Artur Kierach, Wieczny podróżnik
Bardzo mała rzecz, ale jednak męczy. Zdarza mi się czytać niehistoryczne rzeczy i nawet bywa, że je recenzuję. I tu mamy właśnie ten rzadki przypadek. To nie jest historia. To nie jest astronomia. To nie jest biologia. Nie wiem co to jest.
Autorem jest Artur Kierach. Po wpisaniu w wyszukiwarkę trafiłem tylko na szereg odnośników do kliniki przeszczepiania włosów. Na stronie wydawnictwa nie ma ani zdjęcia, ani opisu autora. Dopiero na lubimyczytać sytuacja się nieco rozjaśnia. Faktycznie, Artur Kierach jest specjalistą medycyny estetycznej i trychologiem Wcześniej napisał dwie książki właśnie o włosach. Wieczny podróżnik, jest jego najnowszą pozycją, ukazała się w 2026 r. nakładem Novae Res. Oprawa klejona, okładka miękka, stron 80 (tu nie ma literówki, to naprawdę jest cieniutka rzecz).
Książka jest opowieścią snutą przez atom węgla. Zaczyna się w chwili Wielkiego Wybuchu i później rozpoczyna się jego wielka podróż od miejsca prapoczątku przez kosmos na formującą się Ziemię. Atom przedstawia zmiany, jakim ulega planeta, pojawienie się życia, swoją wędrówkę poprzez rozmaite organizmy i skały, aż do pojawienia się człowieka i czasów nam współczesnych. A chwilami nawet sięga trochę w przyszłość, bo opisuje jak w końcu rozkłada się plastik.
Nie mam zupełnie pojęcia jaki jest cel tej książeczki. Ani to wprowadzenie do chemii organicznej, ani to wykład z ewolucji, ani to historia świata albo kosmosu. Zwyczajnie, nie wiem jak to traktować.
Kiedy atom przemierza kosmiczne przestrzenie autor używa dużej ilości wielkich kwantyfikatorów i poetyckich opisów miejsc czy przestrzeni bez początku i końca. Prozą pisze poezję, czy może poetyckim językiem pisze prozę. Sam nie wiem.
Kiedy atom dociera na Ziemię i opisuje zmiany na planecie nie opisuje swojej roli w budowie życia. Jak mówiłem, to nie jest wykład z chemii organicznej. Dużo za to mówi w jakim organizmie jest, co czuje i co widzi. Raz jest w paproci, raz w rybie, raz w dinozaurze etc. Jest w tym maciupka część procesu ewolucji, bo w kilku linijkach atom opisuje rybę, która wyszła z wody i ewoluowała w płaza.
W czasach człowieka atom nie zajmuje się przedstawieniem historii rodzaju ludzkiego, niezmiennie skupia się na życiu i istnieniu w sensie biologicznym – komórki, tkanki, organizm itd. Wszystko jest wspaniałe do momentu stworzenia przez człowieka plastiku. I wtedy następuje kilka stron degradującego środowisko naturalne wpływu człowieka i plastiku właśnie. Nie jest to manifest ekologa czy, co by było znacznie gorsze, ekoaktywisty. Wygląda to jak krzyk istoty zamkniętej w jednej formie bez możliwości ucieczki.
Ta książeczka nie jest mnóstwem rzeczy, ale nie umiem powiedzieć czym jest. Mam wrażenie, że autor z dziesiątek dziedzin naukowych – od astronomii po zoologię – wybrał po jednym zdaniu i przerobił to na książkę. Dotyka ogromu zagadnień, ale ani jednego nie rozwija.
Bardzo dziwna rzecz. Ciekawy pomysł, ale wykonanie mnie nie przekonało. Ale może w tym tkwi jej siła. Może właśnie jej niejednoznaczność jest jej największą wartością?
Wydawnictwo Novae Res
Jakub Łukasiński