Anna Kańtoch, Wiara

Katastrofa w Czarnobylu i właśnie rozpoczęta budowa elektrowni jądrowej obok małej wsi w Polsce – to nie może skończyć się dobrze. Szczególnie jeśli nad wszystkim wisi zmora dawnej przepowiedni, dawnego grzechu i wspólnej tajemnicy, która związała całą społeczność. Jak pozornie różne dziewczyny mogą się odnaleźć i uwierzyć, że tylko one mogą uratować świat, którego tak naprawdę nie znają? A to wszystko w czasach, które już za chwilę miały minąć, ale jeszcze nikt o tym za bardzo nie myśli. Anna Kańtoch w swoim kryminale Wiara pokazuje, jak bardzo można zabrnąć w wiarę we wszystko.

Przeklęta parafia, mordy i milicja

W znajdującej się nieopodal Żywca wsi Rokitnica dochodzi do brutalnego morderstwa. Proboszcz chcąc sobie skrócić drogę na plebanię znajduje na torach dziewczynę z poderżniętym gardłem. Odżywają opowieści o przeklętej parafii, a ówczesne władze kierują do prowadzenia śledztwa kapitana Witczaka z komendy wojewódzkiej w Bielsku-Białej. Bardzo szybko odkrywa, że zbrodnia na torach nie jest jedyną tajemnicą, która czeka tutaj na ujawnienie. Trudno jednak znaleźć chociaż jeden punkt zaczepienia, skoro wszyscy zgodnie milczą – nawet przed swoim proboszczem.

Rozpoczynają się niejako dwa śledztwa: świeckie prowadzone przez Witczaka i to bardziej kościelne, w którym proboszcz próbuje odkryć, co tak naprawdę wydarzyło się w jego parafii – dlaczego jeden z jego poprzedników utonął w stawie, drugi się powiesił, a kolejny zniknął właściwie z dnia na dzień. I dlaczego samotny krzyż stojący pośród pól nie przypomina nikomu wydarzeń, które normalnie takie oznaczenia upamiętniają. Atmosfera robi się gęsta, a opór miejscowych wydaje się nie do przebicia. Tymczasem dochodzi do kolejnego mordu, tym razem „z widokiem” na wzbudzającą powszechną grozę budowę elektrowni jądrowej. I tutaj powoli następuje przełom, który pozwoli na przeżycie przez całą parafię swoistego katharsis. Albo przynajmniej tak będzie się łudził proboszcz.

Cóżeś Ty uczyniła Anno Kańtoch lub potrzebna oczu kąpiel

Abstrahując od banalności zakończenia recenzowanej pozycji należy podnieść zdecydowanie większą zbrodnię na czytelniku, której dopuszcza się Anna Kańtoch. Po pierwsze jak na kryminał osadzony w 1986 r. ma on w sobie tyle klimatu schyłkowego PRL-u, co Pieśń Lodu i Ognia zgodności z historią Europy. W wiejskim barze można zamówić Coca-Colę, wybiera się hotele według cen, a dość skromna dziewczyna robi zdjęcia kolorowe o jakości tzw. brzytwa. Do tego Rokitnica (tak na serio to dzielnica Zabrza, ale tu można zrozumieć konwencję, żeby brzmiało wiejsko i górsko) leży na Podbeskidziu, ale koło Żywca, a Będzin jest na Śląsku. Absurd goni absurd, jak w slapstickowej opowieści. Wielkie mi pustki uczyniłaś Autorko w umyśle moim…

Żeby podkreślić zażenowanie pojawiającymi się lapsusami warto dodać, że ogólnie to w tym kryminalne nie ma wariatów czy psychopatów. Wszystko zostaje elegancko i racjonalnie wyjaśnione, bo przecież wiara w przepowiednie proboszcza alkoholika, która prowadzi do trzech morderstwo to jest normalny stan umysłu. Tak samo jak zamordowanie trzech osób siekierą, bo się nie podołało obowiązkom głowy rodziny. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że jest to drugie wydanie Wiary, więc aż trudno uwierzyć, że co i rusz wydumana fabuła potyka się o własne kończyny. Trudno więc uznać, że jest to wypadek przy pracy chwalonej autorki kryminałów.

Czy warto?

Dla czytelnika, któremu za atmosferę PRL-u wystarczy obecność milicjantów, mówienie do księdza per „obywatelu” i sugestie, że ktoś może dostać karę śmierci – to polecam. Dla całej reszty, która wymaga, żeby książka reprezentowała sobą coś więcej – odradzam. I choć obiektywnie recenzowana pozycja potrafiła wciągnąć to sztampa i kicz chyba nie są tego do końca warte.


Ocena recenzenta: 2/6

Daria Czarnecka

Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Marginesy. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.