Adam Węgłowski, Lustro Marii
Chyba powiem to o książce po raz pierwszy – co ja przeczytałem? Postaci Marii Skłodowskiej przedstawiać nie trzeba. Adam Węgłowski też zajmuje się pisarstwem już jakiś czas. Wydawało się, że nie ma za bardzo czego zepsuć. Wystarczyło opowiedzieć historię w jakiś przyjemny sposób i dodać do tego dużo historycznego tła. Okazuje się, że można polec przy takim zadaniu.
Adam Węgłowski, to wieloletni pisarz i dziennikarz, który współpracował z wieloma tytułami prasowymi. Projektuje też gry planszowe. Lustro Marii ukazała się w 2025 r. nakładem Skarpy Warszawskiej. Książeczka jest cieniutka, ma 300 stron, ale wygląda na mniej.
Bohaterką książki jest młodziutka Maria Skłodowska. Dziewczyna chodzi jeszcze do szkoły i mieszka z rodziną w Warszawie. Zdradza już zainteresowanie nauką, ale jeszcze nic konkretnego. Towarzyszy jej chłopak podający się za Artura Oppmana. Przewijają się też m. in. Bolesław Prus czy Deotyma. Akcja dzieje się w 1883 r. w Warszawie. Wątków jest kilka, chyba dominuje sprawa jakiegoś tajemniczego lustra, które ma pozwalać na odtwarzanie przeszłości. Łączy się to z powieścią Deotymy Zwierciadlana Zagadka i często jest ta powieść wspominana. Lustro interesuje Marię, bo ta chce bardzo zobaczyć jeszcze raz swoją zmarłą przed laty matkę.
W tle, chociaż też zajmują sporo miejsca, są ludzie z półświatka – kobieta wykorzystująca dzieci do pracy, morderca kataryniarz, stręczyciel, były mnich. Artur też okazuje się być kimś innym, ale jego właściwe nazwisko nie pada.
Nie mam pojęcia o co w niej chodzi. Ani to biografia Marii, ani to szeroka panorama popowstaniowej Warszawy i życia w Kongresówce, ani to kryminalna historia, ani to science fiction. Rzadko mi się zdarza, żeby to mówić, ale naprawdę nie wiem o czym jest ta książka. Widzę drzewa, ale nie widzę lasu.
Bohaterów nie ma wielu, ich wątki niby się łączą, ale nie tworzą spójnej całości. Bazylisowa wykorzystuje dzieci, czasem pracuje dla niej morderca kataryniarz (czasem z nią sypia), były mnich chce wykraść sekret lustra, Deotyma napisała powieść i nic więcej. W sumie, gdyby ich wszystkich się pozbyć książka byłaby jeszcze cieńsza i może miała nieco więcej sensu. A tak, dostajemy wszystko ze wszystkim podlane sosem ze wszystkiego. Ten bigos nie jest dobry.
Jest komentarz autora i to zawsze na plusie. Węgłowski opisał z czego korzystał i jak to wpływa na opowieść. Sama opowieść jest fikcyjna, ale autor starał się możliwie najdokładniej oddać realia epoki i rys charakterologiczny postaci. U polskich autorów rzadko znajduję taki komentarz, więc plusuję zawsze.
Szczerze, nie polecam. Ani nie dowiecie się czegoś ciekawego o Marii, ani nie przeżyjecie jakiejś niesamowitej przygody, ani nie spotkacie niesamowitych bohaterów. Trochę poczytacie o Warszawie lat 80-tych XIX wieku i to wszystko.
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 2,5/6
Jakub Łukasiński
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.