napisana na początku lat 70., stanowiła wykład jego filozofii politycznej, która legła u podstaw wielu jego reform i decyzji” (. S. 31).

Fragment drugi: „Roztaczał wokół siebie rewolucyjną aurę mecenasa afrykańskiej jedności. Kaddafi wsparł Nelsona Mandelę, zapewniając fundusze na walkę z apartheidem w Republice Południowej Afryki oraz na szkolenia wojskowe Afrykańskiego Kongresu Narodowego, partii rządzącej w RPA po obaleniu apartheidu. Oprócz tego finansował projekty w różnych państwach, jak choćby budowę największego afrykańskiego meczetu w Ugandzie – wielu młodych muzułmanów z regionu widziało przez to w Kaddafim rewolucjonistę, który wyrwie ich z cierpienia i nędzy” (s. 32-33).

I fragment trzeci: „Jego wizerunkowi dobroczyńcy przeczą także ogromne sumy, które Kaddafi kierował do brutalnych reżimów na całym kontynencie. Był na przykład w tak dobrej komitywie z ugandyjskim dyktatorem Idi Aminem, że zaoferował mu azyl, kiedy ten utracił władzę. Nie można nie zapomnieć o przypadku Sierra Leone – po tym jak sfinansował luksusowe „autobusy Kaddafiego” przeznaczone dla transportu miejskiego, przywódca Libii miał wesprzeć tamtejszych buntowników, którzy dopuścili się zbrodni przeciwko ludzkości.”. (s. 33).

Afryka. Opowieści o wszystkich krajach kontynentu – podsumowanie

Książka zawiera się na 352 stronach. To świetne wprowadzenie do tematyki dziejów tego kontynentu. Nie ma tutaj żadnego upiększania, dlatego spora część dziejów tego lądu to opisy krwawych mordów, walk i dyktatorów. Autorki rozprawiają się z tym, co europejscy kolonizatorzy uczynili Afryce, i z faktem, że nadal Europa nie chce wziąć za to odpowiedzialności, deprecjonując nie tylko swoje zbrodnie, ale i dopuszczając, aby Afryka nadal krwawiła po spustoszeniach, jakie ludzie Zachodu tutaj dokonali.

Początkowo można sądzić, że chodzi tylko i wyłącznie o wytykanie palcami. Jednak, jeśli wyzbędziemy się uprzedzeń, zrozumiemy, iż celem Autorek nie było rzucenie wyrzutu w oczy Zachodu, ile raczej uświadomienie, jak ważną rolę odegraliśmy w dziejach Afryki, i że mamy możliwość naprawienia przynajmniej części popełnionych błędów.

Poza tym, mamy możliwość wyzbycia się uprzedzeń wobec, przecież takich samych ludzi, jak my. Publikacja, w moim odczuciu mocno otwiera oczy zachodniemu czytelnikowi i dlatego tak bardzo jest potrzebna. Gorąco polecam.


Wydawnictwo Copernicus Center Press
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Copernicus Center Press. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.