Weronika Wierzchowska, Młode matki
Zawsze zastanawiam się, jak niektórzy pisarze lub pisarki to robią, że każda kolejna część ich powieści potrafi budować jeszcze większe napięcie, i jest jeszcze bardziej wciągająca? W ręku trzymam właśnie czwartą część „Z dziejów przytułku położniczego” pod tytułem „Młode matki”. I jestem ogromnie zachwycony. Autorka buduje napięcie i wali z grubej rury. Jej bohaterki, na pozór kruche kobitki, nagle pokazują pazur… i się dzieje.
Co w przytułku piszczy?
W czwartej odsłonie sagi Weroniki Wierzchowskiej poznajemy dalsze losy naszych dobrych znajomych – doktor Anny, Zosi, Jadwigi, Karoliny czy Anieli. Ich losy jednak znowu się gmatwają. Z jednej strony dziewczyny muszą stawić czoła własnym tragediom – stracie dziecka, problemom w związkach, kłopotach w pracy… Słowem trudom życia powszedniego, które nie rozpieszcza żadnej z kobiet.
Z drugiej strony, nasze dzielne Amazonki, rzucają wyzwanie carskiemu aparatowi „medycznemu”, który, któż by się zdziwił, jest silnie skorumpowany. Rosyjscy „medycy-urzędnicy”, próbują zarobić na mleku młodych Polek. Towarzyszą temu wymuszenia, zastraszanie, a czasem nawet bezpośrednia przemoc. Czy uda im się pacnąć po łapkach sprytnych i bezwzględnych urzędników? Ale to tylko jedna strona medalu. Okazuje się bowiem, że towarzyszy temu oficjalnie zakazany, ale niezwykle dochodowy, handel dziećmi z biednych rodzin.
Ciężko jest nie kibicować tym dzielnym kobietom, które choć nie zawsze same są szczęśliwe, to jednak pod przywództwem doktor Anny stawiają czoła nie tylko trudom świata medycyny, ale i bezdusznym urzędnikom, którzy pod przykrywką carskiego prawa, urządzili sobie dochodowy przemysł…
Dzieje się sporo, a czasem i nawet trup ściele się gęsto. Zresztą o tym świetnie może zaświadczyć Śruba, który w wyniku przeciwności losu, powraca na ścieżkę bezprawia. To, co mogę wam obiecać, to sporo emocji, tym bardziej, że młode „mamuśki” aż rwą się do zaprowadzenia ładu i porządku. Trzeba przyznać, że wykazywały się tak niesamowitą odwagą, że i ja jestem pod wrażeniem.
Handel „żywym towarem”
Autorka po raz kolejny kreśli nam trudne losy życia pod zaborami. W tym przypadku, chodzi o zorganizowany handel dziećmi, który w swym szczytowym momencie, na przełomie XIX i XX stulecia, miał skalę ponadnarodową. Śmiało można byłoby się pokusić o tezę, iż sutenerzy i handlarze ludźmi z terenów rozdzielonej zaborami Polski, zorganizowali siatkę ogarniającą swym zasięgiem niemal cały świat.
Trzeba mieć świadomość, handel „żywym towarem” wiązał się również z prostytucją oraz sprzedawaniem młodych Polek czy Żydówek do domów publicznych na całym świecie. Brali w nim udział nie tylko sami przestępcy, ale i funkcjonariusze prawa czy urzędnicy, zwłaszcza carscy I to pomimo faktu, że rząd w Moskwie starał się z tym procederem walczyć. Za młodą kobietę czy niemowlaka płacono tyle, ile nie jeden światowej sławy pisarz mógł tylko pomarzyć. Nic więc dziwnego, że w krajach Ameryki Południowej i Środkowej, zaczęto określać kobiecy zajmujące się tym procederem, Polkami.
W przypadku handlu dziećmi, głównymi beneficjentami tego procederu byli przedstawiciele zamożnej arystokracji, którzy z różnych przyczyn nie mogli pozwolić sobie na posiadanie dziecka we własnym zakresie. Ale o tym świetnie pisze sama Autorka, więc nie będę może rozwijał tego wątku. Musicie poczytać sami.
Dodam tylko, że tym, co ułatwiało tego typu działalność, była powszechna bieda i brak edukacji, które przebiegli złoczyńcy wykorzystywali do swoich celów. Stan ten wzmacniały jednak również przyczyny polityczne (represje rządów zaborczych) oraz rozwój technologiczny świata, który usprawniał działanie tego typu „działalności”. Przy okazji, im bardziej aparat urzędniczy był podatny na korupcję, tym łatwiej było pozyskiwać „żywy towar”.
Powieść Weroniki Wierzchowskiej jest naprawdę wciągająca. Nieprzeciętne, ale nasze, swojskie bohaterki, budzą naszą sympatię, i od pierwszego tomu zaczynamy traktować je jako własne przyjaciółki. Nawet przygody niepoprawnego Szramy stanowią nie lada atrakcję dla czytelników. Szkoda, że nie mogę opowiedzieć więcej. ale wtedy zdradziłbym za dużo, pozbawiając was wspaniałej przygody literackiej.
Podsumowanie
Polecam tę powieść zdecydowanie, bez dwóch zdań. Autorka pisze naprawdę wciągająco, tym bardziej, że niektóre wątki tutaj opisane mają umocowanie w rzeczywistych tragediach mieszkanek XIX-wiecznej Warszawy. Książka wciąga, wzrusza, czasem zaskakuje, gdy nasi starzy bohaterowie robią coś, na co byśmy nigdy nie wpadli. To zdecydowanie jedna z najlepszych sag jakie ostatnio czytałem. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.