Daniel Komorowski, Mieszko w ogniu pomsty
Czwarty tom historii konunga Mieszka. Jest nieźle, ale mogło być lepiej. Jest coś odświeżającego w czytaniu biografii człowieka, o którym bardzo mało wiadomo, ale jednocześnie przedstawia się niemal ciągle jeden obraz i jedno wydarzenie z jego życia. Oczywiście, przedstawia się bez większego i głębszego zrozumienia. Wiadomo, że autor tworzy fikcję, ale może nie do końca.
Daniel Komorowski jest młodym pisarzem, urodził się w 1993 r. Jak sam o sobie pisze na skrzydełku okładki, pisarzem jest z zamiłowania. Wcześniej stworzył kilka książek osadzonych w świecie nordyckich wojowników, seria Furia Wikingów liczy sobie osiem tomów. O historii Mieszka napisał wcześniej trzy tomy. Mieszko w ogniu pomsty ukazał się w 2026 r. nakładem Skarpy Warszawskiej. Ma ponad 400 stron, na okładce jest wrzeszczący mężczyzna, a w tle dwie płonące na stosie postaci. Okazuje się, że to zapowiedź jednej z istotnych scen książki.
Mieszko, jako kniaź, gasi ostatnie ogniska buntu Strogomira. Ostatnie zbuntowane grody padają przed nowym władcą, buntownicy płacą karę za swoje knowania. Poznajemy też wrażliwą część duszy Siemirada, rębajły, wojownika, twardziela, najbliższego przyjaciela Mieszka. Siemirad odkrywa w sobie talenty barda zaczyna składać strofy pieśni. Obserwujemy również zmiany w relacjach braci – Mieszka i Czcibora. Bardzo wiele ich podzieliło i obaj dopiero uczą się ufać sobie nawzajem. I to właśnie Siemirad tłumaczy Czciborowi pewne zachowania swojego przyjaciela i jakie to ma znaczenie. Jest też duża zawartość dziegciu w tym miodzie, ponieważ rozpada się przyjacielska, czy wręcz ojcowsko-synowska, relacja Mieszka i Haralda Sinozębego. Przez wiele lat byli wiernymi towarzyszami i nie było sygnałów, że za chwilę wszystko się rozpadnie.
Myślę, że mogę podzielić tę książkę na dwie części. Pierwsza kończy się w momencie pojawienia się Haralda na scenie. Jest to zaskakujące i, przyznam bez bicia, czytałem ten fragment kilka razy, żeby być pewnym, że dobrze zrozumiałem co się właśnie dzieje. Opis był klarowny, to ja miałem chyba jakieś chwilowe zaćmienie. Ale zrozumiałem i uważam to za znacznie ważniejszy moment niż zajęcie Rozprzy kilkadziesiąt stron wcześniej.
Pierwsza część jest raczej nudna i wiele się nie dzieje. Jest jedna bitwa, ale nawet ona nie porwała. Pojawienie się Haralda zmienia wszystko i wydarzenia nabierają tempa. Kilka wątków ulega rozwiązaniu, jeden w sposób szczególnie brutalny (patrz okładka).
Autor już zapowiedział, że w następnym tomie dostaniemy całą pieśń Siemirada, póki co mamy pierwsze próby i kawałki. Nie to mnie zastanawia. Część czwarta zamyka tyle spraw i kończy się w takim momencie, że nie umiem przewidzieć co będzie osią następnej. Czyli będzie niespodzianka. A ja tych nie lubię.
Akcja skacze pomiędzy kilkoma lokacjami i więcej miejsca dostają inni bohaterowie. Mieszko na dziesiątkach stron się nie pojawia, więc można się przyjrzeć drugiemu planowi. Wychodzą myśli, wspomnienia i motywacje wielu. Niektóre dość zaskakujące.
Nie ma komentarza z jakich materiałów korzystał autor. Źródeł może i wielu nie ma, ale są różne opracowania, które opisują czasy Mieszka. Szkoda, że nie ma tego spisu. Nie ma też grafik ani map. I tej mapy mi nadal brakuje.
Jak na razie chyba to najbardziej nierówna część. Trzy pierwsze jakoś inaczej rozkładały akcenty i trzymały pewien poziom przez cały czas. Tutaj jest ten podział. Ale nie jest to słaba czy zła część. Będę wiedział która jest najsłabsza kiedy ukaże się ostatnia. Czekam na kolejne.
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Jakub Łukasiński