Sekrety Sopotu

Sekrety Sopotu |Recenzja

Aleksandra Tarkowska, Sekrety Sopotu

Książka Aleksandry Tarkowskiej Sekrety Sopotu opowiada nam ciekawe losy Sopotu, a właściwie jego najbardziej znanych atrybutów – festiwalu w Operze Leśnej (niem. Waldoper) oraz kasyna, które było wielką chlubą miasta, a także jednym z głównych źródeł jego utrzymania.

Autorka prowadzi nas również śladami wielkich osobowości świata, które tu mieszkały albo gościły. W ślad za jej narracją podążamy śladem Zbigniewa Herberta i jego ukochanej, Haliny Misiołkowej czy Zbigniewa Cybulskiego z Elżbietą Chwalibóg. Oczywiście to nie jedyne ciekawe osobistości, które znajdziemy w książce. Co jeszcze znajdziemy w tej książce?

Festiwal

Słynny festiwal w Sopocie ma swoje korzenie w początkach XX stulecia, gdy miasto należało jeszcze do Cesarstwa Niemieckiego. Pomysłodawcą tego projektu był Paul Walter Schäfer, miejscowy kapelmistrz, który zdołał pozyskać do tego pomysłu burmistrza Zoppotu, Maxa Woldmanna.

Pierwszy spektakl operowy miał miejsce 11 sierpnia 1909 roku, i stał się zaczątkiem trwającego do dziś festiwalu (choć oczywiście jego charakter mocno się zmienił). Kolejni włodarze Sopotu rozbudowywali obiekt, wytyczali drogi dojazdowe czy dostosowywali miejscowe warunki krajobrazowe do coraz większych potrzeb rekreacyjnych i turystycznych. Nic więc dziwnego, że to niewielkie miasteczko szybko stało się mekką różnego rodzaju „turystów”, wczasowiczów i kuracjuszy.

„Coroczne festiwale wagnerowskie ściągały do Zoppotu melomanów z całej Europy, a nawet z Ameryki. Senat Wolnego Miasta Gdańska ustanowił dla amfiteatru wysoka dotację roczną, władze w Berlinie zaś traktowały go tak samo, jak podobne obiekty na terenie Niemiec. Miało to wydźwięk propagandowy, chodziło o podkreślenie niemieckości Freie Stadt Danzig (Wolnego Miasta Gdańska) oraz jego więzi z kulturą niemiecką. Organizatorom festiwalu zależało na wysokim poziomie artystycznym przedstawień, dlatego zabiegali o najlepszych śpiewaków z czołówki niemieckiej i europejskiej. Ponad 100-osobową orkiestrą i chórem dyrygowali równie wybitni dyrygenci. […] Z festiwalu wagnerowskiego w Waldoper w 1925 roku radio transmitowało na całe Niemcy Walkirię, co było nie lada wydarzeniem i przyczyniło się do popularyzacji tego muzycznego przedsięwzięcia” (s. 10).

Monte Carlo Północy

Na terenie Zoppotu znajdowało się jedyne w regionie kasyno (najbliższe znajdowało się w cesarskim Berlinie). Pomysłodawcami byli dwaj berlińscy przedsiębiorcy – Rohloff i Linke, którzy wynajęli salę w Kurhausie (Domu Kuracyjnym). Szybko okazało się, że pomysł trafił na dobry grunt, i kasyno zaczęło przynosić ogromne zyski. W takiej sytuacji władze miasta odkupiły kasyno od właścicieli, i zaczęli je rozbudowywać, dzięki czemu stało się ono centrum wszelkiego rodzaju kusicieli losu.

Kasyno działało cały rok, przez 24 godziny na dobę. Obowiązywały tu stroje wieczorowe, a „bramkarze” legitymowali wszystkich, nie wpuszczając do środka ludzi poniżej 21 roku życia, oraz nieodpowiednio ubranych.

Gościli tu różni wagabundzi, bogacze i dorobkiewicze, liczący na szybkie zyski, łatwą rozrywkę i szeroko pojęte szczęście. Jak sugeruje Autorka, wbrew oczekiwaniom wcale nie było tu tak dramatycznych upadków i bankructw, jak można by się spodziewać. Niemniej takie się zdarzały, zarówno wśród Niemców, jak i Polaków. Co ciekawe, największa wygrana należała do Polaka, niejakiego inżyniera z Warszawy, Glińskiego. W 1928 roku grając w ruletkę, wygrał 3,5 miliona polskich złotych.

Marian Mokwa – niedoceniony malarz

Większość Polaków pewnie nie słyszała o tym panu. A szkoda, bo był człowiekiem nie tylko ekscentrycznym, ale i ciekawym. W dziejach Sopotu zapisał się jako malarz, podróżnik i działacz społeczny. Warto zwrócić uwagę, że jego prace zyskały nawet rozgłos w Niemczech, które – niemal że histerycznie – były nastawione antypolsko. Spod jego pędzla wyszło blisko 9000 obrazów oraz rysunków. Głównym tematem jego prac było morze, choć nie stronił również od scen batalistycznych, portretów, pejzaży.

W 1939 roku większość jego obrazów padła ofiarą nazistowskiej machiny wojennej (spłonęły w Galerii Morskiej w Gdyni). Czasy wojny były dla niego trudnym okresem i przetrwał ten czas tylko dzięki pomocy innych. Po wojnie, władze komunistyczne zabrały mu wszystko, co miał, włącznie z galerią, którą udało mu się wyremontować. Był człowiekiem ogromnie nieszczęśliwym, ale więcej o jego sylwetce musicie poczytać sami. Naprawdę warto.

Podsumowanie

Książka, jak zresztą reszta tego cyklu Księżego Młynu, jest interesująca. Jest tutaj dużo zdjęć, fragmentów wierszy i innych źródeł z opisywanych epok. Wszystko pisane jest prostym językiem, z pewną swadą. Czuć wielką miłość Autorki do opisywanego miejsca. Nie mam się czego doczepić. Nie znalazłem błędów, ani merytorycznych, ani w pisowni.

Bawiłem się zajmująco, choć oczywiście zakres poruszanych tutaj tematów nie jest równy. Odniosłem wrażenie, że książka była pisana pod kątem tego, co czyniło to miejsce wyjątkowym dla poszczególnych ludzi. jednym przynosiło szczęście, innym tylko rozterki czy dramaty. I jak tu nie wierzyć w magię miejsc.

Publikacja podzielona jest na trzydzieści rozdziałów (plus dwa na bibliografię i zdjęcia). Mnie najbardziej podobały się teksty o kasynie, o Księciu Karnawału czy Lato nagich dziewcząt. Teksty są nietuzinkowe, ciekawe i jestem przekonany, że zainspirują do dalszych poszukiwań dziejów Sopotu niejednego czytelnika. Gorąco wam polecam – nie tylko jako przewodnik sensu stricte, ale i fragment duszy tej niezwykłej nadmorskiej metropolii.


Wydawnictwo Księży Młyn
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Księży Młyn. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.