Anna Bińkowska, Cienie
Kryminały nie były do niedawna w mojej sferze zainteresowań czytelniczych. Nie mogłem się przekonać, ale od kilkunastu miesięcy wpadają mi w ręce całkiem ciekawe historie osadzone w czasach historycznych, więc poniekąd można to podciągnąć pod moją ulubioną beletrystykę historyczną. Nie ma znaczenia, czy beletrystyka czy kryminał. Najważniejsze, żeby dobrze wchodziło. I Cienie wchodzą.
Anna Bińkowska jest autorką piszącą od niemal dekady. Szczególnie interesuje ją okres międzywojenny, a w pisaniu towarzyszy jej samozwańczy redaktor na czterech łapach. Cienie ukazały się w 2026 r. nakładem Skarpy Warszawskiej. Oprawa klejona, okładka miękka ze skrzydełkami. Stron nieco ponad 400.
Rzecz dzieje się w Warszawie roku 1924. Umilkły echa Wielkiej Wojny i późniejszej wojny z bolszewikami. Ludzie korzystają z okresu pokoju i spokoju i, parafrazując Budkę Suflera, pchają swoje wózki pod górę. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko idzie ku lepszemu. Ale w mieście zaginęło kilkanaście dziewczyn, a policja ignoruje ten fakt nawet nie zakładając spraw. Dopiero kiedy zaginęła córka bogatego żydowskiego przedsiębiorcy, Hana Rozencwajg, sprawa trafia do Reginy Brywczyńskiej. Regina wywodzi się z rodziny bogatych wileńskich przedsiębiorców, owdowiała w czasie bitwy pod Warszawą, kiedy zginął jej mąż, pułkownik. W czasie wojny też straciła dzieci. Mieszka w dużej rezydencji w Warszawie ze swoją teściową i służbą. Ze względu na ofiarę męża i swoje dochody jest bardzo szanowaną i znaną osobą. Mało tego, ma ryczącą maszynę, czyli swoje prywatne auto, które, o zgrozo, sama jeszcze prowadzi. Szanowna teściowa nie pozwala jej zapomnieć o tym. Z kolei szwagier Reginy, to wysoko postawiony oficer policji. Regina zamiast prowadzić życie bon vivanta (czy raczej bon vivantki) rozwiązuje zagadki kryminalne. Kiedy matka Hany przychodzi prosić o pomoc Regina zaczyna swoje śledztwo i wpada na trop organizacji zajmującej się stręczycielstwem zwłaszcza żydowskich dziewczyn, znanej jako Cwi Migdal.
Nie będę ukrywał, spodziewałem się kryminału noir. Lata 20-te ubiegłego wieku, Warszawa, sprawa Cwi Migdal pasowały mi do tego obrazu. Ale nie jestem rozczarowany, mimo że akcja dzieje się w świetle dnia.
Nazwa Cwi Migdal nie pada, ale można znaleźć w jednym miejscu inną nazwę organizacji, czyli Warszawskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy. Jest ona w sumie wspomniana, a żaden z bohaterów nie robi wprowadzenia do działalności organizacji, więc jeśli się nie wyłapie tej nazwy, to może ona umknąć. I chyba straci na tym tylko poznanie skali zjawiska. Proceder jest opisany, a wielkość działalności (w kontekście książki) nie ma większego znaczenia.
Reginie towarzyszą w rozwiązywaniu sprawy Juliusz Tumanek i Marianka Kowalik. On jest warszawskim cwaniakiem z Marymontu, ona dziewczyną do towarzystwa teściowej Reginy. Nie wiadomo ile oboje mają lat, ale Tumanek jawi się jako właśnie taki warszawski cwaniak w kaszkiecie i papierosem w ustach. Marianka jest podlotkiem, która bardzo chce pomóc i się wykazać, ale wiele nie umie, więc nie bardzo ma jak. W toku działań Reginy, kiedy ekipa wpadła już na pewien trop Marianka zostaje uprowadzona i jej los jest nie do pozazdroszczenia. Dlatego mi jej szkoda.
Nie ma informacji z jakich materiałów korzystała autorka (za co duży minus), więc nie sposób mi określić ile w książce fikcji, a ile rzeczywistości. Nie ma też grafik, to mogę podarować, ale nie ma też mapki Warszawy. Nie mieszkam w stolicy, więc jej geografia nie jest mi znana.
Czyta się to całkiem nieźle, w tle przewija się trochę obyczajowości tamtych czasów, kilka znanych postaci. Myślę, że mogę powiedzieć, że to przyjemnie spędzony czas.
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Jakub Łukasiński