Dziewczynka z zamkniętego miasta okładka

Dziewczynka z zamkniętego miasta |Recenzja

Larissa Cain, Dziewczynka z zamkniętego miasta. Wspomnienia z getta warszawskiego

Książka Dziewczynka z zamkniętego miasta Larissy Cain opowiada o trudnych losach żydowskich dzieci. W tym przypadku kreśli swoje własne losy, opisując to, co było udziałem również jej krewnych, przyjaciół i tych przypadkowych ludzi, którzy zdecydowali się wyciągnąć pomocną dłoń wobec sponiewieranej ludności żydowskiej.

Autorka opisuje wszystko z perspektywy małego dziecka. Larissa Cain miała siedem lat, gdy wybuchła II wojna światowa. Wszystko co o niej pisze, jest proste, pozbawione emocji. Można powiedzieć, że jej recepcja tamtych wydarzeń jest stonowana.

Ale to tylko ułuda.

Zagłębiając się w tekst, można dostrzec ogromne cierpienie małego dziecka, rzuconego w świat, którego nie rozumie, który jest nastawiony antagonistycznie. Wszystko zdaje się brutalne, choć dziewczynka i tak zachowuje ogromną pogodę ducha, nieziemską cierpliwość i zwyczajnie człowieczeństwo. Ja chyba bym tak nie potrafił.

W tych wspomnieniach nie ma opisów przemocy, choć, między wierszami, przebija się jej makabryczny obraz. Cain pisząc z perspektywy dziecka, opowiada swoją historię kreśląc opis tamtej epoki w prostych zdaniach. Wypowiedzi jej są krótkie, czasem dosłownie lakoniczne.

Można tam znaleźć podstawowe określenia, które są związane z tematyką wojny. W trakcie czytania mamy krótkie przypisy tłumaczące czym było na przykład getto, volksdojcze, szmalcownicy… Wszystko jest proste i przystosowane dla dzieci.

Larissa Cain nie stara się nikogo demonizować, tak jakby pogodziła się z tym, że tak właśnie „musiało” być. Z wielką godnością i pokorą przyjęła swój los. Z całej książki przebija wielka wdzięczność wobec losu, bowiem jej, jako jednej z niewielu, udało się przeżyć wojnę. Wielu jej rówieśników, przyjaciół czy członków rodziny nie miało tego szczęścia.

Choć przeżyła ogromną tragedię, stara się z niej wyciągnąć ziarenko nadziei. Odniosłem wrażenie, że chciała ona nam przekazać, że nawet w najmroczniejszych czasach, znajdzie się ktoś, kto zaryzykuje, by pomóc tym, którzy są na dnie historii. Ale najlepiej będzie, jeśli sami się o tym przekonacie.

Larissa Cain nie stara się wzbudzać czyjejś nienawiści. Po prostu pisze o tym, co kiedyś miało miejsce. W perspektywy dziecka stara się ukazać losy tych, którzy mieli zniknąć z kart dziejów. Jej opisy pozbawione są wartościowania i mimo cierpienia jakie doznała, wszędzie przebija ogromny chart ducha tej niepozornej, jak można by sądzić, Żydówki.

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Narracja przystosowana do czytelnika młodego i tak porusza. Sama prostota wypowiedzi Autorki jest cennym świadectwem tamtych wydarzeń. Pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów tekstu.

W drugim roku pobytu w getcie kończą się nam zapasy żywności. Z początku radzimy sobie jako tako dzięki sklepowi rodziców. Mamy herbatniki, słodycze, rodzice sprzedają część towaru i kupują na czarnym rynku chleb, ziemniaki, a dla mnie trochę mięsa i mleka. […] Pamiętam mój ostatni herbatnik: odgryzam maleńkie kawałeczki, trzymam je w ustach najdłużej, jak tylko można (s. 33-34).

Udaję sama przed sobą, że moi rodzice są obok, że mama jest nadal ze mną, że nie przebywamy w zamknięciu, tylko wychodzimy na spacer, idziemy szeroka aleją albo górską ścieżką wśród drzew. W myślach rozmawiam z nimi, układam dialogi. Odbywam długie rozmowy z moim kuzynem Jerzym, z kolegami ze szkoły, z podwórka, z Jadzią i Lenką. W pokoju, w którym się ukrywam, musi być absolutnie cicho, a ja, najbardziej ruchliwa z nich wszystkich, wyobrażam sobie nasze zabawy z piłką, skakanie na skakance. Nie czuję się już samotna w czterech ścianach. Ściany wokół mnie znikają. Żyję w świecie, który tworzę w wyobraźni (s. 55).

Takich prostych, aczkolwiek zatrważających opisów jest znacznie więcej. Myślę, że w ten sposób Autorka chciała przybliżyć odczucia tych, których skazano na zagładę. Dojmujący głód, wszędobylskie choroby, dojmujące poczucie zagrożenia, samotności i pustki, gdy kolejni bliscy giną w trybach nazistowskiej machiny wojennej, mówią dobitnie o kondycji bohaterki książki.

Dla mnie jest bohaterką, pełną godności, pełną życia. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić warunków, w jakich przyszło jej żyć. Prostota wypowiedzi jest niczym wyrzut tych tysięcy i milionów ludzi, którym nie dane było, aby móc opowiedzieć o sobie, o tym, co ich spotkało.

Przyznam, że książkę czytałem dwukrotnie. Pierwszy raz sam, drugi gdy czytałem swoim córkom. Ich recepcja była niezwykłym doświadczeniem. Wszystko, co usłyszały, miało dla nich niesamowitą dawkę emocji i znaczeń. Aż dziw bierze, że tak młode osóbki – córki mają po 4 i 7 lat – mogą aż tyle czuć, tyle rozumieć. A przecież ja sam mam kłopot ze zrozumieniem skali ogromu tragedii Shoah.

Córki poprosiły mnie następnie, abym im opowiedział coś więcej. W ten sposób wspomnienia Larissy Cain stały się częścią naszej rodziny, naszej wspólnoty historycznej. I jestem jej za to wdzięczny, bo ja nie umiałbym lepiej ująć tego zagadnienia. Prostota języka idealnie trafiła do dzieci. Z tego też powodu sądzę, że to świetna pozycja do tego, aby uświadomić naszym dzieciom, jak czarne są karty ludzkości, i że zawsze, mimo wszystko, czai się iskierka nadziei.

Publikacja zamyka się na 107 stronach, i podzielona jest na trzy większe rozdziały – Przed wojną Wojna i Po wojnie. Książkę czyta się szybko, zważywszy, że ma ona format kieszonkowy. Gorąco polecam – pozwala uświadomić dzieciom istnienie trudnych kart w historii.


Fundacja Ośrodka Karta
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Ośrodka Karta.

Comments are closed.